Wyszukiwarka

Lewant (Poznań)

Bliski Wschód pod Teatrem Polskim.

Nie jestem fanem kuchni z tego regionu. Smakowała mi ręka Fatimy w Falli, zajadałem się talerzem libańskim w Humhumie, złego słowa nie powiem też o hummusie czy falafelu z Wypasu. Jednak to nie jest moja kuchnia i prawdopodobnie nic tego nie zmieni – wolę zjeść potrawy Dalekiego Wschodu, mięsa z amerykańskiego barbecue, czy – żeby daleko nie szukać – pierogi ruskie.

Ale na ulice Poznania wyjechał nowy food truck specjalizujący się w szamie z tego dość niespokojnego rejonu. Tak się złożyło, że z właścicielem Lewantu, Wojtkiem, znamy się od lat – wychowaliśmy się w tym samym mieście, na tym samym osiedlu i chodziliśmy do tej samej podstawówki i gimnazjum. Mało tego, kiedy jeszcze studiował w Szczecinie, napisał na tego bloga trochę recenzji z tamtejszych kebabów i chińsko-wietnamskich barów. To było dobrych parę lat temu, a od tego czasu mocno się kulinarnie rozwinął.

Screenshot_2016-08-17-20-44-10-01

Przy pierwszej wizycie wleciałem na moment: skusił mnie sernik tahini. Jako fan ciast tego typu nie mogłem się oprzeć i zamówiłem kawałek. Od pierwszego kęsa wiedziałem, że się nie zawiodę. Pyszny sernik, który odróżnia się od poznańskiej konkurencji dodatkiem tahini. Świetny spód i góra – czekolada z czerwoną porzeczką. Na swoim fanpage’u napisali: „sztos okropny, serio” i nie kłamali.

IMG_20160730_181153

Ale założenie było takie, że Lewant ma słynąć jednak z czegoś innego. Tym bardziej że sernik dostępny jest raz na jakiś czas i szybko znika. Złożyłem więc drugą wizytę i zamówiłem coś na „większego głoda”: zestaw z koftą wołowo-baranią, hummusem, pitą, bakłażanem i harrisą.

Screenshot_2016-08-17-20-46-45-01

Najważniejsza rzecz: wszystko przygotowuje sama załoga food trucka, żadnej ściemy i półśrodków – bardzo podoba mi się to podejście. Hummus, za którym nie przepadam, smakował mi – ma kremową konsystencję, a tahini czuć wyraźnie, choć nie dominuje ono całego smaku. Wiem jednak, że więcej go nie zamówię, bo zwyczajnie to nie moja rzecz.

Screenshot_2016-08-11-19-43-45-01

Na pewno sięgnę jednak po wołowo-baranie kofty – dobrze doprawione mięso jest tym, co lubię najbardziej, a to z Lewantu jest pierwsza klasa. Podobało mi się towarzystwo bakłażana z harissą – dopiero ostatnio zacząłem odkrywać smak tego warzywa i żałuję, że zrobiłem to tak późno. Harrisa, czyli arabska pasta paprykowa, nie jest tak ostra jak zapamiętałem ją z wycieczki do Tunezji przed wieloma laty, ale to raczej dobrze, bo gdyby taka była, to miałbym problem z dojedzeniem do końca.

Screenshot_2016-08-17-20-42-56-01

Smakowała mi też pita – w przypadku zestawu na „większego głoda” jest ona gruba, o konsystencji dobrze zbitej bułki. Jeśli jednak zamówicie mniejszą porcję – albo tylko z hummusem, albo wyłącznie z koftą – to całość dostaniecie w takim zawijańcu przypominającym poniekąd tortillę. Jest to na pewno lepsza opcja, gdy chce się zjeść „w locie”.

Taki kotlecik. W zestawie są dwa.
Taki kotlecik. W zestawie są dwa.

Sam ją pewnie zamówię następnym razem. Koniecznie z koftą wołowo-baranią i najpewniej z burakiem i jogurtem miętowym – słyszałem już od kilku osób, że jest to naprawdę świetna kompozycja.

Czy warto? Na pewno. W Lewancie lipy nie podają i starają się za trzech. Czy każdy będzie się tym zajadał? Raczej nie, na co sam jestem dowodem – hummus wciąż do mnie nie przemawia jako pełnoprawny posiłek. A na ile jest to podobne do tego, co je się na Bliskim Wschodzie? Nie wiem, nigdy tam nie byłem, więc trudno mi się wypowiedzieć. Wychodzę jednak z założenia, że jeśli smakuje, to naprawdę wystarczy. Dla mnie bomba, będę wracał na mięsko.

Lokalizacja: 27 grudnia 8/10, Poznań (Teatr Polski) | fanpage

Ceny:
* sernik – 10 zł
* zestaw kofta wołowo-barania+hummus+bakłażan – 25 zł

Smakowitość:

sernik 90%
zestaw 80%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: najesz się!

Ocena Ogólna