Wyszukiwarka

Brovaria Poznań

brovaria

Lokalizacja: Brovaria, Stary Rynek, Poznań

Cena: Burger – 29 zł, piwko – 9 zł, deser – 18 zł
Jak ja lubię dobrze zjeść, jak każdy czytelnik pewnie. Poza tym, że mam chamskie podniebienie, niemiłosiernie często atakowane wszelkiej maści śmieciowym żarciem, lubię czasem jakieś bardziej wyszukane dania. Najbardziej jednak uwielbiam proste dania podane w ciekawy i fajny sposób. Taki właśnie jest Brovaria Burger.
Wiecie, wołowe burgery to niezwykle popularne danie, serwują je niemal wszyscy, od fast foodów, przez dziwne małe gastronomie, grillujących wujaszków, po „prawdziwe” restauracje. Jednak burger burgerowi nierówny. Na tego z Brovarii miałem ogromną ochotę, zwłaszcza po przeczytaniu z czego go robią. Mięso z antrykotu wołowego, świeże pomidory, trochę sałaty, ogórek, czerwona cebulka (uwielbiam), sosy (aioli i cygański) i pieczona na miejscu bułka. Jaki zestaw! Nie mogli tego zepsuć, prawda?
Od razu wam powiem: nie zepsuli. Nie mogli. Moja dziewczyna i jej młodsza siostra również go zamówiły i były z wyboru zadowolone. Ja byłem zachwycony. Mięso soczyste, dobrze wysmażone, ani trochę nie przypalone, bardzo wyrazisty smak i w sumie dość zacny kawałek. Idealnie z nim komponują się dodatki, nawet ten cholerny zielony ogórek, za którym normalnie nie przepadam. Na osobne zdanie zasłużyła sobie bułka, jeszcze ciepła, skórka chrupiąca, no świetna. A sosy? Wyśmienite, choć nie do końca czaję z czego się je robi – wydawało mi się, że czułem z jednej strony czosnek i oliwę, a z drugiej trochę papryki, pieprzu i czegoś jeszcze.
Podczas spożywania cały czas towarzyszyło mi piwo pszeniczne ich własnej roboty. Wiem, że robią je tam na miejscu (znam ludzi pracujących w tym browarze), wiem, że zdobyło jakieś tam nagrody i że powinien je opisać Noid. Bo on się na piwie zna.
Dla mnie było po prostu bardzo dobre, dość łagodne w smaku. Zdecydowanie smakowało mi bardziej niż wyroby z Kompanii Piwowarskiej. Goryczka jakaś tam była, ale bez przesady. Tak jak wspomniałem, nie jestem ekspertem, nie będę się wymądrzać. Aaa, jeśli chodzi o kolor, to jest dość – hmm – mętne i mało przejrzyste.
Wiecie, co jadłem potem? DESER. Ludzie, deser jest cholernie ważny. Zawsze. Zamówiłem ich firmowy deser i nie żałowałem ani trochę. Lody waniliowe, dużo bitej śmietany, jakieś ciastko i – uwaga, uwaga – piwny karmel. Tak jest, moi drodzy. O tym, jak jest wybitny, mówiła moja mina, gdy wziąłem go po raz pierwszy do ust. Słodki, ale bez przesady, nutka goryczki wyczuwalna na drugim planie. Pal sześć te lody i bitą śmietanę, dajcie mi miskę tego karmelu i będę mógł odejść spokojnie.Smakowitość: burger – 8.75/10, piwo – 8.5/10, deser – poza skalą!
Współczynnik ‚zwycięstwa z anoreksją’: spory i smaczny