Wyszukiwarka

FALLA (Poznań)

To wręcz zaskakujące, jak jedna knajpa może zmienić się w przeciągu nieco ponad roku.

Kiedy pierwszy raz odwiedziłem FALLĘ, miałem wrażenie, że siedzę w jakimś kebabie – tak wyglądał lokal. Brakowało tylko wielkiego, kręcącego się mięsa gdzieś w kącie. Jedzenie całkiem mi smakowało – wziąłem rękę Fatimy, czyli taki przegląd tego, co można dostać w tej knajpie na jednym talerzu. Miała ona swoje lepsze i gorsze momenty, ale generalnie całość była na duży plus. Niektórzy znajomi się FALLĄ zachwycali, lecz ja aż tak hurraoptymistycznych opinii nie podzielałem, choć to też mogło wynikać z tego, że w moim serduszku nie bardzo jest miejsce dla kuchni bliskowschodniej.

Wróciłem jednak po roku. FALLA zdążyła się przenieść – ma nowy lokal po drugiej stronie ulicy, który na całe szczęście nie przypomina już byle kebabowni. Pewnie miło by się w nim siedziało, ale z uwagi na panujące warunki pogodowe (gorąco!) wybieram ogródek.

Tym razem nie zamówiłem wielgachnej ręki Fatimy – rok wcześniej nie dałem jej rady, więc postanowiłem nie ryzykować. Zamiast tego zdecydowałem się na polecaną mi przez parę osób szakszukę (18 PLN) – tunezyjskie danie z patelni z jajka, pomidorów, papryki i cebuli. Do tej pory sądziłem, że najlepszą szakszukę w mieście zje się w Jaglanej i… chyba już tak nie uważam. Ta z FALLI wymiata! Serwowana z fajną pitą, nawet sycąca, pełna przypraw, zjawiskowych aromatów i fajnych dodatków – tu ostrzejsza papryczka, tam pikle. Jednym słowem: bomba!

Talerz falafeli (25 PLN), którym zajadała się Sonia, już takiego wrażenia na mnie nie robi. Dodatki dodatkami, ale jak na mój gust główny aktor tego przedstawienia, czyli falafel, jest zwyczajnie za suchy. Lubię jak kotleciki z ciecierzycy są wilgotne, wręcz soczyste i z tego powodu chętniej zjem je w Wypasie, a już na pewno w Warzywniaku.

Z drugiej strony falafele z FALLI naprawdę bosko wypadają we wrapach. Wrapy to takie moje małe odkrycie – pierwszy raz spróbowałem ich w całkiem sprawnie działającym dowozie. Moim faworytem jest kimchi wrap (20 PLN), w środku którego kryją się 2 falafele, hummus, kolendra, sezonowe warzywa, szpinak, sos „umami” oraz sałatka azjatycka inspirowana kimchi (choć nie aż tak pikantna). Wszystko owinięte w dobrze wypadającą pitę. Różnorodność składników jest na tyle duża i ciekawa, że nie zauważyłem suchości falafela. Zresztą, pod wpływem sosów i wszystkich soków znajdujących się we wrapie kulki z ciecierzycy stają się bardziej wilgotne.

Polecić mogę też bardzo ciekawy avo-nori wrap (23 PLN), w którym poza dwoma buraczanymi falafelami, znalazło się jeszcze miejsce dla świeżego awokado, wodorostów nori, ziołowego mascarpone, sezonowych warzyw, rukoli i sosu amba. To chyba najbardziej intrygujące i zaskakujące danie w FALLI, choć jeśli miałbym polecić jakiegoś wrapa na pierwszy raz, to byłby to zdecydowanie ten z „kimchi”.

Dobrze wspominam próbowaną również w dowozie zupę harirę (12 PLN) – gęstą, lekko pikantną i bardzo sycącą. Znalezione w niej daktyle były naprawdę fajną niespodzianką.

W ciągu roku FALLA fantastycznie się rozwinęła i zupełnie nie dziwi mnie, że jest to dziś jeden z najmodniejszych lokali w Poznaniu. Nie dość, że wrapy i szakszuka to prawdziwe hity, to jeszcze w ofercie pojawił się poke bowl (rodzaj obłędnie prezentującej się sałatki) oraz miski FALLI, czyli coś na pograniczu arabskich mezze i hiszpańskich tapas. I jedno, i drugie muszę spróbować, co uczynię wkrótce z wielką chęcią. 5 gwiazdek ode mnie – odkąd zamknięto JE SUSA, to chyba najlepsza wegetariańska (w ofercie też wiele w pełni wegańskich dań) opcja w Poznaniu obok wspomnianego wcześniej Wypasu.

Lokalizacja: Wawrzyniaka 19, Poznań | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Ocena Ogólna

Rewelacja

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.35/5 (130)
Ja oceniam na...