Wyszukiwarka

Gdzie zjeść na Morasku w Poznaniu?

Gdzie zjeść na Morasku w Poznaniu?

Studiujecie na Kampusie i nie wiecie, gdzie udać się na obiad? Podpowiadamy.

[alert]
Ten wpis to dopiero początek. W przyszłym miesiącu ruszymy dalej w Poznań, krok po kroku polecając lokale z danego wycinka miasta. Stary Rynek, okolice Półwiejskiej, okolice Świętego Marcina i Placu Wolności, Wilda, Jeżyce… Powiemy też, gdzie w Poznaniu zjeść pizzę, gdzie burgera, a gdzie wybrać się na lody. Artykuły z serii „Gdzie zjeść” będziemy publikować raz w miesiącu i będziemy je aktualizować za każdym razem, gdy zajdzie taka potrzeba. Dzisiejszy potraktujcie jako odcinek pilotażowy cyklu. Uprzedzając pytania: na razie Poznań. Tu mieszkamy. Później postaramy się ruszyć w inne miasta.
[/alert]

DSC07294 (Kopiowanie)

Granice Moraska zrównaliśmy z granicami Kampusu UAM Morasko, na którym mieści się 5 wydziałów: Collegium Chemicum, Collegium Biologicum, Wydział Matematyki i Informatyki, Wydział Fizyki oraz – nasz „matecznik” – Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa. Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych oraz hali sportowej z basenem nie braliśmy pod uwagę – jednak są one dość znacząco oddalone od pozostałych i leżą bardziej na Różanym Potoku niż na Morasku.

Dla ułatwienia i przybliżenia krajobrazu mapka:

morasko1

morasko2

5 wydziałów to 5 bufetów. Podzieliliśmy je na takie, w których WARTO i w których zdecydowanie NIE WARTO. Zaczynamy od opinii negatywnych.

GDZIE NIE WARTO?

DSC07288 (Kopiowanie)

DSC07286 (Kopiowanie)

DSC07293 (Kopiowanie)Wydział Fizyki

drugie danie – 9 zł, zestaw obiadowy – 12 zł

Odradzamy tylko jeden bufet. Jedliśmy tam parę razy – pierwszy raz z ciekawości, później już tylko z konieczności. Za każdym razem jeśli nie było niesmacznie, to co najwyżej przeciętnie. Grunt, że ceny akceptowalne. Jeśli studiowalibyśmy na tym wydziale, nie mielibyśmy czasu na odwiedzenie bufetów na innych lub zapominalibyśmy obiadów z domu, najpewniej wybralibyśmy zjedzenie tutaj, niż nie zjedzenie w ogóle. Średnia to rekomendacja.

Nie dziwi więc widok kartonów od pizzy przed budynkiem Wydziału Fizyki. Dziwi to, że pizza w środku jest niedojedzona, a za studentów kończy ją Pani Dzik:

10410858_729004897137710_7025716254288649911_n

A może właśnie w tym tkwi słabość wydziałowego bufetu? Może studenci fizyki nie lubią jeść? A przecież jest ich bardzo mało – to największy wydział na całym Uniwersytecie pod względem zajmowanej powierzchni, a najmniejszy gdy pod uwagę weźmie się liczbę studentów.

GDZIE WARTO?

DSC07271 (Kopiowanie)

DSC07272 (Kopiowanie)

DSC07273 (Kopiowanie)

DSC07297 (Kopiowanie)

Polikaktus, Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa

drugie danie – ~9 zł, zestaw obiadowy – ~12 zł

Nasz wydział. Część z nas dalej tu studiuje, część skończyła w zeszłym roku. Wielokrotnie przesiadywaliśmy w Polikaktusie, są tam (lub były) ponaklejane nasze wlepki, mamy do tego miejsca sentyment. Będziemy jednak obiektywni – to nie najlepsze obiady na Kampusie. Są smaczne, w miarę tanie, ale mało zaskakujące. Nie bez przyczyny mówi się o Wydziale Nauk Politycznych i Lansiarstwa, a Polikaktus jakby nie nadąża za trendami. Lubimy „na domowo”, ale czasem przydałoby się jakieś zaskoczenie w kuchni. Od czasu zaklejania kontaktów i wprowadzenia de vollaile’ów nadziewanych serem pleśniowym nic rewolucyjnego w Polikaktusie się nie wydarzyło.

Aha, jest jedna rzecz, w której bufet WNPiD przoduje. Bułki z jajkiem. Wprawdzie bez majonezu i nieposolone, ale za 3,20 zł nie znajdziesz lepszej w Żabce, Małpce czy na innym Wydziale.

