Wyszukiwarka

Obiad redakcyjny w Konfiturze (Poznań), cz. II: dania główne

20131004_144118Po zupie i małej, miłej przystawce przychodzi pora na danie główne. Czym zajadaliśmy się dalej w poznańskiej Konfiturze?

Tym razem redaktor mfn je z nami. Zamawia danie dnia – fish & chips. MruMru bierze makaron, rednacz burgera, a Chłop z Mazur… kanapkę (cierpliwości, niech was to nie zmyli). Różnorodność pozycji w menu to kolejny plus Konfitury – każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Z drugiej strony istnieje przekonanie, że specjalizacja restauracji w jednym tylko rodzaju potraw podnosi ich jakość. Jak z tym stwierdzeniem radzi sobie lokal znajdujący się w poznańskiej Galerii MM?

SAM_3218Maciej

Burger jagnięcy

[rednacz]

Idąc do Konfitury nie bardzo wiedziałem, czego spodziewać się po menu. Ani przez moment nie przypuszczałem, że zjem tam burgera. Nawet nie śniłem, że będzie to burger z jagnięciny (swoją drogą, jakikolwiek poznański lokal ma takiego w ofercie?).

Uzupełnieniem mięsa jest rukola, świeży ogórek, ser owczy oraz sos jogurtowy, zaś wszystkie te składniki zamknięto w bułce wypiekanej na miejscu.

Jagnięcina nie zawodzi – soczysta i średnio wysmażona, tak jak prosiłem. Z lekka przyprawiona miętą, co z tego rodzaju mięsem komponuje się doskonale.

SAM_3221Zresztą mięta pasuje też do pozostałych dodatków. Ser owczy gra tu wspaniale, od czasu do czasu przysłaniając jagnię. Sos jogurtowy wbrew moim obawom nie jest mdły, a wyrazisty. Nawet świeży ogórek – którego na ogół nie lubię i który rzadko kiedy pasuje mi do burgera – tu wkomponował się z klasą. Bułka nie zawodzi – czuć, że robiona jest tu i teraz. Trudno mi jednak powiedzieć o jej właściwościach wytrzymałościowych – burgera jem sztućcami, gdyż jest na tyle wysoki i przeładowany, że najpewniej połowa jego zawartości wyleciałaby na talerz, gdybym spożywał go rękoma.

Całą kompozycję najłatwiej streścić jako w miarę lekką i mocno wiosenną. Trochę ryzykowałem zamawiając go, wszakże nie jestem gorącym zwolennikiem tego rodzaju wynalazków – wolę klasyka z chrupkim bekonem i dużą ilością sosu BBQ – ale było warto. W smaku rewelacja, pod względem ceny też – znacie jakąś inną restauracje, w której burger tej jakości kosztuje 16 zł?

image_4MruMru

Makaron z szynką francuską, rukolą i pomidorkami koktajlowymi

[MruMru]

Lubię takie proste, makaronowe dania. Żadne „fju-bdziu”, żadne ekscentryczne połączenia smaków. Od dawien dawna powtarzam jak mantrę – minimalizm jest najlepszy. I tak samo, jak uważam, że najlepiej sprawdza się to w grafice, designie itepe itede, tak w kuchni również zawsze zdaje egzamin.

Bo – prawdę mówiąc – ten makaron nie ma nie wiadomo jakich składników, szef kuchni nie musiał pastwić się nad nim godzinami i nikt nie uprawiał karwingu na pomidorkach koktailowych.

W daniu oprócz tego, co wymienione w nazwie, jest jeszcze oliwa i parmezan. Sól, pieprz oczywiście też. I tyle. Przystrojone rozmarynem i voila. A smakowało niesamowicie. Oczywiście jakieś tam zarzuty mam, np. za mało soli (nie, nie uwzięłam się, po prostu często mi jej brakuje) i – tak samo jak w przypadku kremu – lekko za zimne. Przyszło do mnie wychłodzone, a zanim zrobiłam zdjęcia, notatki i inne duperele – było już kompletnie zimne.

Ocenę jednak za te małe niedociągnięcia podnosi fakt, że dostajemy 2 oliwy, żeby danie sobie „podlać”, a ja, pałająca żywą miłością do czosnku, oczywiście wybrałam wersję „na śmierdziocha”. I pasowało jak ulał. Jedzenie super. Polecam i śpię spokojnie.

image_5mfn

Danie dnia – fish&chips

[mfn]

Piątek pod względem jedzenia kojarzy mi się z postem, post głównie z rybą, a ryby bardzo lubię. Szczególnie je jeść, zdecydowanie mniej łowić. Dlatego też nie mogłem przepuścić polecanego dania dnia nazwanego fish and chips. Angielski znam na tyle dobrze, że oczekiwałem ryby. Oprócz niej dostajemy smażone talarki, sałatkę z kiszonej kapusty i sos tatarski.

