Wyszukiwarka

Obiad redakcyjny w Konfiturze (Poznań), cz. I: zupy i przystawka

SAM_3202Wiele jest opinii odnośnie Galerii MM. My do tej pory nie wiedzieliśmy, że są tam miejsca, w których można dobrze zjeść. Całe szczęście zostaliśmy zaproszeni do Konfitury.

20131004_142342Restauracja w przeciwieństwie do większości fast foodów nie mieści się w food courcie na ostatnim piętrze, a pomiędzy innymi sklepami na poziomie 0. Już na pierwszy rzut oka sprawia dobre wrażenie: przyjemny dla oka wystrój, miła obsługa i – co chyba ucieszyło nas najbardziej – podgląd na to, co dzieje się w kuchni. To zawsze dobry prognostyk, jeśli właściciele lokalu udostępniają widok na to, co dzieje się z jedzeniem, zanim wyląduje na twoim talerzu.

20131004_142315Zamawiamy po zupie. Każdy wybiera inną. Wyłamuje się jedynie redaktor mfn, który zupą gardzi. Nie jest to mądre, bo gdy reszta redakcji pochłania łyżkę za łyżką, on patrzy umierając z głodu.

20131004_142523Maciej

Krem ze świeżych pomidorów

[rednacz]

W minione wakacje wiele razy zajadałem się pomidorową. W kilku miejscach, głównie w Gorzowie (tu, tu i tu) – szefowie kuchni różnie podchodzili do jednej z moich ulubionych zup, jednak za każdym razem moje podniebienie było zadowolone. Nie inaczej jest w przypadku kremu z Konfitury.

Mówią, że ze świeżych pomidorów. W wielu lokalach ze świeżością jest nie po drodze – znam przypadki miejsc, w których używa się koncentratu pomidorowego lub – nie uwierzycie – gotowych zup z supermarketu (sic!). Ale Konfitura to nie takie miejsce.

SAM_3209Tutaj czuć, że krem przygotowuje się ze świeżych produktów. I nie trzeba być wielkim smakoszem, by to stwierdzić. Konsumując łyżkę po łyżce, widzę przed oczyma dopiero co zerwane pomidory, zmiksowane dosłownie chwilę temu. Nie wiem, jak jest naprawdę, ale wielkie brawa za to, że kucharz potrafi uzyskać taki efekt.

To kwintesencja pomidorowej – lekko zabielona śmietaną, dość mocno kwaskowata. Pysznie.

20131004_142609Chłop z Mazur

Zupa z dyni

[Chłop z Mazur]

Pytając o zupę dnia nawet nie spodziewałem się, że usłyszę w odpowiedzi – dyniowa. Ucieszyłem się jak małe dziecko, ponieważ ostatnio wspominałem ze smakiem przepyszną zupę dyniową mojej babci. Nie muszę chyba wspominać, że – wodzony za nos przez urocze obrazy dzieciństwa – wybrałem właśnie ją. No dobra, przez chwilę walczyłem jeszcze ze sobą, gdy dowiedziałem się o cebulowej.

Zupa krem, jak to krem, była na tyle gęsta, że zaczęła szybko nasycać żołądek. W smaku może nie tak słodka jak ta od mojej kochanej babci, ale równie dobra, bo wytrawna w taki sposób, z jakim jeszcze nie miałem okazji się zmierzyć. Nie bez znaczenia była oliwa, zarówno ta w talerzu jak i ta podana z przyprawami dodatkowo. Wśród nadprogramowych przypraw najbardziej zasmakowała mi oliwa, w której marynował się czosnek i z którą ponoć przesadziłem. Krem był dla mnie lekko ostry, co oprócz pieczenia w ustach zdradzały plasterki jalapeno. Jednak największa niespodzianka czekała na mnie na końcu.

SAM_3206W moim daniu nie grzebałem jakoś specjalnie łyżką, w końcu to jednolity krem. Przy końcówce pysznej dyniowej w mojej łyżce znalazło się coś jeszcze – krewetka. Byłem trochę zdziwiony, bo to naprawdę odważna fuzja. Odważna,ale szalenie udana. Poza faktem, że delikatny smak krewetek zadziwiająco smakuje z lekko piernym kremem i oliwą, to one same przyrządzone są bez zarzutu. Krewetki – jak dobrze wiemy – łatwo bowiem zepsuć. Te konfiturowe nie były broń boże gumowe, pięknie zaś strzelały w ustach. Jeżeli jeszcze raz zatęsknię za dyniową, wiem, że nie muszę wracać po nią na Mazury.

imageMruMru

Krem marchewkowy z pomarańczą i imbirem

[MruMru]

Jakoś tak wyszło tego dnia, że tuż przed udaniem się na redakcyjny obiad piekłam ciasto marchewkowe. I będąc w tym całym marchewkowym zawirowaniu, zupę zamówiłam marchwiową również. I był to bardzo dobry wybór. Ja w ogóle za zupami-kremami przepadam. Czy to dyniowymi, pomidorowymi, kalafiorowymi czy brokułowymi. Marchew z imbirem? Dajcie to mnie!

W smaku? Odpowiednie. Aromatyczny krem, w którym czuło się zarówno marchew, jak i imbir, ale żaden ze smaków nie dominował nad drugim. Lepiej – współgrały i uzupełniały się. Do tego zupa krem syci bardziej niż zwykła zupa! Jeden, a raczej dwa małe zarzuty: Krem był trochę niedosolony (ale to ja) i delikatnie zbyt chłodny. Oprócz tego – rewelacja.

image_3mfn

Konfitury z śliwki i cebuli

[mfn]

Nie zjadłem zupy, w sumie nikt nie wie czemu, ale żałuję tego do dziś. Zjadłem za to konfitury. Jako, że są bezpośrednio związane z nazwą restauracji, to zawieść nie powinny. I nie zawodzą.

Szczególnie cebulowa jest świetna, o bardzo wyrazistym cebulowym smaku. Mógłbym się nią zajadać na co dzień, byłaby dobrą alternatywą na kolacje dla tostów z mikrofalówki.

image_1Do śliwkowej też pretensji żadnych nie mam, były dobra, na pograniczu bardzo dobrej. Nie za słodka, wszystko w dopuszczalnych normach.

A wszystkie konfitury możemy wypróbować na czterech różnych bułeczkach. Świeżych i mięciutkich bułeczkach.

Po tym wszystkim przeszliśmy do dań głównych. Co takiego jedliśmy? O tym w czwartek!

Lokalizacja: Święty Marcin 24, Poznań

Cena:
* zupa dnia – 8 zł
* krem marchewkowy z pomarańczą i imbirem – 8 zł

Smakowitość:
* krem ze świeżych pomidorów (zupa dnia) – 8,5/10
* zupa z dyni (zupa dnia) – 9/10
* krem marchewkowy z pomarańczą i imbirem – 8/10
* konfitura z cebuli – 9,5/10
* konfitura śliwkowa – 8/10

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: konfitura z cebuli

Prowadzisz restaurację? Zajmujesz się promocją lokalu gastronomicznego? Chcesz zaprosić redakcję Wygrywam z Anoreksją na degustację w celu rzetelnej oceny? Pisz na m.blatkiewicz@maciej.je – jesteśmy otwarci na propozycje.