DSC07285 (Kopiowanie)

Wydział Matematyki i Informatyki

drugie danie – 11,20 zł, zestaw obiadowy – 12,90 zł

Największe zaskoczenie. Przez 3 lata studiów na Morasku większość z nas nawet nie była w budynku ścisłowców, którzy pod względem charakteru, wyrazu twarzy, zainteresowań i stylu ubierania się czasem bardziej pasują do chłopaków z Polibudy. Nie było więc mowy o zjedzeniu tam czegokolwiek. Na potrzebę tekstu trzeba się było wybrać.

I co się okazało? Że nie jest tak źle, jak się zapowiadało. Trochę drogo, na talerzu bardzo domowo, ale i zaskakująco. Kasza, duże ilości bardzo średniego sosu pieczeniowego, niezła suróweczka i drobiowa rolada z – uwaga, uwaga – czymś w rodzaju szynki parmeńskiej i suszonym pomidorem. Pysznie, choć mało sycąco.

W ogólnym rozrachunku wypada trochę gorzej niż Polikaktus, acz znacznie lepiej niż nieszczęsny Wydział Fizyki. Szkoda, że tak drogo.

DSC07275 (Kopiowanie)

DSC07277 (Kopiowanie)

Collegium Biologicum

drugie danie – ~12 zł

Bufet na Biologii to miejsce, które na WNPiD obrosło wręcz kultem. Było to jeszcze w czasach, gdy my nie studiowaliśmy, więc i Collegium Chemicum – najpoważniejszych konkurent na Morasku – mieścił się na Grunwaldzkiej. Jedzenie obiadów na Wydziale Biologii zalecali nowym studentom nie tylko inni żacy, ale także wykładowcy czy doktoranci.

Jak jest w rzeczywistości? Na pewno jest większy wybór. Nie tylko schabowy, antrykot drobiowy i de vollaile, ale także inne cuda na kiju. Nadal dość domowo, choć czasem bufet oferuje coś bardziej szalonego. Trochę drożej, lecz – co jest zgodne ze wszelkimi mitami i legendami – ciut smaczniej niż w Polikaktusie. Ale powiedzmy wprost: to nie jest taka różnica, by budować wokół niej tyle opowieści. Gdy za oknem pogoda była niespecjalna, to woleliśmy jeść na miejscu niż przez kilkadziesiąt metrów iść przez deszcz lub mróz.

W każdym razie: warto. Szama na poziomie i jest w czym wybierać.

DSC07300 (Kopiowanie)

DSC07301 (Kopiowanie)

DSC07303 (Kopiowanie)

Fresh Qking, Collegium Chemicum

drugie danie – 11-20 zł, zestaw obiadowy – ok. 13 zł

Absolutny lider. Coś pomiędzy podejściem wcześniej wymienionych bufetów wydziałowych a Kawą KAMP – stołówką Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa. Szeroki wybór, bardzo smaczne dania, a także fajne i częściowo pewnie zdrowe desery. Zadowoli zarówno wielbicieli domowych obiadów, jak i nieco bardziej wielkomiejskiej kuchni. Fresh Qking to miejsce, które nie wygląda jak skrzyżowanie szkolnego sklepiku i szkolnej stołówki, tylko bufet, który przy paru drobnych zmianach mógłby przetrwać nawet w centrum Poznania.

Jest jednak dość drogi, nawet w najtańszym, obiadowym wariancie – na pewno nie na każdą studencką kieszeń. Wyprawa na Collegium Chemicum w celach konsumpcyjnych należała w związku z tym do rzadkości. Tym bardziej, że żeby wejść do budynku, trzeba było pokonać długie i wysokie schody. Normalnie architekt płakał, jak projektował…

***
A już wkrótce…

DSC07269 (Kopiowanie)

DSC07270 (Kopiowanie)

Czekamy na Collegium Historicum. Jak tylko budynek zostanie oddany do użytku i pojawi się w nim bufet, sprawdzimy, co oferuje, a tekst zostanie zaktualizowany.

A póki co polecamy tereny zielone tuż obok Kampusu:

DSC07289 (Kopiowanie)

DSC07290 (Kopiowanie)

DSC07292 (Kopiowanie)

W obecną pogodę pozostaje tylko spacer, ale wiosną i latem świetnie nadaje się na grilla. Apelujemy o kulturę i nie śmiecenie terenu. Uwaga, co jakiś czas pojawiają się dziki. Raz locha ukradła nam bochenek chleba. Następnie przybiegły małe warchlaczki – każdy zabrał po kromce. Prawdziwa historia, serio.

***

Zgadzacie się z naszymi opiniami? Gdzie jecie zazwyczaj? Też byście chcieli, by w uczelnianych barach można było płacić kartą?

Kliknij, zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco. W każdą niedzielę będziesz otrzymywać krótkiego, czytelnego maila z podsumowaniem mijającego i zapowiedzią następnego tygodnia. Dzięki temu już nigdy nie przegapisz nowości na blogu.