Wyszukiwarka

Koło Murka (Poznań)

pierogi

Mimo trzymania ręki na pulsie i śledzenia tego, co dzieję się z gastronomią w Poznaniu, często nie słyszymy o nowo powstających knajpach, a nawet nie zdajemy sobie sprawy z istnienia tych, które na rynku obecne są już od dłuższego czasu. Jeśli ktoś o takich miejscach nas nie poinformuje, to jak mamy się o nich dowiedzieć? Na całe szczęście, czasem właściciele biorą sprawy w swoje ręce: łapią za telefon, dzwonią i zapraszają. Tak jest właśnie w tym przypadku.

Koło Murka to średniej wielkości lokal usytuowany w bliskim sąsiedztwie Starego Rynku, na ulicy Masztalerskiej. W środku urządzony dość pstrokato, wesoło, ale bez popadania w przesadę. Jego podstawową siłą mają być proste i smaczne dania, niekiedy występujące w bardziej zwariowanych, mniej oczywistych wariacjach.

DSC09321 (Kopiowanie)

DSC09323 (Kopiowanie)

DSC09327 (Kopiowanie)

DSC09329 (Kopiowanie)

DSC09330 (Kopiowanie)

Widać to po tym, co zamawiam: zupa cebulowa z grzankami, pierogi ruskie (pół porcji) oraz – tu niespodzianka – pierogi z wołowiną posypane parmezanem, polane sosem cumberland i podane na rukoli, czyli pierogi dnia.

Zanim jednak zajmę się poważnymi sprawami, popijam koktajl jagodowy. Też prosty, bo na bazie jogurtu naturalnego (czyli także zdrowy, jak mniemam). Jagody pewnie pochodzące z mrożenia, ale czego spodziewać się w marcu? Ważne, że całość smakuje wyśmienicie. Tym bardziej pod koniec, gdzie do głosu zaczyna dochodzić listek mięty. Robi się orzeźwiająco!

DSC09336 (Kopiowanie)

I gdy już czuję wiosnę, przede mną pojawia się zimowy klimat – zupa cebulowa z grzankami. Nie jest to zupa-krem, tylko zupa-zupa – kawałki cebuli radośnie pływają sobie w cebulowym wywarze i aż szkoda, że z tą cebulą nie mierzy się mfn, największy cebulak w redakcji. Całość tradycyjnie połączona z grzaneczkami i niewielką ilością startego, żółtego sera. Mocno cebulowa i bardzo smaczna. Moje oczekiwania zostają spełnione w 100%.

DSC09392 (Kopiowanie)

DSC09404 (Kopiowanie)

DSC09400 (Kopiowanie)

W błogim nastroju czekam na pierogi. Ruskie chodzą za mną od jakiegoś czasu. Mniej więcej od momentu, kiedy spróbowałem ich przed mniej więcej miesiącem w Wiejskiej Chacie. Wtedy przypomniały mi się pierogi ruskie spod ręki mojej babci. W czasie degustacji w Koło Murka również babciny ideał stawiam za wzór i punkt odniesienia. Znów jest ciut gorzej, znów ruskie mamy mojej mamy są niedoścignioną doskonałością. Jeśli miałbym porównać je do ruskich z Wiejskiej Chaty – farsz ciut gorszy, ciasto podobnie delikatny, plus za skwarki z boczku, których na Wronieckiej zabrakło.

DSC09440 (Kopiowanie)

DSC09449 (Kopiowanie)

Z drugiego talerza cierpliwie spoglądają na mnie pierogi dnia. Lekko czerwonawe, prawdopodobnie ze względu na użycie sosu Cumberland. To taki sos na bazie galaretki z czerwonych porzeczek, soku pomarańczowego i czerwonego wina, w smaku zbliżony do żurawiny, słodkawy. Sześć pierogów w tym przypadku oznacza całą porcję, co spowodowane jest ich maksymalnym wypchaniem wołowiną. Całość smakuje bardzo ciekawie – taka fajna odskocznia od typowych farszów. Ale jakbym miał wybierać jeszcze raz, to wziąłbym całą porcję ruskich. Jednak co ruskie, to ruskie.

DSC09459 (Kopiowanie)

DSC09461 (Kopiowanie)

Prostota jak widać króluje. Cieszę się, że w Koło Murka postawiono na nieskomplikowane dania. To w ogóle bardzo fajne, wesołe i kolorowe miejsce. Z chęcią tu wrócę, gdy najdzie mnie ochota na ruskie, cebulową lub jagodowy koktajl. MruMru, mfn – macie podobne wrażenia?

MruMru

[MruMru]

Tak, aż dziw bierze, że nie słyszeliśmy wcześniej o lokalu, który po pierwsze, jest w centrum miasta, bo zaraz przy Starym Rynku, po drugie, ceny ma jakby nie był na Starym Rynku (tanio!), po trzecie – świetnie tam karmią! Wystrój jest fantastyczny. Taki trochę cukierkowy, pastelowy – tu kropeczki, tu jakiś róż, pomarańcż, paski, firaneczki, ale nie ma w tym tandety ani kiczu. Wszystko pięknie złagodzone jest dużą ilością białego oraz sporą przestrzenią, przez co człowiek absolutnie nie ma wrażenia, że jest w pokoju szalonej nastolatki. Nie, jest ładnie i z klasą. Do tego duże okna z całkiem przyjemnym widokiem.

