Wyszukiwarka

Jak smakuje burger z sarny i dlaczego dziczyzna tyle kosztuje?

Jestem po drugiej wizycie w Lizawce.

Pierwsze miała miejsce tuż po tym, jak restaurację z poznańskiego Antoninka zrewolucjonizowała Magda Gessler. Ciekawie było pojawić się w lokalu chwilę po tym, gdy opuściła go ekipa TVN-u. Was też to bardzo zainteresowało, bo zarówno vlog, jak i tekst na blogu były jednymi z najpopularniejszych materiałów opublikowanych w tym roku.

Druga wizyta była jeszcze ciekawsza – od emisji odcinka minęły dwa miesiące, a popularność Lizawki zmniejszyła się w stosunku do tego, co działo się w połowie maja, choć oczywiście jest dziś znacznie większa niż przed Kuchennymi Rewolucjami. Obsługa trochę odetchnęła, a właściciele patrzą w przyszłość, myśląc o kolejnych zmianach.

Zobacz vlog z drugiej wizyty w Lizawce i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

I te zmiany zachodzą przede wszystkim w menu. Potrawy zaproponowane przez Magdę Gessler wciąż są wydawane, acz część z nich już tylko w weekendy. Co więcej, przeglądając menu nie znajdziemy ich na początku karty, tylko dopiero na drugiej i zarazem ostatniej stronie. To dla mnie wyraźny znak, że właściciele Lizawki wprowadzają nowości, nie chcąc jechać tylko i wyłącznie na kuchennorewolucyjnym paliwie w przeciwieństwie do wielu restauratorów, którzy ze zdziwieniem obserwują, jak szybko ono się wyczerpuje.

Na nowe hity Lizawki lansowane są dania z dziczyzny. Moim zdaniem to bardzo dobry i logiczny krok – otoczenie lasu i sąsiedztwo strzelnicy zobowiązuje. Co więcej, dziczyzna występuje w znanych i lubianych potrawach, dzięki czemu ktoś, kto jeszcze nie miał z nią styczności, nie musi rzucać się na głęboką wodę.

Jest chociażby tatar z sarniny. Podany w sposób tradycyjny: z cebulką i ogórkiem kiszonym oraz – tu niewielka odmiana – z żółtkiem jajka przepiórczego. Oczywiście do własnoręcznego wymieszania, przez co jest ten element zabawy, który tak bardzo lubię. Gorzej z prezencją tatara – mówiłem to już właścicielom, powiem i Wam – choć zapewniono mnie, że jest siekany, a nie mielony, to zrobiono mu wielką wizualną krzywdę, mocno go zbijając.

Na całe szczęście, na smak nie ma to wpływu. Tatar jest bardzo dobry – to było moje pierwsze spotkanie z sarniną i wydaję mi się, że w porównaniu do wołowiny jest to mięso delikatniejsze. Nie jakoś wybitnie, raczej nazwałbym tę różnicę dość subtelną i podejrzewam, że nie każdy by ją wyłapał.

Więcej rozbieżności między krową i sarną zauważyłem za to w burgerze. Przede wszystkim sarnina jest chudsza od wołowiny, przez co kotlet z mielonego sarniego udźca i combru wydaje mi się odrobinę za mało soczysty. Nie była to wprawdzie podeszwa, ale albo mięso spędziło na ogniu ciut za długo, albo trzeba pomyśleć nad nieco inną mieszanką części sarny, proporcjami itd. Swoje uwagi przekazałem i z tego, co wiem, już w Lizawce pracują nad zwiększeniem soczystością mięsa.

Poza tym wszystko w tym burgerze gra. Pozytywnie zaskoczyło mnie to, jak do sarniego mięsa pasowała ciemna bułka z ziarnami – sam jestem raczej fanem pszennego lub maślanego pieczywa, a tutaj mi go nie brakowało. Na morze braw zasługuje bekon – solidny, nieco grubszy plaster zgrillowany na sztywno, a przez to chrupki. Tak moim zdaniem powinien wyglądać idealny boczek w burgerze. Serio, wyszedł im on tak dobrze, że z chęcią zjadłbym kanapkę BLT z takim bekonem w roli głównej.

Poza tym mamy jeszcze jajo sadzone, wciąż nieczęsty dodatek w burgerach, a jaki fantastyczny – zwłaszcza, jeśli żółtko pięknie się rozlewa i miesza z innymi sokami i sosami w kanapce. Nimi niestety nasiąkły solone chipsy, które obok boczku miały być chrupkim elementem tej kompozycji – być może gdybym nie robił zdjęć przez 5 minut, to sprawa miałaby się zupełnie inaczej. Burgera uzupełniają warzywa, majonez, musztarda oraz kolorowy pieprz. Rolę frytek w tym zestawie przejmują panierowane brokuły smażone na głębokim tłuszczu – smaczne, ale przydałby się do nich jakiś dip.

Czy sarni burger jest lepszy od wołowego? Będę do bólu szczery: moim zdaniem nie. Nie zrozumcie mnie źle, smakowało naprawdę dobrze, ale po prostu kocham wołowinę. Wyobrażam sobie jednak, że komuś sarnina posmakuje bardziej.

To w ogóle jest taka cecha dziczyzny – jej specyficzność. Jest chudsza i mniej tłusta od mięsa ze zwierząt hodowlanych – dla jednych będzie to plus, dla innych minus. Jeszcze kolejni pozostaną niezdecydowani, co w połączeniu z wysoką ceną dziczyzny może ich do niej zniechęcać.

Przy pieniądzach warto się na chwilę zatrzymać, no bo skąd się biorą te kwoty? Dlaczego burger z sarny kosztuje 45 PLN (znacznie więcej niż przeciętny burger z krowy), a sarni tatar 39 PLN (nieco więcej niż przeciętny tatar wołowy)? Sprawa rozbija się o pozyskiwanie głównego “surowca” – czym innym jest przemysłowa hodowla wołowiny, a czym innym znacznie mniej przemysłowa hodowla dziczyzny – jest jej mniej, jest o nią trudniej i zgodnie z prawami rynku kosztuje więcej. To tak w dużym uproszczeniu. Wystarczyć Wam powinno to, że kilogram surowego sarniego combru kosztuje Lizawkę 100-120 złotych – przyznacie, że nie jest to mała kwota za mięso.

Czy zatem warto wydać większe pieniądze na dziczyznę? Jeśli już wie, że się ją lubi – na pewno. Jeśli nie miało się jeszcze tej przyjemności, a finanse na to pozwalają, to myślę, że warto spróbować. Przynajmniej ten jeden jedyny raz. Na hasło “BEKON” w Lizawce możecie sprawdzić dziczyznę za nieco mniejszą kwotę – za 79 PLN dostaniecie dwa sarnie burgery oraz karafkę lemoniady, tym samym zaoszczędzicie +/- dwie dychy.

Swoją drogą, tak przy okazji, w zasadzie całkiem przypadkiem, odkryłem powód, dla którego bezwzględnie warto odwiedzić Lizawkę. Jest nim czernina – zupa, która wielu odrzuca ciągnącą się za nią “złą sławą”. Było, nie było, jest to zupa z krwi kaczki i nie ma co tego obrazu zakłamywać mówiąc, że jest to jakaś zupa “czekoladowa”.

Talerz czerniny z Lizawki (16 PLN) wsunąłem z prawdziwym bananem na twarzy. Zupa ma mocny, wyrazisty smak z dobitnie akcentującą się słodyczą w tle. Sam rewelacyjny bulion by mi wystarczył, ale znajdziecie w nim jeszcze kluski czy podroby. Dla mnie ta czernina to absolutny hit i już nie mogę się doczekać, kiedy znów jej spróbuję.

A na zakończenie dodam jeszcze raz: hasło “BEKON”, dwa sarnie burgery i karafka lemoniady za 79 PLN. Życzę smacznego!

Lokalizacja: Bałtycka 79, Poznań | fanpage

 

Artykuł powstał we współpracy z Lizawka HRPC.