Wyszukiwarka

Estella (Poznań)

estellaZaproszono nas do restauracji, która jest starsza od nas. Nie od samego bloga, a od każdego z nas osobna. To – biorąc pod uwagę polski rynek – musi budzić szacunek.

Z kolei moją sympatię restauracja budzi już od samego początku – na stole czeka dla każdego z nas mały upominek. Wino, ciastka czekoladki – od razu zrobiło się miło. Nie ma to wprawdzie wpływu na moją opinie odnośnie jedzenia, ale Estella znakomicie wie, jak udobruchać swych gości jeszcze przed podaniem pierwszego dania.

[column size=1/3]DSC_0549 (Kopiowanie)[/column][column size=1/3]DSC_0526 (Kopiowanie)[/column][column size=1/3]DSC_0546 (Kopiowanie)[/column]

Zaczynam od zupy. Stracciatella romana, czyli gorący bulion z lanymi kluseczkami z jajek i parmezanu. Podany w małej bulionetce, o co proszę – chcę spróbować, jak najwięcej i wyjść z lokalu na dwóch nogach, a nie wyturlać się niczym kula śnieżna. Sam wywar w smaku przypomina rosół, tyle że jest mocny, wyrazisty, fantastycznie doprawiony. Jeśli oceniać w kategorii rosołowych – najlepszy w życiu. Kluseczki uwielbiam, takie domowe, parmezanu nie wyczuwam, ale wierzę na słowo.

DSC_0556 (Kopiowanie)

Następnie przychodzi pizza – jeden placek na czwórkę w jednej połowie z czosnkiem i ziemniakami, w drugiej z szynką Crudo, pomidorami i rukolą. Smakuję każdego wariantu. Pierwszy z wymienionych jest mocno czosnkowy, czuć to już w momencie, gdy talerz z pizzą wjeżdża na stół. Plasterki ziemniaka stanowią treściwe tło. Uwielbiam czosnek, tu pasuje on doskonale. Na drugiej połówce placka rządzi szynka Crudo – słona i wyjątkowa. Rukola i pomidory uzupełniają jej smak, raczej się nie wychylając. Ciasto jest cienkie, jak Bozia przykazała. Raczej neutralne i nie aspirujące do miana „najlepszego w Poznaniu”. Ale nie z pizzy słynie Estella.

DSC_0567 (Kopiowanie)

Słynie za to z carpaccio i to kolejna pozycja na liście. Do wyboru mamy wołowe i z łososia, próbujemy obydwu. Mi bardziej smakuje to drugie. W tym pierwszym mięso jest dla mnie aż za bardzo delikatne. Jedno i drugie carpaccio podawane jest z panini i masełkiem czosnkowym. Pychota. Carpaccio nie jest potrawą, którą jadam często, nie chcę więc prawić morałów – spójrzcie, jak je oceniła MruMru. Jej opinia będzie na pewno mocniej podparta wiedzą i doświadczeniem.

Nadchodzi pora dań głównych – gamberoni piccante, czyli krewetki oceaniczne w pikantnym sosie. Sosie z dodatkiem sambuki (likier na bazie anyżu, owoców i ziół). Mamy więc bardzo ciekawą mieszankę: z jednej strony odczuwalna, lecz nie przesadzona pikantność, z drugiej słodycz pochodząca z anyżu, z trzeciej delikatna konsystencja sosu, sprawiająca, że wręcz rozpływa się w ustach. Krewetki perfekcyjnie ugrillowane. Wyjątkowe danie, które nie tylko przygotowano idealnie, ale też bardzo ciekawe smakowo. Daję dychę – ten sos w pełni na to zasługuje.

DSC_0599 (Kopiowanie)

DSC_0595 (Kopiowanie)

DSC_0594 (Kopiowanie)

Jem też kawałek brasato di manzo alla milanese z sąsiedniego talerza. Jest to wołowina duszona z suszonymi pomidorami, grzybami i winem. Mięso mięciutkie, doskonałe. Sos w konsystencji i smaku przypomina gulasz mojej babci. Może mało to mówi osobom postronnym, ale wiedzcie, że to komplement. W przeciwieństwie do gulaszu mojej babci, brasato di manzo alla milanese jest mniej tłuste, co również należy potraktować jako zaletę. Danie bardzo smaczne, ale idąc pierwszy raz, postawiłbym na krewetki, które są wizytówką lokalu.