Zamawiam barszcz w kubku (tak, wiem, to nie te święta, ale żurku nie mieli) oraz tagliatelle z pieczonym łososiem, sosem śmietanowym i cytryną. Wszystko zapijałam Green Smoothie. Zacznę może od smoothie – to taki typowy, robiony na miejscu koktail ze szpinaku, banana, cytryny i jabłka. Jest więc dość kwaśny, orzeźwiający i ciekawy w smaku, aczkolwiek szpinaku nie czuć wcale. Był mocno gęsty i można powiedzieć, pożywny – bardzo smaczny.

DSC09343 (Kopiowanie)

Barszcz był dobry, ale trochę nie w moim stylu. Ja lubię barszcz swojski, porządny, mocny w smaku. Wiecie, taki pierny, lekko gorzkawy od czosnku, z dobrze ukiszonych buraków. Ten był lżejszy, bardziej słodki. Absolutnie nie znaczy to, że był zły, jeśli ktoś lubi delikatniejsze barszcze – ten będzie w sam raz dla niego.

DSC09372 (Kopiowanie)

DSC09378 (Kopiowanie)

Tagliatelle były takie, jakie myślałam że będzie. Bardzo delikatne, bardzo pasujące do całej idei restauracji. Pieczony łosoś był pyszny, absolutnie nie przesuszony. Sos śmietanowy łagodny, spajający całość. Do tego kilka kropel cytryny przełamywało delikatność dania i dodawała „tego czegoś”. Takie danie bardzo chętnie zrobiłabym sobie sama w domu.

DSC09415 (Kopiowanie)

DSC09419 (Kopiowanie)

DSC09423 (Kopiowanie)

I o to chodzi w tej restauracji, żeby dania były jak w domu, pyszne, proste, czasem z lekkim twistem w bardzo rozsądnych cenach. Do tego świetna muzyka w tle. Bardzo przyjemna wizyta.

mfn

[mfn]

Cebula cebulą, ale ostatnio jak już wynurzam się z domu i jem zupę, to trafia mi się pomidorówka. Nie inaczej było tym razem, gdy po kilku minutach to właśnie ta pozycja wylądowała przed moim nosem. Oprócz gęstego kremu pomidorowego, zawartością są pestki dyni i śmietana. Zupa jest bardzo dobra, rzeczywiście gęsta, a pestki dyni sprawdzają się znakomicie. Mogłoby być trochę bardziej pieprznie, ale to już tylko taka moje fanaberie. Zupa jest świetna, robi dobry podkład i przyjemnie rozgrzewa niczym setka w bramie.

DSC09360 (Kopiowanie)

DSC09362 (Kopiowanie)

DSC09367 (Kopiowanie)

Po szybkim spożyciu pomidorówki, przyszła pora na naleśniki. W menu najbardziej zaintrygowało mnie połączenie camemberta, orzechów, żurawiny i czarnej porzeczki. Zaintrygowało i nie zawiodło. Wszystkie smaki tworzyły bardzo ciekawą kombinację dla kubeczków smakowych,a składniki były dość równomiernie rozłożone. Raz górował camembert, innym razem do głosu dochodziła żurawina. Bez wątpienia interesujący przekrój różnorodnych smaków, wart spróbowania.

DSC09435 (Kopiowanie)

DSC09438 (Kopiowanie)

Dodatkowo dostałem okazję wypicia świeżo wyciskanego soku pomarańczowego i z tej okazji oczywiście skwapliwie skorzystałem. Nad sokiem nie ma się za bardzo co rozwodzić, był świetny, jak prawie każdy sok pomarańczowy. Polecam.

DSC09354 (Kopiowanie)

Swoją drogą, pierwszy raz w lokalu spotkałem się z grającym w tle Bonobo i oficjalnie zrobiłem wow. Warto wyróżniać się i pod względem muzycznym, zamiast katować jedzących ogranymi w radiu badziewiami. Za to ode mnie duży plus.

Lokalizacja: Masztalarska 7a, Poznań | fanpage

Ceny:
* zupa cebulowa – 8,50 zł
* barszcz w kubku – 7,50 zł
* krem pomidorowy – 9 zł
* pierogi ruskie – 14 zł (12 szt.)
* pierogi z wołowiną – 19 zł (6 szt.)
* makaron z pieczonym łososiem – 16 zł
* naleśnik z camembertem – 14 zł
* koktajl – 8 zł
* smoothie – 8,50 zł
* świeżo wyciskany sok – 8 zł

Smakowitość:

koktajl 90%
cebulowa 85%
pierogi ruskie 85%
pierogi z wołowiną 75%
smoothie 80%
barszcz 70%
makaron 80%
pomidorowa 90%
naleśnik 80%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: domowy