Wyszukiwarka

Ojami – jedzenie na dowóz, które sam przyrządzasz

Screenshot_2016-08-01-16-22-03-01

Czy to ma sens i czy się opłaca? No i o co w ogóle chodzi?

Artykuł powstał we współpracy z marką Ojami.

Na czym to polega?

Zamawiacie nieprzygotowany posiłek z dostawą do domu i przygotowujecie go w swojej kuchni. Dostajecie pudełko z niezbędnymi składnikami, równo odmierzonymi dla dwóch osób, pokrojonymi i umytymi oraz przepis na danie, które wybierzecie z oferty.

Screenshot_2016-07-27-13-42-08-01

Dziwne? Ciekawe? A może bez sensu? Każda z tych odpowiedzi jest prawidłowa i zależy od punktu widzenia: tego, czy lubisz gotować, jak często jesz na mieście i czy pizza z dowozem dzień w dzień odpowiada Twoim upodobaniom.

Mój punkt widzenia

Większość dni w miesiącu jem na mieście, bo lubię i taką mam pracę, czyli prowadzenie tego bloga. Zdarza mi się jednak jeść obiady w domu i bardzo często – jakieś trzy razy w tygodniu – przygotowuje je swojej dziewczynie do pracy, do pudełka, „na następny dzień”.

Z racji tego, że przy garach stoję raczej nieregularnie, a równocześnie gotowanie sprawia mi umiarkowaną radość (zwłaszcza gotowanie czegoś nowego) borykam się z kilkoma problemami.

Screenshot_2016-07-26-13-54-55-01

Screenshot_2016-07-26-13-54-09-01

Screenshot_2016-07-26-13-54-33-01

Po pierwsze, raczej nie potrafię wymyślać własnych przepisów na dania obiadowe, a przy okazji nie lubię ich szukać. Głównie dlatego, że książki kucharskie i blogi kulinarne są zazwyczaj kierowane do pasjonatów, a nie zwykłych zjadaczy chleba, przez co przepisy bywają trudne i wydumane, a bardzo często do ich przygotowania potrzeba trudniej dostępnych składników.

Po drugie, nie lubię tracić czasu na robienie zakupów. Raz w tygodniu, w średnim dyskoncie, a nie wielkim hipermarkecie, w których wybór produktów jest ograniczony. Nie zawsze znajduję w nich to, co chcę, a nie mam najmniejszej ochoty jechać za jednym produktem do delikatesów po to, by przyrządzić „codzienny” obiad.

Po trzecie, przygotowując obiady bardzo nieregularnie, zawsze zostanie mi jakiś produkt, który do gotowania potrzebny jest w niewielkiej ilości, a kupić można go tylko w opakowaniu o określonej pojemności. Przykład z ostatnich dni: do jakiegoś przepisu użyłem łyżeczki koncentratu pomidorowego. Mimo zakupu małego słoiczka, ponad 80% jego zawartości spleśniało, bo już jej zwyczajnie nie potrzebowałem. A musicie wiedzieć, że ja bardzo nie lubię marnować jedzenia.

5-dniowe wyzwanie

Zważywszy na te 3 problemy, propozycja od Ojami wydała mi się bardzo interesująca. Żadnych zakupów, żadnego szukania i żadnego wymyślania przez tydzień. W zamian szczera opinia tutaj, na blogu – proste wskazanie zalet i wad. Dla mnie bomba!

Screenshot_2016-07-25-20-04-36-01

Co mi się podobało?

– To rzeczywiście oszczędność czasu. Wcześniej potrafiłem przez godzinę szukać interesujących mnie przepisów, by przez następne kilkadziesiąt minut robić zakupy. W przypadku Ojami odchodzi też czas na krojenie i mycie wszystkich składników. To niby nic takiego, choć zawsze oszczędzi się przez to kilka minut.

