Wyszukiwarka

Dzika Szama (Poznań)

20151106_124348(1)

Klopsiki już nie tylko w Ikei.

Wiem, że to w zasadzie fast food, ale kupując szafki, łóżka lub – zazwyczaj – jakieś duperele, nie mogę się powstrzymać przed zajrzeniem do „restauracji” i zamówieniem dużej porcji klopsików. Uwielbiam je i nic z tym nie zrobię. Taki trochę odświętny (w Ikei jestem może dwa razy w roku) flashback z dzieciństwa.

Ale zapomnijcie o wielkich szwedzkich sklepach z wyposażeniem wnętrz. Dziś klopsiki chcą już wejść w naszą miejską codzienność. A to za sprawą knajpki Dzika Szama na Jeżycach, dokładnie na Szamarzewskiego – na tej samej ulicy co Thanh Ha, Krowi Placek, PJay Cake czy Yeżyce Kuchnia.

Konkurencja niby spora, ale z tymi miejscami Dzika Szama wygrywa klimatem. Właściciele mocno się postarali, aby ich lokal odróżniał się od reszty. Trawiasty szyld, wszędobylskie dziki i antresola, która zwiększa możliwości powierzchniowe knajpy o jakieś 50%. Panuje tu taki przyjemny, leśny nastrój, choć to raczej nie puszcza, a łono natury.

20151104_163357

20151106_124157

20151106_125237

20151104_173426

W menu Dzikiej Szamy rządzą klopsiki. Co tydzień inne, każdego dnia w dwóch wariantach smakowych: mięsnym i wegetariańskim. Do tego zawsze jest jakaś zupa i ciasto.

20151104_173434

Pierwszy raz na Szamarzewskiego pojawiam się w towarzystwie Asi Szwałek, poznańskiej blogerki i instagramerki, którą również skusiła specjalność Dzikiej Szamy. Tego dnia dogorywało menu powyborcze – klopsiki z kaczki z sosem śliwkowym, modrą kapuchą i bułkami na parze. Zamawiam dużą porcję, Asia małą. Dobieram do tego jeszcze zupę cebulową.

To w zasadzie taki starter – rzecz na pobudzenie apetytu i rozgrzanie się. Mocno cebulowa, ze smaczną grzanką z serem. Coś podobnego jadłem kiedyś w Knajpce Na Fyrtlu. Jako część obiadu może być, występując solo raczej by się nie sprawdziła.

20151104_165116

Przechodząc już do samych klopsików, to mam mieszane uczucia. Niby wszystko tu gra i trudno się na siłę przyczepić, ale wciąż mi tu czegoś brakuje. Pulpeciki z kaczki są okej, sos śliwkowy też. Jest go na tyle dużo, że starcza nie tylko na klopsiki, lecz także na pampuchy. Smakuje to dobrze, ale nie ma efektu „wow”. Dobrze, że menu w Dzikiej Szamie zmienia się co tydzień, bo inaczej nie miałbym po co tu wracać.

20151104_170031

20151104_170111

Co więcej, po zupie i dużej porcji klopsików wciąż czuję się nienasycony. Domawiam ciasto – pyszne i bardzo mocno czekoladowe. Momentami mamy do czynienia z płynną, bardzo smaczną warstwą. Nie spodziewałem się ani tego, że zjem tu tak dobre ciasto, ani tego, że będzie to najlepsze, co zjem tego dnia.

20151104_172145

20151104_172122

Mimo wszystko z Dzikiej Szamy wychodzę rozczarowany. Klimat mega, ale jedzenie było tylko okej. Nie ukrywam, że liczyłem na coś więcej. Dodatkowo, jestem mocno niezadowolony ze zrobionych przez siebie zdjęć. Z Asią spotykam się o takiej godzinie, że za oknami jest już ciemno, a oświetlenie w Dzikiej Szamie pozostawia wiele do życzenia (przy strzelaniu fot, do siedzenia i jedzenia jest spoko). Postanawiam, że odwiedzę to miejsce raz jeszcze, jak tylko zmienią menu na nowe. I tym razem za dnia.

Mijają dosłownie dwa dni. W ofercie pojawiają się klopsiki mięsne (mielona mieszanka, nie pamiętam dokładnie z czego) w stylu bałkańskim: nabite na szaszłyk, podane z sosem a’la tzatziki i czymś w rodzaju ajwaru, ryżem i surówką na bazie oliwek i bodajże cieciorki. Zamawiam małą porcję. Co najdziwniejsze, zawiera ona tyle samo klopsików co duża porcja sprzed dwóch dni. Nie wiem, kiedy popełniono błąd. Wierzę, że teraz i jest to błąd na moją korzyść.

20151106_124333

20151106_124346

Pulpeciki są smaczne same w sobie – ktoś je dobrze poprawił. Fajnie komponują się z ajwarem, ciut gorzej z tzatzikami. Na całe szczęście tego pierwszego jest tu więcej. Surówka o dziwo smaczna i orzeźwiająca – spodziewałem się czegoś totalnie w drugą stronę, stąd moje zaskoczenie. Tym razem zestaw na duży plus, mógłbym na niego wracać.

Ale pewnie nie będzie mi dane, bo – jak już wspomniałem – rodzaje klopsików zmieniają się z tygodnia na tydzień. Z jednej strony jest to dobre rozwiązanie, bo stali klienci się nie nudzą, z drugiej – brakuje powtarzalności, której wciąż wiele osób pożąda. Zaletą jest unikalny klimat, ale czy to wystarczy? Trudno prorokować.

Maleństwo

[Maleństwo]

Dzika Szama nie taka dzika jak nazwa wskazuje. Jednak trzeba przyznać, że miejsca fajne, bo jest inne. Serwowane klopsiki są dobre. Wnętrze mnie urzekło. No dobra, lubuję w hipsterskich miejscach i pewnie dlatego tak mi się w środku podoba. Jednak brakuje WOW. Mała Szama jest mikroskopijna. Pampucha przy takiej ilości sosu niknie. Klopsiki, sztuk TRZY, które dostałam przy zamawianiu małej porcji, okazały się kroplą w morzu tego, czego oczekiwałam. Tak jak Maciej wspomniał, był kilka dni później, zamówił ten sam zestaw, co ja i… otrzymał PIĘĆ klopsików. Nie jest to fajne. Ani trochę. Napisałam do Dzikiej Szamy i sprawę wyjaśniłam. Ktoś się zakręcił i otrzymałam o jednego klopsika za mało. Maciej! Poszczęściło Ci się, że dostałeś i tak większą porcję niż powinieneś! Pff.

Menu zmieniające się co tydzień? Trochę wybija mnie z rytmu. Wolałabym jedną pozycję twardo osadzoną w menu, a kilka innych niech się śmiało zmienia. Bezpieczniej, jeśli chodzi o moje kubki smakowe. Jednak ile jest podniebień, tyle zdań. Przymknę oko na niedociągnięcie podczas pierwszego spotkania z moim podniebieniem i odwiedzę miejsce raz jeszcze. Każdemu należy się druga szansa.

Lokalizacja: Szamarzewskiego 10, Poznań | fanpage

Ceny:
* mała szama – 12 zł
* duża szama – 16 zł
* duża szama z zupą – 19 zł
* zupa – 6 zł
* ciacho 8 zł

Smakowitość:

cebulowa 60%
klopsiki z kaczki 65%
ciasto 80%
klopsiki „bałkańskie” 80%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: szczerze? dalej nie wiem