Wyszukiwarka

Nagrody im. Złotego Przewodu Pokarmowego za rok 2013 SLOW FOOD

bangLadies and Gentelman, Mesdames et Messieurs, Panie i Panowie; oto długo wyczekiwany przez was moment. Skoro już wiemy, który fast food zwyciężył w 2013, a który powinien przemyśleć swoją strategię na 2014, czas na coś dla koneserów. Za chwilę dowiecie się, jakie slow foody zawładnęły w tym roku Poznaniem i które pozycje zdecydowanie zapisały się złotymi zgłoskami w sercu i żołądku jednoosobowej i całkowicie subiektywnej kapituły nagrody, złożonej ze mnie. Szampan w dłoń, truskawki na tacę i zapraszam na uroczyste rozdanie nagród.

Przed nami 10 absolutnie najlepszych burgerów jakie debiutowały w roku 2013. Wybór nie był prosty, kapituła 3 razy zrywała obrady i niemalże doszło do rękoczynów, niemniej jednak po zakończeniu rozmów udało się dojść do pewnych wniosków. Wniosków, które wyłoniły najlepszych debiutantów roku 2013. Co więcej, większość z nich wciąż jest do zdobycia, tylko nieliczne okazały się być pozycjami sezonowymi. Niniejszym zaczynamy:

10. Serioza (Łapu Papu)

Listę otwiera pozycja, jaka brała udział w wakacyjnej ofensywie pierwszego gracza slow food w mieście. Seriozę co prawda opisywał Kiziu, ale jadłem ją nie raz i nie dwa. Sporo sera, dobre, bardzo charakterystyczne mięso (najmocniej doprawiony wół wśród slow foodów). Jeden z tych burgerów, gdzie dodatki potrafią zagrać na pierwszym planie i nie mamy im tego za złe. Przecież sery – zawsze spoko. Zwłaszcza pleśniowe

9. Tango & Cash (Food Patrol)

Oceniałem jako duet i jako duet lądują na liście (a kto zamawia tylko jednego ten faja). Po pierwsze – bo świetna przekmina z nazwą i dopasowaniem burgerów do postaci z filmu – Food Patrol królem follow up’ów. Po drugie – to cholernie dobre burgery. Ciekawe wyważone smaki, kilka ładnych kontrastów i doskonały pierwszy plan – wół w Food Patrol jest szalenie delikatny, niemal rozpływa się w ustach i cały czas wiemy, że to on, a nie maliny czy nacho rządzą w burgerze.

8. Krowa w Kwiatach (Święta Krowa)

Krowa w kwiatach to jeden z bardziej kontrowersyjnych pomysłów na burgera. Dodajmy do mięsa kwiaty, maliny, pleśniowy ser i sos miodowo-balsamiczny a krowa faktycznie wraca na łąkę. I na łące czuje się niesamowicie dobrze. Wszystkie te dodatki współgrały z mielonym na miejscu i odpowiednio doprawionym wołem. Do odważnych świat należy, a ta propozycja była naprawdę szalona. Opłaciło się.

7. Donkey Hot (Food Patrol)

Tutaj chłopaki z Food Patrol popisali się nazwą z tyloma dnami, że ja wymiękam. Doliczyłem się około 5. Nieźle jak na 2 słowa. Poza tym jest to burger, który zaliczył progres odkąd pojawił się w ofercie. Poprawiono ekspozycję salami  i sosu. Gdybym miał go oceniać dzisiaj, byłoby wyżej niż 8,5/10. Teraz salami naprawdę zmienia drugi plan, a sos robi jatkę, nie zakłócając wołowiny. Z „wyśmienitego” przeszedł na poziom „wybitnego”. Serio.

6. Montezuma (Święta Krowa)

Że to był nasz burger – tak. Chwalenie się swoim (właściwie Chłopa z Mazur) dziełem – tak. Bezpodstawne – nie. Pamiętam do dzisiaj akcję protestacyjną na fanpage’u Krowy,  jaka się rozpętała, gdy nasz Aztek znikał z menu. Pamiętam do dziś zachwyt fanów Świętej Krowy, gdy poinformowali, że wraca. I wrócił na stałe z tego, co mi wiadomo. A jeśli nie wiecie dlaczego – to idźcie go zjeść. Słodko-ostry z owocowym game changerem. Tak karmi WzA.

5. Ramen Burger (YetzTu)

A to egzotyka, która podbiła serce nie tylko moje, ale i Rednacza. Zamiast bułki – makaron. Do tego jajko sadzone, chutney i wołowina. Ta ostatnia ciut za mocno podsmażona, ale ciągle więcej niż bardzo dobra. To jeden z tych burgerów, gdzie drugi plan robi najwięcej dla całości. Wspomniane już jajo u chutney są największymi zwycięzcami Ramen Burgera. Miejsce, gdzie miłość do jedzenia i pasję z robienia tegoż czuć w każdym kęsie.  Gdyby jeszcze makaron tak nie przeciakał…

4. Wyatt Earp (Burger House)

Dziecko konkursu organizowanego przez nas i Burger House. Pomysł Kamila Rudzkiego był prosty i doskonały. Chorizo i karmelizowana cebulka jako świetnie uzupełniający się duet. Wyśmienite – być może najlepsze w tej klasie cenowej – mięso z siekanej wołowiny (i to z najlepszych jej części), subtelne w smaku, lecz nie tracące pozycji. Do tego dodajmy doskonały klimat miejsca i mamy pozycję obowiązkową. No i prawie podium tego plebiscytu.

3. Eksplozja Granatu (Malko)

Najmłodszy gracz na rynku dobrego burgera w Poznaniu. Najmłodszy ale pokazuje pazur. Pierwsze czym wygrywa – ogromnymi kawałkami mięsa. Prawdziwe 170 gramów na kotlet. Po drugie – jakość mięcha i umiejętności kucharza – czapki z głów. Takiego middle’a ze świecą szukać. Po trzecie w eksplozji granatu genialną robotę robią kiwi i wspomniany granat wspomagany pestkami z dyni. Dzieje się w nim sporo, ale nic nie zakłóca wołu. Dla mnie bomba, rewelacja, świetne wejście na rynek.

2. The Boss (Food Patrol)

Jeśli spojrzymy na ilość miejsc w tym plebiscycie, możemy dojść do wniosku, że Food Patrol wie, jak się robi burgery. Wiedzą. Nawet jeśli ładują je w pitę, a nie do bułki. To była pierwsza dycha, jaką dałem jakiejkolwiek burgerowni i ocenę podtrzymuję. Świetne składniki, wysoka jakość i genialne wyważenie całości – tak zdobywa się moje serce, żołądek i tak sprawia się, że wracam do miejsca jak cholerny bumerang. The Boss zachwycił i zachwyca i będzie zachwycać.

Jest jednak pozycja, która miała zapewnione pierwsze miejsce w tym rankingu, gdy tylko zaczął powstawać. Jest to swego rodzaju ukoronowanie protoplasty. Jest to klamra spinająca ten ranking. A najlepszą slow foodową premierą 2013 zostaje oficjalnie…

1. JAJKON (Łapu Papu)

Tak moi drodzy. W lipcu Łapu Papu zamknęło grę. Zamknęło ją umieszczając w bułce obok swojej wołowiny (którą rozpoznałbym z zamkniętymi oczami lub obudzony W środku nocy), czerwoną cebulę, bekon, jajko sadzone, pomidora, szpinak i polewając to keczupem i tabasco (a ponoć, jeśli zmienimy keczup na BBQ jest jeszcze lepiej – co może być prawdą, bo ich BBQ > inne sosy w burgerowniach w Poznaniu).  Stworzyli kompozycję doskonałą i wywołującą uśmiech na mojej twarzy za każdym razem, gdy o niej pomyślę. Moje serdeczne gratulacje. Żodyn jak jajkon. Żodyn!

Jak widać, Slow Foody w Poznaniu mają się dobrze. Kilku wybornych graczy walczy o uznanie konsumentów i co najważniejsze, każdy z nich ma coś do zaoferowania. Tak długo jak konkurencja jest zdrowa i stymulująca, wygrywamy przede wszystkim my – konsumenci.

Czas na wyróżnienia specjalne. Zarówno negatywne i pozytywne. W rankingu Slow Foodów przyznane zostaną: 1 karny kutas i 3 nagrody specjalne. 

Karny kutas wędruje do – food trucka z burgerami, który „zapożyczył” kolory i czcionkę od Food Patrolu, a nazwę od firmy robiącej wołowinę. Po aferze na Facebooku kolory zmienili, nazwę też. Motali się między deptakiem a okolicami Kupca, a od jakiegoś czasu nie widziałem ich nigdzie. I dobrze. Takim praktykom mówimy stanowcze NIE.

Nagrody Specjalne

Barn Burger – bo Bypass ( i cała reszta). Bo w WWA wiedzą, że to, co tygryski lubią najbardziej, to sporo wołowiny i jeszcze więcej bekonu.

Whiskey in the Jar – bo klimat, drinki i przede wszystkim jedzenie. Np. burgery, które gdyby nie ceny, zdominowałyby dzisiaj podium. Whiskey to już nie slow food, to restauracja, ale grzechem byłoby o niej nie wspomnieć.

Pizza Frontiera –  bo najlepszej pizzy w Polsce należy się wyróżnienie. Po prostu.