Wyszukiwarka

Bunga Dog (Poznań)

Screenshot_2016-07-02-16-24-29-01

Nie ma przypadku w tym, że Światowy Dzień Hot Doga wypada w amerykański Dzień Niepodległości. Uczczę go po swojemu: recenzją miko food trucka specjalizującego się właśnie w „gorących pieskach”.

Hot dogi w Polsce nie mają łatwego życia. Gdy już przestały się kojarzyć z kiepskim żarciem z bud na dworcu lub sklepików szkolnych (choć w nich królowała tańsza „bułka z keczupem”), to „przejęły” je najpierw stacje benzynowe, a następnie sieciowe spożywczaki. Wprawdzie francuskie pieski serwowane w tych przybytkach nie są aż tak obrzydliwe jak najtańsza parówa z kapuchą oblane najtańszym keczupem, ale dalej to żarcie arcy śmieciowe – trudno o bardziej niezdrowego fast fooda.

Screenshot_2016-07-02-16-27-57-01

Sukces burgerowni pokazał jednak, że jedzenie do tej pory kojarzone typowo z junk foodem da się zrobić porządnie, z klasą i ciut zdrowiej (nie oszukujmy się, to nigdy nie jest 100% „fit & healthy”). Skoro udało się czemuś tak trywialnego jak mielona wołowina w bułce, to dlaczego sukcesu nie mogłyby osiągnąć „gorące pieski”? Przecież je też da się przygotować z dobrej jakości składników i w bardziej „wypasiony” sposób.

Przykłady z poznańskiego rynku pokazują jednak, że wcale nie jest to takie łatwe. Mr. Dog z Półwiejskiej zamknął się po kilku miesiącach działalności, tyle że proponowany przez ten lokal produkt był – delikatnie mówiąc – przeciętny. Z kolei Smart Bastard też nie ma już na gastronomicznej mapie stolicy Wielkopolski, mimo że hot dogi od „bękartów” były więcej niż konkretne i tak wypasione, jak można by sobie to tylko wymarzyć. Dobrze radzi sobie za to Covrig, którego wariacja nt. francuskich hot dogów robi prawdziwą furorę.

człowiek z hot dogiem wygląda tak
człowiek z hot dogiem wygląda tak

Wnioski są następujące: hot dog wciąż uważany jest za tanią przekąskę, a nie danie, które może nam zastąpić np. lunch. Stąd wciąż na mieście królują burgerownie, a o „hotdogowniach” raczej się nie słyszy. A jeśli się już się coś takiego otwiera, to na pewno zakładają ją jacyś pozytywnie zakręceni wariaci. Patrząc na sposób komunikacji w internecie, odnoszę wrażenie, że właśnie ktoś taki stoi za Bunga Dog – mikro food truckiem z hot dogami właśnie.

Już sam pojazd robi wrażenie – czegoś takiego chyba jeszcze nie widziałem na ulicach polskich miast. Z jednej strony jest to fajny sposób na wyróżnienie w food truckowym tłumie, z drugiej małe rozmiary podkreślają, że to jednak nie jest „duża rzecz”.

Bo hot dogi z Bunga Doga to mimo wszystko przekąski. Większe i bardziej sycące niż „francuskie pieski” ze stacji benzynowych, ale mimo wszystko wciąż przekąski. Zjesz takiego na podwieczorek czy kolację i będzie okej. Ale jeśli chcesz go spożyć zamiast obiadu, to nie ma zmiłuj, będziesz musiał zjeść dwa. No chyba że masz bardzo mały żołądeczek.

Screenshot_2016-06-22-18-24-49-01

Na całe szczęście, cena jest adekwatna. Dyszka za bułę z parówką i dowolnie wybrane dodatki plus sosy. Uważam, że to całkiem uczciwa kwota. Nawet jeśli hot dog ma pewne mankamenty.

Serce hot doga – parówka – nie robi na mnie złego wrażenia, ale też trudno mówić o jakimś zachwycie. Jest po prostu okej. Parówka to jednak tylko parówka i trudno oczekiwać, by była czymś wyjątkowym. Z drugiej strony bułkę odbieram jako lekkie rozczarowanie. Tym bardziej, że na zdjęciach promujących Bunga Dog użyte jest całkiem inne pieczywo – ciemniejsze i jakby z dodatkiem czarnuszki. To, co dostaję, to klasyczna buła do hot doga – bez szaleństw jeśli chodzi o smak, ale spełnia swoją podstawową funkcję i nie rozwala się. Co więcej, nie jest ona gorąca, prędzej powiedziałbym, że raczej zimna, ale po dłuższym namyślę stwierdzam, że wcale nie nazwałbym tego wadą, wbrew pozorom to nawet bardziej pasuje.

Screenshot_2016-06-22-18-23-28-01

W tym wszystkim chyba najbardziej podobają mi się dodatki, a zwłaszcza karmelizowana czerwona cebula, dzięki której hot dog z Bunga Dog jest „czymś więcej”. Właśnie na nią warto postawić, jedząc tu po raz pierwszy, bo dobór reszty dodatków to już raczej kwestia gustów. Ogórki, papryczki jalapeno, oliwki, cebula prażona, nachosy – raczej każdy znajdzie tu coś dla siebie. Sosy? U mnie klasyczny keczup z musztardą i jest okej, takie dopełnienie hot doga, nic więcej. W dzień, w który odwiedzam Bunga Doga, dostępny jest jeszcze tylko majonez. Trochę szkoda.

Wrażenia pozytywne, acz ze sporym niedosytem, co jednak wynika raczej z moich sporych oczekiwań i nadziei na w pełni wypasione hot dogi. Te są tylko delikatnie bardziej „odpicowane” i przygotowane z dobrej jakości składników. Jeśli podobnie jak ja „napaliliście” się na Bunga Doga, radzę wyluzować – to totalnie nie jest jedzenie, na które idzie się specjalnie. Tu się je przy okazji, przechodząc obok ulicą lub chillując w Parku Dąbrowskiego (dla niezorientowanych w nazewnictwie, to ten przy Starym Browarze). Podejrzewam też, że świetnie sprawdzają się te hot dogi na wszelkiej maści eventach – od zlotów food trucków, przez koncerty, po w zasadzie każde inne wydarzenie, jakie może przyjść Wam do głowy.

Mówiąc krócej, szału nie ma, ale zjeść można. Pewnie jeszcze zjem tu na spontanie, czekając na prawdziwie wypasione hot dogi w Poznaniu. A może już gdzieś są? Dajcie znać w komentarzach!

GDZIE MAM ZJEŚĆ W LIPCU

…czyli ankieta, w której decydujecie, gdzie powinienem udać się „na testy”. Głosowanie trwa do środy, 6 lipca. Można wybrać maksymalnie 3 lokale. Do dzieła!

GDZIE MAM ZJEŚĆ W LIPCU 2016?

  • Firlejka (21%, 237 Votes)
  • Taj India (17%, 189 Votes)
  • Tequilarnia (17%, 185 Votes)
  • Karafka (9%, 103 Votes)
  • Mocium Panie (8%, 88 Votes)
  • Zdolni (6%, 67 Votes)
  • Rodeo Burger (6%, 67 Votes)
  • START (6%, 65 Votes)
  • Bar Walencja (5%, 61 Votes)
  • Brunchbox (5%, 55 Votes)

Total Voters: 791

Loading ... Loading ...

Lokalizacja: Park Dąbrowskiego, Poznań | fanpage

Cena: 10 zł

Smakowitość 60%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: w ramach przekąski okej, na „większego głoda” to trzeba wciągnąć ze dwa