Wyszukiwarka

Madagaskar (Poznań)

DSC03037Staramy się, jak możemy. Jeśli polecacie jakieś miejsce, zapisujemy je i próbujemy tam dotrzeć. Jakiś czas temu zarekomendowano nam poznański Madagaskar. Chciałbym, żebyście zawsze tak nam polecali.

Nazwa nie jest myląca – w ofercie restauracji znajdują się dania kuchni malgaskiej (czyli kuchni z Madagaskaru). Trochę szkoda, że nie skupiono się tylko na tamtejszych specjałach. Carpaccio, żurek i sosy pieczarkowo-grzybowe nie tylko średnio kojarzą się z Madagaskarem, co z całą Afryką.

Jestem z rodzicami, każdy z nas zamawia po jednej przystawce. Kiedy pojawiają się na stole, decydujemy, że wszyscy spróbują wszystkiego po trochu. Potrawy wyglądają intrygująco, każdy z nas chce przekonać się samemu, co się za nimi kryje.

DSC03044Moim pierwszym wyborem są imbirowe krewetki z mango. Połączenie imbiru i krewetek brzmi dość ciekawie, a mango z dnia na dzień pnie się w górę w hierarchii moich ulubionych owoców.

DSC03045I rzeczywiście – jest interesująco. Krewetki chyba grillowane – z wierzchu lekko chrupiące, wewnątrz mięciutkie, delikatne w smaku. Imbir wprowadza tu odrobinę zadziorności – nie jest go jednak dużo, nie gra więc na pierwszym planie. Mango odpowiada tu – niespodzianka! – za słodycz. Wybuchowa mieszanka trzech różnych smaków nie robi jednak kolosalnego wrażenia – jest smacznie, nic więcej.

DSC03048Potem sięgam po poh piah – malgaskie placki z yam, krewetkami i kiełkami. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to kolor. Ciemnoszara barwa w przypadku jedzenia raczej nie poprawia apetytu. Dla zwykłych śmiertelników działa odpychająco, dla  mnie wręcz na odwrót – to oznaka, że trzeba spróbować.

DSC03049
farsz

Pod względem konsystencji poh piah najbliższej do polskich naleśników – no, może w tym przypadku placki są nieco grubsze. W smaku nie są tak słodkie, choć pewną dozę słodyczy zachowują. Farsz sam w sobie nie powala – mało wybijające się krewetki, jeszcze mniej charakterne kiełki plus yam, czyli słodsza wersja naszych ziemniaków. Całość byłaby tylko niezła, gdyby nie dołączony sos – znów słodkawy (nic w tym złego), jakby na bazie bananów. Jakie to pyszne! Sos podnosi końcową ocenę dania o dwa oczka, taki dobry!

DSC03051Na koniec zostawiam to, co wygląda najciekawiej – mo ho, czyli pomarańczę nadziewaną wieprzowiną z orzeszkami i chili. Wpadlibyście na coś takiego? Ja nie. Pomarańcza z farszem, w dodatku mięsnym – to musi być strzał w dziesiątkę.

DSC03053Próbuję. W trymiga oczekiwania stają się rzeczywistością. Z wierzchu wieprzowina jakby bardziej pikantna (choć chili raczej poskąpiono – ostro w zasadzie nie jest ani przez chwilę), zaś kawałki mięsa znajdujące się bliżej ścianek owocu zaskakują pomarańczową słodyczą. W tym wszystkim trudno nie zauważyć orzechów, których zadanie ogranicza się głównie do chrupania i walorów estetycznych. Muszę spróbować przyrządzić coś takiego samemu – na różnego rodzaju przyjęciach pomarańcze nadziewane mięsem (niekoniecznie wieprzowiną) zrobiłyby pewnie niemały szał.

DSC03055Po przystawkach dalsza część zamówienia – danie główne. „Specjały z Madagaskaru” – nazwa mało sprecyzowana. Jej wyjaśnienie też wiele nie mówi. Specjałami są Hena Rita, Pitipoa sy Henakisoa, Kabaro au Cary, Akoho sy Voanio i Trondro Gasy. Prawda, że proste?

DSC03061
sos sakay

Trochę ryzykujemy, ale spory talerz rozwiewa nasze wątpliwości – zjemy to. Kelnerka nie zna wprawdzie nazw malgaskich (no, uściślając to jej o nie nie pytamy), ale wskazując palcem opowiada nam, co jest czym. Jest tu biała fasolka w curry, tilapia w sosie pomidorowym ze szpinakiem, kurczak w mleczku kokosowym, groszek z drobno mieloną wołowiną oraz wołowina w „sosie własnym”. Do tego ryż i osobno podany sos sakay – lekko ostry, prawdopodobnie na bazie mleka kokosowego.