DSC_0587 (Kopiowanie)

DSC_0592 (Kopiowanie)

Na koniec jemy deser. Ja wybieram ciasto czekoladowe, które okazuje się gorącym brownie podanym z lodami waniliowymi. Świetne połączenie, fantastyczne w smaku, warte swojej ceny. Uwielbiam panna cotę, które zamówili inni, ale nie żałuję swojego wyboru.

DSC_0615 (Kopiowanie)

DSC_0612 (Kopiowanie)

Jeszcze przed wyjściem zostajemy poczęstowani winem migdałowym. Miły gest. Wychodzę zachwycony. Wiem, że chcę tam wrócić, bez względu na ceny. A jak Wasze wrażenia?

MruMru

[MruMru]

Ah… Estella. Lokal na ulicy, która bardziej straszy, niż przyciąga. Kto by się spodziewał, że pośród mniej lub bardziej obdrapanych kamienic, obklejonymi szpecącymi reklamami kryje się prawdziwy diament? Tym diamentem jest właśnie Estella. Idealne miejsce na randkę, rocznicę, chrzciny czy inne zaręczyny. Jest przytulnie, przygaszone światło robi przyjemny klimat i jest kameralnie. Stoliki nie są zbyt blisko siebie, można ukryć się w jakimś przyjemnym kącie i spokojnie rozmawiać. Podarunek, o którym wspomina Maciej – bardzo miły gest. Nie wpływa on na ocenę dań, ale wiadomo, zrobiło nam się przyjemnie.

DSC_0532 (Kopiowanie)

DSC_0530 (Kopiowanie)

Pierwsza rzecz jaką jem – crema di funghi. Nieczęsto je się taką grzybową! W smaku przypomina mi taką domową, prawdziwą, gdzie nie skąpi się prawdziwków. Nie ma tu mowy o pieczarkach, nie ma tu mowy o niedoróbkach i oszustwach. Jem tylko pół bulionówki (tak umówiliśmy się zamawiając – chcieliśmy spróbować jak najwięcej), ale z powodzeniem mogłabym zjeść całą wazę. Uwielbiam takie zupy. Są mocne w smaku, treściwe. Niczego im nie brakuje.

DSC_0560 (Kopiowanie)

Następnie na naszym stole pojawiła się pizza i carpaccio. Co znajdowało się w pizzy napisał już rednacz. Jako pierwszą spróbowałam tej z szynką Crudo – podobne pizze jadałam we Włoszech. Pyszna szynka, która była w zasadzie najważniejsza, to ona nadawała charakteru pizzy, rukola i pomidorki tylko ten smak podbijały. Z czystym sumieniem polecam. Druga, z ziemniakami i czosnkiem, smakowała mi trochę mniej, co nie znaczy, że w ogóle. Była z pewnością bardzo ciekawa. Takiego połączenia smaków się nie spodziewałam i nigdzie się z nim nie spotkałam. Co prawda ziemniaków nie było czuć, ale były one dobrym podłożem. Czosnek wyczuwalny mocno, dlatego jeśli idziecie tam na randkę, koniecznie obie osoby muszą ją zjeść, if you know…

Jeśli chodzi o carpaccio – jestem fanką, wielką! Bardziej smakowało mi wołowe, według mnie, miało więcej smaku, więcej wyrazistości. Surowy łosoś jest dość specyficzny w smaku i nie do końca mi to podpasowało. To wołowe natomiast… majstersztyk. Delikatne mięso z polędwicy z kaparami i gorącym panini to jest coś, co koniecznie trzeba spróbować. Oczywiście przepisów jest na nie wiele, niektórzy mięso marynują, doprawiają parmezanem, pomidorami… Tutaj klasycznie, bez zbędnych dodatków. I dobrze, bo wydobyło to całą głębię smaku. Jeśli nigdy nie jedliście tej potrawy zdziwicie się, ile smaku może mieć jeden, cienki plaster surowego mięsa.

