Wyszukiwarka

Chef’s Burger (Cammero Steak, Poznań)

SAM_4380Kolejny raz sprawdzamy burgery w miejscach mniej uczęszczanych. Odwiedzamy Cammero Steak – mały lokal, głównie ze stekami, mieszczący się tuż obok poznańskiego Sheratona.

Jak na szefa najlepszego super bloga w sieci przystało, zamawiam burgera – no właśnie – szefa. 210 g wołowiny (w dwóch kawałkach), ser, pomidor, zielony ogórek, czerwona cebula, bekon, rukola i sos (coś w stylu „sosu hamburgerowego” Heinza). Do tego frytki i colesław. Za zestaw płacę 25,90 zł – czy to dużo, czy nie, opowiem później.

Generalnie wraz z mfnem odnieśliśmy wrażenie, że zostaliśmy rozpoznani przez obsługę lokalu (nie zapowiadaliśmy wizyty) – świadczyło o tym dziwne zachowanie obu pracowników, a także podwójna porcja sosu BBQ i ogromna góra frytek na talerzu. Co się dziwić, skoro przychodzi dwóch kolesi i jeszcze robi wokół zdjęcia. W dodatku jeden wygląda jak rednacz. A tak serio: mam nadzieję, że ta ogromna porcja frytek i colesława to standard dla wszystkich klientów, nie tylko dla tych, co nazywają się blogerami i myślą, że są przez to fajni.

SAM_4382Burger szefa robi świetnie wrażenie wizualne. Wielki, wygląda pięknie. Szybka fota i robię to, co każdy żarłacz lubi najbardziej: wgryzam się.

I co się okazuje? Że choć mięso przysmażone jest średnio-mocno (nie pytano o stopień wysmażenia, preferuję średnio, by mięso w środku było lekko różowawe), to wołowina smakuje fantastycznie i jest całkiem soczysta. Dobry wół to podstawa, więc od razu jestem zadowolony.

Po chwili dochodzi ser. Bardzo rzadko się zdarza, żeby ser był w burgerze wyczuwalny. Zazwyczaj jest kalorycznym dodatkiem, który gra na którymś tam, raczej odległym planie (chyba że mamy do czynienia z jakimś oscypkiem lub inną gorgonzolą). Tu sprawa ma się całkowicie odmiennie: ser czuć wyraźnie, w dodatku bardzo się ładnie ciągnie. Dla mnie ser-ideał.

Bekon mógłby być odrobinę bardziej chrupki i ciut wyrazistszy. Pod tym względem w Cammero muszą się jeszcze poprawić.

SAM_4390Tak samo jak nad kompozycją warzyw, bo choć do świeżości składników nie mógłbym się przyczepić, to jednak obecność zielonego ogórka uważam za całkowicie zbędną. W burgerach, które mają stać w menu jako „zdrowe burger ki dla pań” – okej, tu może się pojawić. Albo w burgerach z baraniny, tam też. Ale w wielkim kolosie dla tych, co lubią zjeść więcej? Lepiej podmienić zielonego ogórka na jakieś pikle.

Sos sam w sobie nie zawodzi – smakuje całkiem dobrze i jest w odpowiedniej ilości. Inna sprawa, że tutaj lepiej sprawdziłby się sos BBQ, tak mi się wydaję. Ale ja na jego punkcie jestem zboczony, także nie wiem, czy warto mnie słuchać.

Bułka fajna, ale trochę mi się rozpadła. W sumie nic dziwnego, skoro musi utrzymać tak wiele składników.

Frytki raczej przeciętne – wolałbym grube, przyprawione ziołami. Jednak maczane w bardzo dobrym sosie BBQ (nie dam głowy uciąć, ale chyba Heinz) dają radę. Colesław też zadziwiająco smaczny.

Wizyta bardzo udana. Naprawdę smacznie i niewyobrażalnie syto. Cena wysoka jak za jeden obiad, ale adekwatna do jakości i rozmiarów porcji. Polecam odwiedzić na wielkiego głoda.

Lokalizacja: Bukowska 11, Poznań

Cena: 25,90 zł

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: burger monster