Co cieszy najbardziej? Zdecydowanie spora porcja. Ryba naprawdę jest niezłych rozmiarów, co zresztą widać na załączonym zdjęciu. Poza wielkością, cieszy także jej smak. Dobrze przygotowana, mięciutka, rozpływa się w ustach. Takie ryby lubię. Smażone talarki również świetne, bardzo przyjemne do zagryzania ryby. O sosie tatarskim więcej pisze niżej Chłop z Mazur, ale wypada mi potwierdzić jego zachwyt. Sałatka z kiszonej kapusty jest dobra i tyle. Wielkim fanem nie jestem, ale zjadłem bez problemów. Fanem ryby jestem i zjadłem z olbrzymią przyjemnością.

20131004_144014Chłop z Mazur

Kanapka z pieczonym rostbefem

[Chłop z Mazur]

Jednym z ważniejszych haseł Konfitury jest „Jemy śniadania przez cały dzień”. Muszę przyznać, że pierwszy raz spotkałem się z takim chwytem na klienta, ale to całkiem przyjemny gest, bowiem niejednokrotnie miałem problem z zamówieniem chociażby jajecznicy po godz. 15.

Menu Konfitury jest jednak zbyt interesujące, aby zamawiać po prostu jajecznicę. Patrzę na kartę i po chwili znajduję ciekawie brzmiące kanapki. Że z rostbefem, że z sosem tatarskim, że warzywka, pomidorki etc. Brzmi smacznie, ale to przecież tylko kanapka, a ja nawet po sycącej zupie kremowej z dyni wolałbym jakiś konkret. Postanowiłem zapytać więc o wielkość i gdy w odpowiedzi – za pomocą niewerbalnych ruchów ręką – otrzymałem wizualizację czegoś, co przewyższa ponoć średnią krajową polskich panów, zdecydowałem się zamówić właśnie ją.

20131004_144208I nie żałowałem. Kanapka kanapce nie równa. Nie była to jakaś tam kanapeczka, a pieczywo z godzinami pieszczonym w piekarniku rostbefem. Mięsa nie żałowano, jak też sosu tatarskiego, który – UWAGA – był najlepszym, jaki jadłem w życiu. I to nie przypadek, rednacz również przyznał mu kulinarne podium. Najbardziej obawiałem się jednak kaparów, których nienawidzę. Ostatnie spotkanie z nimi wywołało we mnie mało pożądane odruchy. Czy to tutaj kapary dobrze się wpasowały w otoczenie, czy to ja zmieniłem dzięki przygodzie z WzA? Tej zagadki nikt na pewno nie rozwiąże, ja jednak lekką ręką zaproszę do Konfitury nawet największych przeciwników kaparów.

SAM_3201Maciej

[rednacz]

Cały obiad zapijaliśmy lemoniadą malinowo-imbirowo-ogórkową. Doskonale orzeźwia – w upalne, letnie dni byłaby strzałem w dziesiątkę, ale na jesień… niekoniecznie. W smaku czuć przede wszystkim ogórka. Imbir czaruje tłem, a maliny… Maliny to w ogóle tutaj chyba nie ma. Może się przesłyszałem?

Okazało się, że w Galerii MM jest miejsce, w którym można dobrze zjeść. I warto je odwiedzić. Szerokie menu, w którym każdy znajdzie coś dla siebie jest równie wielką zaletą Konfitury, co same dania, których jakość nie spada poniżej wysokiego poziomu. Wrócę tam z chęcią. Ba, nie tylko ja, ale i reszta redakcji. W tym lokalu po prostu wiedzą co zrobić, by zadowolić i nasze podniebienie, i nasze żołądki.

Lokalizacja: Święty Marcin 24, Poznań

Cena:
* burger jagnięcy – 16 zł
* makaron z szynką francuską, rukolą i pomidorkami koktailowymi – 19,90 zł
* danie dnia – 15 zł
* kanapka z pieczonym rostbefem – 10 zł

Smakowitość:
* burger jagnięcy – 9/10
* makaron z szynką francuską, rukolą i pomidorkami koktailowymi – 8/10
* danie danie: fish&chips – 9/10
* kanapka z pieczonym rostbefem – 8/10 (sos tatarski – 10/10)
* lemoniada – 7/10

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: pełny, nie jem przez najbliższe 6h

Prowadzisz restaurację? Zajmujesz się promocją lokalu gastronomicznego? Chcesz zaprosić redakcję Wygrywam z Anoreksją na degustację w celu rzetelnej oceny? Pisz na m.blatkiewicz@maciej.je – jesteśmy otwarci na propozycje.