Wyszukiwarka

Marynowane Skrzydełka + Obama Jar (Whiskey in the Jar, Poznań)

WP_20130824_009Whiskey in the Jar to restauracja, która nie miała najmniejszych problemów, aby podbić serca i żołądki redakcji. Od robiącego wrażenie otwarcia poprzez burgery (ten z kurczakiem też jest ok), jak i zestawy mieszane.  Kolejna moja wizyta również przebiegała w atmosferze dobrego jedzenia i zacnych drinków. Tym razem na tapetę weźmiemy jednak nie wołowinę, a kurczaki. Ready? Steady? Go!

To było tak, razem z narzeczoną załatwialiśmy coś w okolicy Starego Rynku. Pora była obiadowa, byliśmy głodni, więc z entuzjazmem udaliśmy się na sam rynek celem napełnienia swoich żołądków. Pomimo wielu miejsc, gdzie w sercu Poznania zjeść można, wybór nasz był prosty. Idziemy do Whiskey. Hell yeah. Poziom mojego głodu był tak srogi, że oprócz burgera Spicy BBQ (faktycznie zasłużył na 10/10, jakie wystawił mu rednacz), zamówiłem sobie przystawkę. Marynowane skrzydełka.

WP_20130824_004Zdaje się, że Chłop z Mazur wspomniał o nich przy desce rozmaitości, ale moim zdaniem zasługują na osobny tekst.

Na sam początek może parę słów o tym, dlaczego Whiskey jest lokalem, którego klimat miażdży prawie każdą inną restaurację z Poznania (w zasadzie tylko sławiona przeze mnie Mexicana może z nimi nawiązać pod tym względem konkurencję). Mówiliśmy już o wszystkim, o kelnerkach, barmanach, muzyce, a dzisiaj powiem wam o desce, na jakiej dostałem kurczaki. Przecież to gitara (znawcą wielkim nie byłem, ale przypomina mi Ibaneza Sub Sonic; jeśli ktoś wie dokładnie, co to jest – proszę dajcie znać). How cool is that? Czaicie, jecie kurczaki na desce w kształcie gitary. A na samym środku, zamiast przetworników jest miseczka z sosem BBQ.

Same kurczaki dostajemy podane na rukoli w towarzystwie papryczek chilli. Jak na przystawkę, to porcja należy do zacnych (10 skrzydełek – props), więc rozgrzewka przed daniem głównym jest jak najbardziej solidna i chwała za to.

Przede wszystkim chwała jednak kucharzowi. Kurczak w tym wydaniu jest po prostu świetny, a momentami obłędnie dobry. Pierwsze wrażenie to ciut słodki posmak – nie wiem, w czym były marynowane, ale za przepis na tę marynatę płacę jak Siara za Ewę Szańską w Kilerze (czytaj: jak za prezydenta).

Drugim wrażeniem smakowym – po słodyczy – była odrobina pikanterii. Świetnie się to wzajemnie uzupełnia. Samo mięso – soczyste i delikatne. Najlepsze jest to, że ani jedno skrzydełko, ani centymetr mięsa czy skóry nie był przypalony, wysuszony czy zrobiony źle. Chylę czoła. Zjadłem ze smakiem, co jakiś czas maczając mięso w sosie BBQ (który potem starałem się wyjeść samym widelcem i tylko obecność damy przy stole zabroniła mi po prostu wylizać naczynie). Takie przystawki to ja rozumiem.

WP_20130824_007Z kolei Obama Jar jest mieszanką Jacka Danielsa, likieru kawowego (już wiecie czemu Obama, hehe), ciemnego piwa (!) i wody gazowanej. Całość przyozdobiona jest ziarnami kawy.

Jak słoik smakuje? Mocny i ciężki. Nie żebym był szowinistą, ale moim zdaniem to typowo męski drink (zresztą, mojej towarzyszce nie zasmakował). Mocną jego stroną jest to, że czuć każdy składnik, ale mimo to smak jako całość nie jest chaotyczny, a spójny. Dla mnie bomba i rewelacja. Zwłaszcza że jest skubaniec kopytny.

Tytułem zakończenia, chciałbym raz jeszcze pochwalić obsługę lokalu. Przystawki (moje kurczaki i tatar dla narzeczonej) wjechały na stół szybko i równocześnie, drinki chwilę po nich. Gdy okazało się, że Mojito, które piła moja towarzyszka jest za słodkie, kelnerka zaproponowała, że mogą dolać odrobinę gazowanej wody (co pomogło). To się nazywa obsługa na wysokim poziomie. Gratulację, wrócę tam. Wiele razy.

PS. Ocena jest wspólna. Zarówno kurczakom, jak i Obamie dałbym właśnie tyle oczek.

Lokalizacja: Stary Rynek 56, Poznań

Cena: Skrzydełka – 23 zł, Obama Jar – 23 zł

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: przystawkami nie wygrasz, acz zacne 41%