DSC_0575 (Kopiowanie)

DSC_0574 (Kopiowanie)

Moim daniem głównym było gnocchi alla romana, czyli kluseczki na bazie ziemniaków z sosem grzybowym z cielęciną. Danie było tak syte, że chłopcy pomagali mi dojeść. Sos oczywiście nie pieczarkowy, robiony na prawdziwych, mocno aromatycznych grzybach, które, i to jest chyba najważniejsze, w dużych kawałkach przewijały się między kluseczkami. Do tego spora ilość kawałków cielęciny, delikatnej, rozpadającej się w ustach. Nie ma mowy o niekończącym się żuciu, jadło się bardzo przyjemnie. Kolejna ważna rzecz – sos był gęsty, dzięki czemu idealnie osiadał na kluskach, nie trzeba ganiać widelcem po talerzu by zgarnąć trochę sosu – sam na niego wchodził. Zdecydowanie jeden z lepszych grzybowo-mięsnych sosów, jakie jadłam. Przepraszam mamo, przepraszam babciu – Estella tutaj wygrywa.

DSC_0581 (Kopiowanie)

DSC_0585 (Kopiowanie)

Na koniec, a raczej na dobicie, deser. Kim byśmy byli, gdybyśmy zrezygnowali ze słodkości! Do wyboru panna cotta i ciasto czekoladowe. Nie myślałam nawet chwili – decyduję się na ciacho, które, jak również Maciej już napisał, okazało się ciepłym brownie z lodami waniliowymi i kwaśnym sosem malinowym. Okej, brownie nie jest ciastem trudnym do zrobienia, ale sposób podania, dodatki w formie lodów i sosu malinowego, sprawiły, że ze zwykłego ciastka otrzymujemy niesamowity deser, który mimo przeładowania w żołądku, cały znika z talerza. I z nikim się nie dzieliłam!

DSC_0609 (Kopiowanie)

DSC_0616 (Kopiowanie)

Na pożegnanie – kieliszek likieru migdałowego na bazie białego wina. Słodkie, rozgrzewające pożegnanie. Tak na lepsze trawienie. Wrażenia – pysznie, miło. Wychodzę z restauracji w dobrym nastroju z postanowieniem, że kiedyś tam wrócę – może zabiorę tam rodziców, kiedy przyjadą odwiedzić mnie w Poznaniu? Wy koniecznie musicie sprawdzić jak dają tam jeść. Nie zawiedziecie się.

[Kiziu]

Wiecie co? Czasami rozumiem Wasze zarzuty dotyczące tego, że jesteśmy nieobiektywni. Są to zarzuty w 100% bezpodstawne, ale jeżeli wchodząc do lokalu na stole czeka na ciebie podarunek złożony z ciastek, czekoladek i małej butelki wina oraz specjalnie skomponowane menu degustacyjne, w którym znajduje się nawet imienne powitanie, to ci mniej odporni na tego typu zabiegi mogli by zapomnieć o tym, czym jest krytyczne podejście. My nie zapominamy i bez zbędnej zwłoki zaczynamy próbować dań, które nam zaoferowano.

DSC_0527 (Kopiowanie)

DSC_0529 (Kopiowanie)

Na pierwszy ogień idzie crema di funghi, czyli po prostu zupa grzybowa. Jest doskonała. W wywarze pływa sporo drobno pokrojonych grzybów. Tych prawdziwych, nie jakichś tam pieczarek, jak to mają w zwyczaju robić niektóre restauracje. A smak nie pozostawia wątpliwości, że nie ma tu żadnych półśrodków. Zupa jest intensywnie grzybowa, dobrze doprawiona i świetnie rozgrzewa w te chłodne zimowe dni. No i ten aromat, który otula i sprawia, że człowiek czuje się jak u siebie w domu.

Kolejna na stole pojawia się pizza. Ziemniaki z czosnkiem dzieliły placek razem z szynką Crudo, pomidorkami koktajlowymi i rukolą. Pierwsza kombinacja choć na papierze może nie wyglądać zachwycająco, jest naprawdę smaczna. Mocno czosnkowa, ziemniak jest wyczuwalny, ale pozostaje mu rola tła. Natomiast druga kombinacja to rzecz bardzo klasyczna, co nie umniejsza jej smaku. Użyta szynka jest perfekcyjna, natomiast pomidorki z rukolą bardzo dobrze wypełniają drugi plan.

