Wyszukiwarka

Kotlet Bistro (Poznań)

Z twarzą wtuloną w kotlet schabowy panierowany!

W sierpniu na swój fanpage wrzuciłem zdjęcie schabowego z Werandy i zaproponowałem Wam, żebyście wrzucali foty największych kotletów, z jakimi mieliście przyjemność. Odzew był zadziwiająco duży, pojawiło się dobre kilkadziesiąt fot. Po kilku tygodniach zebrałem je wszystkie do kupy i zrobiłem pierwszą w życiu galerię zdjęć, z której byłem tak dumny.

Wśród tych kilkudziesięciu fot znalazło się parę z wildeckiego Kotlet Bistro. Porządne, wielkie schabowe, które – jak wcześniej wielokrotnie słyszałem – również naprawdę dobrze smakują. A że po powrocie ze Stanów miałem wielką ochotę na polskie jedzenie, to właśnie ten lokal był jednym z pierwszym moich celów podczas wizyty w Poznaniu.

Zobacz vlog z Kotlet Bistro i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Jeszcze niedawno miejsce to nazywało się Czerwony Kapturek. Potem przyszła Magda Gessler i zrobiła swoją rewolucję. Nie byłem tam przed nią, ale z tego, co mi wiadomo, już wtedy podawane tam jedzenie smakowało przynajmniej nieźle. Jak wypada ono teraz?

W menu znajdziecie same kotlety. Jest jeszcze zupa i danie dnia, ale generalnie je się tu schabowe. Tradycyjne, faszerowane, pół na pół z karkówką, czy jakieś zawijane cuda. Raj dla każdego wielbiciela kotletów.

Zamawiamy dwa tradycyjne (po 22 PLN) i jeden XXL wymyślony przez Magdę Gessler (30 PLN – to właśnie ten pół na pół z karkówką). Po chwili słyszymy charakterystyczny dla polskich blokowisk dźwięk z każdej niedzieli – jakby sąsiadka właśnie biła kotlety dla całej swojej rodziny. Tyle że idąc do toalety mijam otwartą kuchnię i to wcale nie mieszkańcy kamienicy przy św. Czesława przygotowują sobie obiad, tylko to nasze schabowe już wkrótce zostaną wrzucone na tłuściutką patelnię!

Porcje są rzeczywiście ogromne – każde z nas nie dojada swojego kotleta, zostawiając mniej więcej 1/3 całości. Zabieramy to później do znajomych i oni najadają się tym na kolację. My już kolacji tego dnia nie potrzebujemy. W cenie takiego schabowego są jeszcze ziemniaki i surówka (polecam mizerię) i – co najśmieszniejsze – pyry można sobie dokładać do woli. Tylko kto tyle zje?

W smaku bardzo dobrze i tradycyjnie. Tłuściutko, ale bez przesady – to nie Schaboszczak u Dziadka ze Szkolnej, gdzie kotlet wręcz w tym tłuszczu pływa. Klasyczne schabowe mogłyby być może ciut bardziej soczyste, momentami były trochę za suche. Wariant pół na pół z karkówką już na tę przypadłość nie cierpiał. Różnica w smaku nie była jednak tak duża, jak oczekiwałem i odwiedzając Kotlet Bistro po raz drugi raczej zdecydowałbym się na tradycyjnego schabowego.

Zanim jednak popędzicie na św. Czesława dwie uwagi. Po pierwsze, to nie są kotlety wybitne, to nie jest poziom Schabowego z Warszawy i z tego, co mi pisaliście, czasem zdarzają się wpadki.

Druga sprawa jest taka, że Kotlet Bistro póki co zawiesił działalność – wyprowadza się z Wildy i wprowadza do nowego lokalu w centrum Poznania. Ponoć ruszają już na dniach, będę informował!

W każdym razie – jedzcie kotlety i bądźcie szczęśliwi. Smacznego!

Lokalizacja: św. Czesława 12, Poznań | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN