Wyszukiwarka

Česka Hospoda (Poznań)

czeska pocz

Dobrze wspominam każdą wizytę w Czechach. Tamtejsze piwo, do tego jakaś przekąska. Żyć nie umierać. Usłyszałem o czeskiej knajpie w centrum Poznania – spojrzałem w menu, zobaczyłem ceny dań głównych, przeżegnałem się (nie na kieszeń studenta) i zawędrowałem wzrokiem ku przekąskom. 

Z opisu wynikało, że są smaczne. Ceny – może nie na studencką kieszeń, ale do przeżycia. Tym bardziej w tak klimatycznym miejscu jak to. Okej, może wystrój wnętrza tak Czechami nie emanuje (tylko drobne akcenty – przynajmniej takie jest wrażenie mało spostrzegawczego człowieka), tak karta dań (również po czesku!) oraz muzyka dobiegająca z głośników (Jaromir Nohavica we własnej osobie!) już tak.

1363089375436Pivní pochoutka

Cena: 14,90 zł

Zamawiam trzy rodzaje grillowanych kiełbas. Do tego chrzan i musztarda (Pan Ekspert a.k.a. Chłop z Mazur stwierdził, że to Rosyjska firmy Kamis – pozostaje wierzyć mu na słowo) oraz smażona cebulka (czerwona, tym lepiej).

Kiełbasy jak kiełbasy. Trudno w tej materii wymyślić coś nowego. Dwie do siebie dość podobne, tyle że jedna przecięta na pół wzdłuż. Obie smaczne, ale umówmy się, ja na grillu potrafię zrobić lepiej. Kiełbaska trzecia, najcieńsza ze wszystkich, jest przy okazji tą najlepszą. Sucha, trochę taki kabanos. A przecież wszyscy lubimy kabanosy.

Przekąska w sam raz do piwa. Chociaż ja piwa nie zamówiłem. Popijałem drinkiem. Skusiła mnie nazwa – Švejk na Kubě – oraz skład: rum wymieszany z Kofolą. Czeski napój zachowuje swój oryginalny smak wzmocniony procentami płynącymi z rumu.

I kiełbaski, i Szwejka polecam nie tylko czechofilom, ale także tym, którzy chcą wyskoczyć gdzieś na lunch w okolicach Starego Rynku.

Smakowitość: 7/10

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: 32%

20130312_125646Ďábelská polévka

Cena: 9.90zł

[Chłop z Mazur]

Chcieli mnie tu zabrać, więc zajrzałem w portfel. Po chwili powiedziałem – nie, to nie dla mnie, a przynajmniej nie w tym momencie życia. Jednak na wieść o przekąskach postanowiłem zajrzeć raz jeszcze, poprzewracać srebrne monety i popatrzeć na zielone co nieco. Wiszącą nad głową wizją jedzenia przez resztę miesiąca pasztetu na śniadania i kolacje, skutecznie odciągała mnie od tego miejsca.

Nie w smak były mi bawarskie precelki czy grillowany ser, więc mój wybór padł na coś ostrego. Tym czymś była zupa „na bazie papryki i pomidorów podawana z grillowanym kurczakiem i serem” o wdzięcznej nazwie – diabelska polewka. Podszedłem do tej pozycji sceptycznie z dwóch względów. Po pierwsze – cena. 10 zł za małą miseczkę wywaru to trochę dużo jak na studencką kieszeń. Kiedy jednak rozejrzałem się po lokalu, zrozumiałem, że takowi tu zdecydowanie nie jadają. Druga uwaga była już całkowicie osobista. Zupa miała być na bazie papryki więc w mojej głowie uruchomiły się wspominki z wyprawy na Węgry, gdy miałem okazję zjeść prawdziwy ostry gulasz. Nie oszukujmy się, ale jesteśmy wręcz w centralnej Polsce, Poznań Stare Miasto, po prostu wątpię.

I jakie było moje zdziwienie, gdy od pierwszej łyżki zupa paliła. Nie był to ogień z 9 kręgu piekła, ale diabelska nazwa jest adekwatna do jej mocy. Wiele frajdy sprawił mi ciągnący się ser, żołądek zaś ucieszył grillowany kurczak znajdujący się na samym dnie miseczki. Zupa była dosyć gęsta, sporo w niej pestek papryki i kawałków wspomnianego wcześniej sera. Jej moc może potwierdzić fakt, że rednacz też był zachwycony jej pikantnością, MruMru zaś klęła w niebiosa naszą dwójkę za to, że pozwoliliśmy jej spróbować.

20130312_125706

Mimo że to czeska knajpa, ja również nie zamówiłem piwa. Zainteresowała mnie za to „szampańska oranżada” będąca połączeniem wina musującego oraz soku pomarańczowego. Smak może nie był od razu moim faworytem, ale stopniowo przyzwyczajałem się do niego. Warto dodać, że bez wątpienia jest to sok, ponieważ gołym okiem widać osadzający się na szkle miąższ.

Smakowitość: 9/10

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: 35% 

halusky s bryndzouHalusky s bryndzou

Cena: 14,90zł

[MruMru]

Czyli tradycyjne kluseczki słowackie podawane ze słoniną, cebulą i bryndzą. Czyli coś w sam raz dla mnie. Nie dość, że kocham podsmażaną cebulę, że przepadam za takimi kluskami, to jeszcze bryndza – no uwielbiam. Zamówiłam i jak na szpilkach czekałam, aż przyniosą mi moje jedzenie.

Pierwsza rzecz, jaka rzuciła mi się w oczy, to ilość jedzenia. Jak na przystawkę, było tego całkiem sporo i dobrze komponowało mi się z piwem, ale o nim za chwilę. Całe szczęście, że klusek było sporo, bo stało się to adekwatne, w miarę, do ceny. W smaku mnie nie zawiodły. Wszystko, co znajdowało się na moim talerzu było podsmażone i tłuste (pójdzie przecież w cycki), a więc dobre. Najbardziej zachwycił mnie fakt, że cebula, która była w daniu, była cebulą czerwoną. Serio, chyba każdy woli właśnie ją od tej zwykłej. Bryndza wkomponowała się w danie idealnie. Co prawda momentami odczuwałam jej brak, troszkę zwiększyć jej ilość i byłoby idealnie. Wszystko razem było lekko pikantne i, UWAGA, mocno słone. Po solniczkę nie sięgałam.

Smakowitość: 8/10
Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: 79%

A piwo?

cerna horaĆerna Hora – Modra Luna

Cena: 8/10zł – 03/05 l

[MruMru]

Czyli piwo borówkowe. Śmiesznie się czułam popijając wielkie piwo przy RedNaczu i Chłopie z Mazur sączących drinki. Ja jednak wolę piwo od takich wynalazków, szczególnie do takiego jedzenia. Piwo wydawałoby się lekkie, ale ja od razu wyczułam przyjemną gorycz. Nie smakowało typowo borówką, ale dało się wyczuć jakby owoce leśne. No i barwa. Rubinowa, można powiedzieć… a kobiety za rubinami przepadają. Ciekawa rzecz, takie piwo i polecam spróbować każdemu.

Smakowitość: 8,5/10

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: piwo