DSC03057Zaczynam od kurczaka. Mięciutki, delikatny smaczny. Dla mnie trochę zbyt łagodny, dodaję więc trochę sosu sakay. Palić nie pali, ale zwiększa wyrazistość dania.

DSC03056Biorę się za fasolkę, najmniej intrygującą rzecz na talerzu. Nie ocenia się jednak książki po okładce – choć „daję lajka” prawie każdemu zdjęciu na fanpage’u Food Porn, to nie uważam, że jedzenie musi wyglądać. Liczy się smak. I w tym przypadku to się potwierdza. Zajadam się fasolką w curry aż miło. Co ciekawe, smakuje trochę inaczej, niż się spodziewałem – nie jest to takie curry, do jakiego się przyzwyczaiłem.

DSC03059Następnie sprawdzam groszek z drobno zmieloną wołowiną. Pisząc drobno, mam na myśli bardzo drobno. Na pierwszy rzut oka ma się wrażenie, że groszek tonie nie w towarzystwie krowy, a w dużej ilości bułki tartej. Smakuje świetnie, wyczuwa się lekką słodycz. Nie przepadam za groszkiem, zazwyczaj omijam szerokim łukiem, ale taki mógłbym jeść wiadrami.

DSC03058Wołowina w sosie własnym trochę rozczarowuje. Ot, mućka jak mućka. Trudno się tym zachwycać. Niezłe, ale nic ponadto.

DSC03060Z kolei tilapia wręcz przeciwnie – zaskakuje pozytywnie. Ryba sama w sobie pod względem smaku nie powala, ale w towarzystwie sosu pomidorowego, szpinaku i cebulki wypada znacznie lepiej. Dominuje pomidor, szpinak i cebulka trochę się zakradają, by raz na jakiś czas zadać przyjemny cios naszym kubkom smakowym. Minus? Gdzieniegdzie zdarzają się ości.

DSC03068Specjały Madagaskaru okazują się mniej szalone niż przystawki. Ale generalnie smaczne.

Zamawiamy desery. Dla siebie biorę banana w cieście, z kolei rodzice wybierają banana flambirowanego rumem z sosem pomarańczowym oraz afrykańskie ciastka Mandazi.

DSC03073Zanim dobieram się do swojego deseru, próbuje ich. Ciastka Mandazi przypominają polskie pączki – i smakowo, i pod względem konsystencji. Mają inny, trójkątny kształt, a w środku nie ma dżemu – wyczuwa się jednak lekko waniliową nutę. Posypane cukrem pudrem. Pychota.

DSC03075Banan flambirowany rumem jest dość… rozciapciany. Smakuje jednak doskonale. Bardzo słodki, do tego fantastyczny sos pomarańczowy. Warto.

DSC03071Mój banan w cieście nie odstaje. Mniej słodki od flambirowanego miodem, choć z dodatkiem sosu waniliowego. Smaczne i – jak mniemam – proste do przygotowania w domowych warunkach.

DSC03069
mrożona herbata z cytrusami

Lubię co jakiś czas spróbować czegoś innego. Restauracji Madagaskar udało się mnie zaintrygować. Jeszcze tam wrócę. Trzeba się otwierać na nowe smaki. To zawsze pouczające doświadczenie. Tym lepiej, gdy nowe smaki okazują się niebem dla podniebienia.

Lokalizacja: Wielka 7, Poznań

Cena:
* ma ho – 14 zł
* poh piah – 12 zł
* imbirowe krewetki z mango – 23 zł
* Specjały z Madagaskaru – 39 zł (zestaw dla 1 os.), 76 zł (zestaw dla 2 os.)
* afrykańskie ciastka Mandazi – 6 zł (6 szt.)
* banan flambirowany rumem z sosem pomarańczowym – 10 zł
* banan w cieście – 10 zł

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: 67%

Smakowitość:
* ma ho – 9/10
* poh piah – 8/10
* imbirowe krewetki z mango – 7,5/10
* kurczak w mleczku kokosowym – 7/10
* fasolka w curry – 7,5/10
* groszek z wołowiną – 8/10
* wołowina w sosie własnym – 6/10
* tilapia w sosie pomidorowym ze szpinakiem – 7/10
* afrykańskie ciastka Mandazi – 8/10
* banan flambirowany rumem z sosem pomarańczowym – 8/10
* banan w cieście – 8/10