DSC_0572 (Kopiowanie)

Przed daniem głównym dostaliśmy jeszcze przystawkę. Dwa rodzaje carpaccio. Jedno z łososia z czosnkiem i papryką, drugie wołowe z kaparami. Oba, choć bardzo różne, smakowały wyśmienicie. W sumie ciężko mi się zdecydować, które z nich było lepsze. Carpaccio z łososia z wyraźnie zarysowaną nutą czosnku czy marynowana wołowina? Wybór nie jest prosty, dlatego remis będzie jedyną sprawiedliwą opcją.

DSC_0578 (Kopiowanie)

DSC_0570 (Kopiowanie)

Czas na punkt kulminacyjny, czyli danie główne. Od razu ostrzegam, że jest to danie, w którym się zakochałem, które trafiło do mojego serca, które pobudziło moje neurony do tego stopnia, że czerpałem prawdziwą rozkosz z jedzenia. Bo saltimbocca alla romana to czysta rozkosz, definicja trafiania przez żołądek do serca. Kieszonki z polędwiczek cielęcych z szynką crudo w sosie śmietanowo-szałwiowym były absolutnie genialne. Skupmy się na cielęcinie, bo to ona jest w tym wszystkim najważniejsza. Tak krucha i delikatna, że rozpływa się w ustach. Najlepsze dwa kawałki mięsa, jakie jadłem w swoim życiu. Szynka crudo dodaje aromatu i jeszcze bardziej podnosi walory smakowe tego dania. Wszystko to polane jest sosem, który jest gęsty, mocno śmietanowy i bardzo aromatyczny. Co ważne perfekcyjnie łączy się z mięsem. Do polędwiczek zaserwowano mi makaron, który albo robiony jest na miejscu, albo jest bardzo dobrym, kupnym produktem. Ugotowany na perfekcyjne al dente smakował dobrze i sycił jak należy. Do zestawu była jeszcze surówka, ale ona naprawdę nie ma tu większego znaczenia.

DSC_0608 (Kopiowanie)

DSC_0600 (Kopiowanie)

DSC_0603 (Kopiowanie)

DSC_0605 (Kopiowanie)

Wciąż lekko ogłuszony i nieobecny po spotkaniu z saltimboccą zamówiłem panna cottę. Włoski deser przyrządzony był jak należy, polany sosem malinowym. Lekko kwaśne maliny świetnie łączyły się z delikatnie waniliową i cytrynową śmietanką. Wszystko zgodnie z kulinarną sztuką.

DSC_0622 (Kopiowanie)

[column]DSC_0624 (Kopiowanie)[/column][column]DSC_0617 (Kopiowanie)[/column]

Lokalizacja: Garbary 41, Poznań | fanpage

Ceny:
* stracciatella romana – 12,50 zł
* crema di funghi – 16 zł
* pizza con patate e aglio – 17,50 zł
* pizza con prosciutto di parma e rucola – 32,50 zł
* carpaccio di manzo – 40 zł
* carpaccio di salmone – 30,50 zł
* gamberoni piccante – 69,50 zł
* brasato di manzo alla milanese – 45,50 zł
* gnocchi alla romana – 32 zł
* saltimbocca alla romana – 63 zł
* torta di cioccolato al doppio gusto – 18 zł
* panna cotta – 12,50 zł

stracciatella romana 90%
crema di funghi 87%
pizza con patate e aglio 83%
pizza con prosciutto di parma e rucola 83%
carpaccio di manzo 85%
carpaccio di salmone 77%
gamberoni piccante 100%
brasato di manzo alla milanese 85%
gnocchi alla romana 90%
saltimbocca alla romana 100%
torta di cioccolato al doppio gusto 85%
panna cotta 80%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: 100% w pięknym stylu

Zdjęcia wykonał Szymon Kiżewski.

Prowadzisz restaurację? Zajmujesz się promocją lokalu gastronomicznego? Chcesz zaprosić redakcję Wygrywam z Anoreksją na degustację w celu rzetelnej oceny? Pisz na m.blatkiewicz@maciej.je lub dzwoń pod nr tel. +48 530 794 235 – jesteśmy otwarci na propozycje.