Wyszukiwarka

Krowa w Kwiatach (Święta Krowa, Poznań)

WP_20130903_003Akcja Świętej Krowy zapoczątkowana naszą Montezumą i kontynuowana przez Ligurię trwa dalej. Po raz kolejny w menu lokalu pojawia się burger autorstwa fanów lokalu. Zgadnijcie, kto poszedł go sprawdzić.

Tak, ja. Kierownik działu szybkiego reagowania. Wyjątkowo dzień po premierze, nie w dniu. Ale mniejsza o to. Sama propozycja jest moim zdaniem szalenie ciekawa i miałem do niej sporo zaufania, jeszcze zanim złożyłem zamówienie. Składniki wyglądały zacnie.

Przed pierwszym wgryzieniem się, miałem wrażenie, że ta krowa to swoiste pożegnanie lata, a to wszystko za sprawą wcześniej wspomnianych ingrediencji. Dwa słowa. Jadalne kwiaty. Mało? Maliny. Ciągle mało? Sos miodowo-balsamiczny. Jeszcze wam nie dość? Ser gorgonzola. Oprócz tego wiadomo – mielone na miejscu mięso oraz zielenina. No i bułka (ja decyduję się na pszenną, moim zdaniem grahamka nie brzmi zbyt poważnie).

W tym miejscu przepraszam za mało zdjęć i ich niezbyt wysoką jakość, ale gdy tylko odwinąłem to cudo, aromat kazał mi jeść. Natychmiast. Już. Zaraz. Jeszcze tylko szybkie ujęcie ze środka i mogę się wreszcie wgryźć. Jak się pewnie domyślacie, wrażenia były niemalże obłędne. Jeżeli miałem jakiekolwiek obawy, jak drugi plan sobie poradzi z rozłożeniem akcentów, rozwiały się zanim spałaszowałem 1/3 burgera. Bo wiadomo, wołowina gra tu pierwsze i najważniejsze skrzypce. Dobrze doprawiona, wyrazista (nieco pieprzu nadaje jej tego sznytu, charakterności tak często poszukiwanej w jedzeniu) i w moim przypadku podwójna. Wysmażona – średnio, nie na wiór i chwała im za to. I ta właśnie charakterna wołowina świetnie komponuje się z całym drugim planem.

WP_20130903_004Mieszanka smaków, może wydawać się średnio rozważna, ale – psia krew – jakie to było dobre. Po pierwsze, bardzo intensywny w smaku ser. Gorgonzolę albo się kocha, albo nienawidzi. Dla mnie jest to ścisły TOP3 serów w ogóle. W tej krowie czuć jej intensywność, ale co ciekawe nie przesłania nam reszty składników, ani kwaskowych malin, ani miodu i sosu balsamicznego. Jedyny składnik, który się troszkę gubi, to kwiaty (następnym razem poproszę o większą ich porcję), pewnie dlatego, że są bardzo delikatne, a może dlatego, że we wzmocnionej krowie, mięso ma znacznie więcej do powiedzenia.

Tak czy siak, dla mnie rewelacja. Krowo, zrobiłaś to. Cieszy mnie fakt, że moi ulubieni gracze na rynku, wprowadzają nowości i robią to na wysokim poziomie. Slow food w Poznaniu ma się dobrze i pozostaje nam się tylko cieszyć.

A jeśli kogoś to interesuje, to jadalnymi kwiatami, które znajdziecie w tej mućce, są bratek, nasturcja i nagietek (o którego istnieniu, nie miałem wcześniej pojęcia).

Lokalizacja: ul. Kwiatowa 1, Poznań

Cena: 17 zł (+5 zł za drugie mięso)

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: 39%