Wyszukiwarka

Kahuna (Poznań)

kahuna

Hawajska nazwa, bliskowschodnia kuchnia i rosyjska zupa – tak w telegraficznym skrócie prezentuje się Kahuna, młody lokal na Rynku Jeżyckim, do którego zostaliśmy zaproszeni.

Wchodząc do środka, odnoszę wrażenie, że jestem w typowym kebabie – tyle że schludnie i estetycznie urządzonym. Menu Kahuny udowadnia mi jednak, że jest inaczej – po dłuższym namyśle i dogadaniu się z resztą redakcji zamawiam soliankę i falafela na hummusie.

Zupa okazuje się strzałem w dziesiątkę. Tłusta, rozgrzewająca i sycąca. Pełna różnego rodzaju mięsa, cebuli, czosnku, oliwek i kaparów. Każdą kolejną łyżkę pochłaniam z coraz większym bananem na twarzy. Prawdziwa rewelacja sezonu. Aż żałuję, że nie mam tego dnia kaca – na ciężki poranek taka solianka byłaby prawdziwym lekarstwem. Jeśli kiedyś złapię mnie syndrom dnia poprzedniego, uderzam do Kahuny na tę wariację nt. rosyjskiej zupy. Zresztą, nawet nie pijąc dzień wcześniej, z chęcią pochłonąłbym znów jeden talerz. Tak smacznej zupy nie jadłem od dawna.

DSC_0030

[column]DSC_0028[/column][column]DSC_0033[/column]

Co innego drugie danie. Falafela jadłem wcześniej tylko raz, ale skoro zamawiam najbardziej mięsną z zup, to jako jedyny postanawiam wziąć na siebie ocenienie dania wegetariańskiego. Niestety, jest to zła decyzja. Falafel kompletnie nie jest dla mnie stworzony – ciecierzyca nie ma prawa być równie soczysta jak mięso i to mnie boli. Hummus, którego wielkim fanem nie jestem, tu mi smakuje. Dlatego też trudno ocenić mi całe danie – z jednej strony falafel, z drugiej hummus: pi razy oko będzie gdzieś po środku skali.

DSC_0056

[column]DSC_0058[/column][column]DSC_0051[/column]

Na zakończenie wizyty miły akcent – deser w postaci robionej na miejscu baklawy. Nie jest ona przygotowana w sposób tradycyjny, co mi jednak kompletnie nie przeszkadza. Słodkie, z mocnym, miodowym akcentem, jestem na tak

DSC_0094

Pozostałym już chyba oba dania smakują. Mam rację, redakcjo?

MruMru

[MruMru]

Masz rację, przynajmniej ja trafiłam świetnie z każdym daniem, jakie otrzymałam. Jedliście kiedyś krem z buraka? Pewnie tak. Ja też. A krem z buraka z mlekiem kokosowym? Ja nie, dopóki nie odwiedziłam Kahuny. I ta zupa była świetna! Spodziewałam się innego smaku. Mocno wybijało się mleko kokosowe, ale burak nie był przyćmiony. Wszystko lekko pikantne. Zupa świetnie rozgrzewała w ten nieco chłodny dzień i była miłą odskocznią od zup, jakie je się na co dzień. Spróbowałam też zupy rednacza – solianka była mocno kwaśna, taka typowa zupa na syndrom dnia poprzedniego. Taki mocny, mięsny kapuśniak. Od Filipa również spróbowałam, jego pomidorówka, o której zaraz wam opowie, też była inna niż zazwyczaj się jada. Do zupy Kizia nie mam porównania, nigdy nie jadłam bowiem zupy z soczewicy, ale była też dobra, mocno smakowała curry.

DSC_0011

Na drugie danie dostałam polędwiczki, fryty i surówkę. Frytki były w formie łódeczek i to było super – łatwo można było nabierać sosy. Smakowały mi w sumie wszystkie na stole, ale faworytem była harissa oraz miodowo-musztardowy (aczkolwiek tzatziki i jogurtowo-miętowy też dawały radę). Najostrzejszy sos sobie darowałam. Nie jestem tak mocnym zawodnikiem.

Polędwiczki były poprawne. Trochę twardawe, ale to takie mięso – polędwicy długo zajmuje zmięknięcie, a ta była smażona na grilu. To takie dobre, bezpieczne danie, którym każdy mięsanin się zadowoli.

DSC_0090

DSC_0085

A baklava? Myślałam, że będzie lepsza, jeśli mam być szczera. Brakowało jej tego oryginalnego pazura. Trochę więcej farszu i więcej syropu miodowego. Z baklavy syrop powinien wylatywać każdym kątem, ta była troszkę za sucha. Ale te niedociągnięcia to tylko małe minusiki. Całość mocno na plus.

mfn

[mfn]

Ewa ma rację – moja pomidorówka była świetna. Gęsta, dość pieprzna, a przy okazji o bardzo wyrazistym smaku. Fajnie rozgrzała i zrobiła podkład pod drugie danie. Muszę przyznać, że była to najlepsza zjedzona przeze mnie w życiu pomidorówka, a zupy lubię przecież od dzieciństwa. Jako że dzieciństwo minęło bezpowrotnie (chlip, chlip), to zgadzam się z rednaczem, że doskonała byłaby także na kaca.

