Wyszukiwarka

Checkpoint (Poznań)

Burgerownie na mapie Poznania wyrastają jak grzyby po deszczu i czasem pomimo szczerych chęci ciężko nam do nich zajrzeć. Checkpointa polecało mi kilku znajomych – jako miejsce gdzie jedzą dość regularnie i jeszcze się nie zawiedli. Pomimo jego dobrej lokalizacji – nie udało mi się tam podejść. W końcu wysłała mnie tam instancja wyższa – rednacz. Jemu się nie odmawia.

Razem z mfn-em spotkaliśmy się zatem o umówionej godzinie w umówionym miejscu, z mocnym postanowieniem jedzenia wołowiny. Checkpoint w swojej ofercie ma dość sporo pozycji, więc musieliśmy się poważnie zastanowić. Standardowo na tapetę poszedł Classic (pamiętacie – albo masz dobrego klasyka, albo nie ma cię na rynku?) i jako drugi wybór Żandarm (ze względu na ser pleśniowy), obydwie pozycje w klasycznej jasnej bułce.

WP_20141021_005

Padło pytanie jak wysmażyć mięso – medium, wiadomo. Chwila oczekiwania i dostaję swoje zawiniątko. Klasyk – jak to klasyk, w składnikach, poza mięsem możemy znaleźć sałatę, ogórka, pomidora, cebulkę i sosy – w tym wypadku cygański. Checkpoint rozgranicza Classica od Cheesa, więc niestety obyło się bez sera (szoda, lubię ser i lubię jak nie ma rozróżnienia), ale zasady są zasadami, classic to classic, jeść trzeba.

Kompozycja jest tak prosta, że jedyne, co może ją zepsuć, to złe przyrządzenie lub kiepskiej jakości składniki. Szef lokalu zapewniał nas, że mięso pochodzi z rasy Limousine – uznanej w kwestii jakości dostarczanego mięsa. Niestety, kotlet był wysmażony nieco ponad medium przez co nie wchodził tak gładko, jak sądziłem. Tym niemniej – smakowo było dobrze, reszta składników działała wedle wszelkich reguł natury – pomidor lekko słodził, ogórek podkreślał, sałata była, a cebula zaostrzała zabawę. Na plus można zaliczyć sporą bułkę, która dość elegancko trzymała wszystko w ryzach. Po zjedzeniu Classica, postanowiłem przetestować jeszcze jedną pozycję.

WP_20141021_011

Moim drugim wyborem był Żandarm – propozycja ciekawsza, jeśli chodzi o kompozycję, bo z serem pleśniowym (lazur na dożywotnim), sosem balsamico, majonezem, karmelizowaną cebulką i dżemem figowym. Tym razem poprosiłem o troszkę mniej wysmażone mięsiwo – co przyniosło zauważalną poprawę w kwestii mięsa – było bardziej soczyste, w środku pojawiło się nieco więcej koloru, oddało to więcej smaku. Progres.

Reszta składników również się spisała, zwłaszcza balsmaico i lazur. Sery pleśniowe mają ten plus, że są mocne w smaku, balsamico ma ten plus, że ładnie podkreśla to, co się w burgerze dzieje, karmelizowana cebula jest po prostu jej najlepszą formą – więc również profit. Szkoda, że dżem figowy nie zaznaczył mocniej swojej obecności, bo bardzo byłem ciekawy jak się sprawdzi. Moja rada: poprawić balans, bo na papierze coś z fig z burgerze wygląda świetnie, a szkoda, gdy gdzieś znika.

Co do rozmiarów: mięso – wedle zapewnień właściciela –  w momencie wrzucenia na grill waży 125 gramów. Po usmażeniu powinno być lekko ponad 100, czyli nie są to największe burgery w mieście, ale na pewno miejsce zasługuje na samodzielną ocenę fana wołowiny bułce.

WP_20141021_009

mfn

Jako że każda szanujaca się burgerownia musi mieć nie tylko dobrego klasyka, ale także BBQ, to na początek zająłem się właśnie nim. Składniki oczywiście klasyczne – kawał wołowiny, bekon, cebula prażona i karmelizowana, ogórek, majonez i dodatkowo cheddar. Ja, w porównaniu do J-Maca, nie miałem do mięsa większych zastrzeżeń. Podobnie świetny był chrupiący bekon, który często dawał o sobie znać. Cebula jak to cebula – wiadomo, klasa i to przy każdej okazji. Minus jedynie za to, że sos BBQ nie imponował i nie wyróżniał się jakoś znacząc na tle konkurencji, a i ser cheddar był mało wyczuwalny. Poza tym jednak sama pozytywny wrażenia i to w dość przyjemnej cenie.

WP_20141021_018

Później na warsztat wziąłem flagowy produkt burgerowni, czyli burger o wdzięcznej nazwie „Checkpoint”. Tutaj obok wołowiny dostajemy kapustę kwaszoną, papryczki jalapeno, cebulę karmelizowaną, pieczarki, boczek i majonez. Najbardziej zastanawiało mnie jak wpasuje się tutaj kwaszona kapusta i spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. Naprawdę jest tutaj wspaniałym uzupełnieniem bardziej typowych dla burgera składników. Co bardzo fajne, w „Checkpoincie” wszystko było wyważone. W smaku można było wyczuć i pieczarki, i miło piekące jalapeno, a główną rolę i tak odgrywała wołowina. Taki powinien być burger. A za cebulkę wiadomo, zawsze ocena +1.

Oprócz burgerów w Checkpoincie także piliśmy. Szprycer, czyli sok oparty na jabłkach w cenie 1 złotówki. Świetna sprawa, miło orzeźwia, a gdyby było trochę cieplej, to pewnie sprawdzałby się lepiej. Do tego kawa, której choć wielkim fanem nie jestem, to przypadła mi do gustu. Nie znam się, więc żadnych szczegółów Wam nie przedstawię, ale było smacznie.

Podczas naszej wizyty z Checkpoincie spędziliśmy sporo czasu podczas rozmowy z właścicielem i możemy zapewnić, że to dopiero początek drogi tej burgerowni. Plany są naprawdę ambitne i jeśli uda się spełnić chociaż połowę z nich, to naprawdę będzie dobrze. Na razie Checkpoint wprowadził dostawę burgerów. Trzymamy kciuki za następne posunięcia i z pewnością jeszcze się w Checkpoincie pojawimy, jako że miejscówka przy przystanku „Wrocławska” jest bardzo zachęcająca dla szukających nocnych wrażeń redaktorów WzA i ich znajomych.

Lokalizacja: Kupiec Poznański, Poznań | fanpage

Cena:
* Klasyk – 10 zł
* Żandarm – 14 zł
* BBQ – 13 zł
* Checkpoint – 12 zł

Smakowitość:

Klasyk 70%
Żandarm 80%
BBQ 80%
Checkpoint 90%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: check

Ocena Ogólna