Wyszukiwarka

Montezuma, czyli robimy burgera ze Świętą Krową

DSC_0422

W głowach wielu z nas kłębią się myśli, aby tworzyć własne fast foody. Dzięki inicjatywie Świętej Krowy i wprowadzaniu przez nich burgerów sezonowych/miesięcznych, mieliśmy małą namiastkę tego marzenia. Po kilku dniach rozmów i burzy mózgów, siedziałem o 10 rano wraz z Kiziem i J-Maciem w lokalu na ulicy Kwiatowej 1, zastanawiając się, jak i czy w ogóle obiera się mango.

Gdy „Krowa” oświadczyła, że wraz z czerwcem kończy się żywot mućki z Grecji i pora na kolejną mięsną, egzotyczną rasę, postanowiliśmy rzucić własnymi propozycjami. Pomysły były zarówno niskich, jak i wysokich lotów, jednak tylko jeden zainteresował wszystkich i nie wzbudzał podejrzeń. Jego imię jest nie byle jakie – Montezuma.

DSC_0354

Pomysł na Montezumę zrodził się z zafascynowania smakami Ameryki Środkowej oraz inspirowany był Senor Burgerem z Warburgera, gdzie również wykorzystano nachosy. Co docelowo zawierać miał nasz burger? Trochę tego było…

DSC_0401

Oczywiście podstawowymi składnikami, bez których nie moglibyśmy mówić o burgerze, były bułki oraz kotlety. Te pierwsze, wypiekane na zlecenie przez konkretną piekarnię oraz smarowane firmowym sosem, na bazie oliwy. Te drugie z mielonego – niestety nie siekanego – mięsa wysokiej jakości. Dla smaku posolone i popieprzone jak humor redaktorów.

DSC_0381

Próbowaliśmy swoich sił również przy tworzeniu sosów. Nie wyobrazicie sobie, jak ciężkie jest to zadanie. Nie wystarczy pomieszać czegoś, co nam przychodzi na myśl i wydawałoby się, że będzie pasować. Pozornie podobne do siebie smaki, po połączeniu potrafią eksplodować niesamowicie obrzydliwie. Mimo wielu prób każdego z trzech wspaniałych, żadnemu z nas nie udało się stworzyć autorskiego sosu.

DSC_0412

Docelowo nasz burger był fuzją wielu ciekawych i odważnych smaków. Do pieczywa i mięsa dołączyły firmowe sosy – majonezowy oraz pomidorowy. Niesamowitej energii burgerowi dodaje papryczka habanero, bez obecności której nie widziałbym sensu robienia tej pozycji. Dla załamania kolorytu i jedynie zwiększenia funkcji estetycznej użyliśmy zwykłej sałaty – wiadomo, warzywa szkodzą.

DSC_0397
Sercem Montezumy i tym, co miało go wyróżniać, były owoce mango i awokado. Eksperymentowaliśmy z obydwoma i oficjalnie, mango okazało się faworytem. W połączeniu ze smakiem wołowiny oraz nachosów, zaczęło rozkręcać alternatywna historię schowaną pod pszenną bułką. Ostatnim naszym problemem był sos. Moglibyście powiedzieć, że oszaleliśmy, ale do naszego burgera postanowiliśmy dodać miodu. Abstrakcja? Owszem, ale ten odważny krok okazał się jednym z najlepszych tego dnia. Jak smakuje? Dla mnie bomba, coś zupełnie nowego, ale oddam głos również chłopakom.

J-Mac

[J-Mac]

Robienie burgerów to sztuka o wiele trudniejsza niż mi się wydawało. Przerzucanie tego, przygotowanie dodatków (mango, WTF?), stworzenie sosu (jak wiecie, odpuściliśmy) i takie tam. Niemniej jednak zabawa jest przednia i mógłbym częściej brać udział w tego typu akcjach. Krowo, jeszcze raz dzięki, za udostępnienie nam – nieodpowiedzialnym – swojego grilla i zaufania. Polecam się na przyszłość.

DSC_0378

Propozycja redakcji (głównie Chłopa z Mazur) jest naprawdę udanym burgerem. Nie wiemy, jak to zrobić, ale wiemy co chcemy jeść. Połączenie wołowiny z nachosami, habanero, mango i miodem (+obowiązkowa sałata i ser) jest więcej niż świetne. Tak, chwalimy się, ale mamy czym. Dodatki mimo że wydają się być kompletnie z innej parafii, to grają ze sobą doskonale – ostra jak cholera papryczka co rusz osładzana nam jest przez miód. Raz na jakiś czas, kubki smakowe dostają porcję mango, które (moim zdaniem) robi największą różnicę. Całości dopełniają chrupiące nachosy. W tym wszystkim udało nam się jednak nie zachwiać tego co najważniejsze – pierwszym planem jest wołowina. Świetna jak zawsze i mielona (potwierdzone info) na miejscu w Krowie. Ja się jaram i pewnym jest, że po Montezumę wrócę. Ma coś dla każdego, chilliheada i zwolennika owocowych drinków z palemką.

DSC_0398
Szczególne podziękowania dla tej pięknej Pani! Jeżeli tylko będziecie mieli okazję, rzucajcie hojne napiwki Agnieszce.

[Kiziu]

Kurde czy naprawdę już wszyscy wiedzą, że polegliśmy przy tworzeniu sosu? My po prostu byliśmy innowacyjni. Tabasco z cynamonem? Jasne, czemu nie? Problem taki, że nie bardzo pasowało to do wymyślonego przez nas burgera. A ten zacny jest, mówię Wam to ja, Kiziu i biorę za to pełną odpowiedzialność. Poszliśmy na całość i oprócz kawałka wspaniałej wołowiny i obowiązkowej sałaty wpakowaliśmy do niego nachosy, mango, ser, papryczkę habanero i wszystko to polaliśmy miodem. Brzmi dobrze, prawda? Yes, indeed. Montezuma to wspaniały przykład tego, jak robić dania słodko-ostre. Habanero wypala przełyk, aż miło, z drugiej strony mango i miód nadają całości przyjemnej słodyczy. Intensywne doznania gwarantowane. Do tego nachosy, które fajnie chrupią i ser, który pełni rolę swego rodzaju spoiwa. A wszystko to za jedyne 17 zł.

DSC_0419
Mam nadzieję, że jedząc Montezumę będziecie się tak fajnie bawić jak my tworząc dla Was tego burgera. Dzięki uprzejmości „Świętej Krowy” przekonaliśmy się, że nie jest to wcale takie proste.

Lokalizacja: ul.Kwiatowa 1, Poznań

Cena: 17 zł

Współczynnik ‚zwycięstwa z anoreksją”: muuuuuuu

Organizujesz jakieś wydarzenie i chcesz, aby objęte było naszym patronatem? Pisz na m.blatkiewicz@maciej.je – z chęcią powiemy na blogu o najciekawszych eventach.