DSC_0019

Przy drugim daniu nie porywałem się na żadne szalone wegetariańskie wybryki, tylko wziąłem klasyczną shoarmę na talerzu z surówką i frytkami. Lokal, który chwalił się kebabem na wysokim poziomie, zdecydowanie nie zawiódł. Mięso jest smaczne i trzyma się najlepszych standardów. Do tego props za fajny, oryginalny kształt frytek, które w smaku też dają radę. Surówka była świeża i pełna różnych składników, a nie zabrakło chociażby kaparów. Na baklavie na pewno nie znam się tak jak Ewa, więc powiem po prostu, że mi smakowało. Słodziutko.

DSC_0077

[column]DSC_0082[/column][column]DSC_0073[/column]

Na jeżyckim rejonie bywa kolorowo. Wychodzę w pełni najedzony i gotowy na wieczorne wojaże po mieście.

Avatar

[Kizu]

A ja znowu spóźniony. Powoli zaczyna się to robić tradycją i chyba czas zrobić coś ze swoim życiem. Mimo mojego niecnego występku w Kahunie zostałem powitany z wielkim uśmiechem. Nie przez moich towarzyszy (oni się nie uśmiechali), a przez właścicielkę restauracji, której energii i radości zazdroszczę nawet ja. Moi współtowarzysze natomiast wybrali dla mnie dwa dania. Zupę-krem z soczewicy (chciałem soliankę) oraz curry z kurczaka.

Standardowo rozpocząłem od tej pierwszej i po kilku łyżkach przestałem żałować, że to nie ja jadłem soliankę. Nie przepadam za soczewicami, ciecierzycami, hummusami i tego typu wynalazkami, ale połączony w misce smak tej bobowatej rośliny i curry (bo to te dwa smaki tworzą charakter kremu) był nadzwyczaj dobry.

DSC_0038

DSC_0044

Curry z kurczaka natomiast wprawiło mnie w nie lada zakłopotanie. Z jednej strony świeży i soczysty kurczak i curry, które uwielbiam, a z drugiej mało słony ryż, co jeszcze byłbym przeżył, gdyby sam sos nie był tak mało wyrazisty. Powiedzmy sobie szczerze. To nie tak, że to danie jest niesmaczne, bo może komuś, kto nie jest psychofanem curry, podejdzie w 100%, ale ja mam mieszane uczucia. Najlepiej spróbujcie sami i podzielcie się wrażeniami.

DSC_0067

DSC_0064

DSC_0062

Na deser baklava i kawa. Co tu wielkiego powiedzieć. Oczywistym jest, że lepiej zjeść deser niż go nie zjeść, jednak samo ciasto to zupełnie nie moja bajka. Owszem smaczne, ale bez fajerwerków.

Lokalizacja: Rynek Jeżycki 3, Poznań | fanpage

Cena:
* zupy – 6 zł
* solianka – 9 zł
* falafel na hummusie – 17 zł
* polędwiczki wieprzowe – 18 zł
* shawarma z frytkami na talerzu – 17 zł
* curry z kurczaka – 12 zł

Smakowitość:

solianka 95%
falafel na hummusie 55%
krem z buraków 85%
polędwiczki 75%
krem z pomidorów/skill]

[skill progress=90]shawarma 95%

krem z soczewicy 80%
curry z kurczaka 60%
baklava 70%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: a gdzie Big Kahuna Burger?

GDZIE MAMY ZJEŚĆ W MARCU?

Znów pytam, gdzie mamy zjeść w tym miesiącu. Tym razem skupiamy się na dwóch miastach – w Poznaniu i Warszawie – bo nasi korespondenci ze Szczecina i Trójmiasta poprosili o urlop. Co dla nas proponujecie? Głosujemy do piątku, 6 marca, do godz. 15.00.

[column]

Jakie miejsce w Warszawie powinniśmy odwiedzić w marcu?

  • U Szwejka (28%, 80 Votes)
  • Mała Gruzja (28%, 79 Votes)
  • Trattoria Rucola (18%, 50 Votes)
  • Momu Gastrobar (16%, 44 Votes)
  • GringoBar (10%, 28 Votes)

Total Voters: 281

Loading ... Loading ...
[/column][column]

Jakie miejsce w Poznaniu powinniśmy odwiedzić w marcu?

  • Kraszkebab (35%, 159 Votes)
  • Jugoslavia (25%, 112 Votes)
  • Drukarnia Skład Wina & Chleba (16%, 73 Votes)
  • Cafe La Ruina (14%, 61 Votes)
  • Jadalnia (10%, 44 Votes)

Total Voters: 449

Loading ... Loading ...
[/column]