– Kontynuując wątek pokrojonych i umytych warzyw – w większości przepisów pojawia się cebula, w żadnym nie musiałem jej kroić, a co za tym idzie: nie płakałem przy przygotowaniu obiadu. Pierwszy raz od miesięcy!

– Przepisy są różnorodne (każdy znajdzie coś dla siebie) i naprawdę fajne. W takim sensie, że wychodzą z nich bardzo smaczne dania, za które – w tradycyjnym dowozie lub jedząc je na mieście – na pewno zapłaciłoby się więcej. Nie są to wprawdzie rzeczy nie wiadomo jak wykwintne, ale równocześnie nie zaliczają się one do potraw trywialnych. Moim faworytem był kurczak po tajsku.

– Za częścią przepisów stoi Michał Kuter – uznany szef kuchni z bardzo cenionej poznańskiej restauracji A Nóż Widelec. Co najlepsze, czuć, że to nie jest amatorszczyzna, już przy przygotowaniu dań.

Screenshot_2016-07-27-19-03-45-01

– Poza podstawowymi przyrządami kuchennymi (garnki, patelnie, przykrywki do nich i w jednym przepisie piekarnik) nie trzeba mieć w domu nic poza pieprzem i solą. Wszystkie składniki – łącznie z olejem, na którym raz po raz się coś smaży – są dokładnie odmierzone i w zupełności wystarczają do przygotowania dania. Swoją drogą, ani razu nie użyłem pieprzu i soli, bo za nimi nie przepadam, a tej drugiej nawet nie mam w domu, więc da się i bez nich.

– Porcje są solidne. Każdy z zestawów przeznaczony jest dla dwóch osób. Sam nakładałem sobie nieco więcej niż połowę i zawsze najadałem się do syta, z kolei Sonia często nie dojadała ze swojego talerza. Jedząc te obiady, głodni chodzić nie będziecie.

– Przy przygotowaniu dań można nauczyć się podstaw gotowania. Coś dla osób, które nie mają żadnych umiejętności w tym temacie. Żałuję, że Ojami nie istniało, kiedy ja byłem na pierwszym roku studiów.

– Data ważności poszczególnych składników zawsze wynosi kilka dni – są one zapakowane w większości przypadków próżniowo – więc jeśli nam coś wypadnie, to można „dzisiejsze” pudło z Ojami przygotować i zjeść jutro lub pojutrze.

Screenshot_2016-07-27-18-41-29-01

Co mi się nie podobało?

– Dowóz nie działa tak jak w przypadku zamówienia pizzy. W takim sensie, że nie możesz złożyć zamówienia na jedzenie z Ojami po powrocie z pracy, szkoły czy uczelni i liczyć na to, że w ciągu godziny dostawca szamy pojawi się pod Twoimi drzwiami. Pod tym względem proces ten bardziej przypomina catering – jeśli do 10 rano złożysz zamówienie, to pudełka z jedzeniem dostaniesz jeszcze tego samego dnia, jeśli później, to dopiero następnego dnia. Na osłodę zostaje fakt, że można umówić się z kurierem na dokładną godzinę. Rozumiem, skąd bierze się takie rozwiązanie, ale z drugiej strony sprawia to, że Ojami jest usługą dla z jednej strony ludzi leniwych, a z drugiej jednak trochę zorganizowanych.

– Jeśli nie chcesz płacić 15 zł za dowóz, musisz zamówić przynajmniej 2 zestawy o łącznej wartości 60 zł. Moim zdaniem jest to spora bariera dla osób, które na początek chciałyby tylko wypróbować tę usługę. Jakimś rozwiązaniem tego problemu jest możliwość kupienia niektórych zestawów w kilku Piotrach i Pawłach i Almach.

– Na chwilę obecną jest tylko 7 przepisów. To trochę mało, przydałby się większy asortyment. Jednego z dań próbowałem „przedpremierowo” i uzyskałem zapewnienie, że po wakacjach będzie pojawiał się 1 nowy przepis tygodniowo. Niemniej fajnie byłoby wybierać np. w kilkunastu potrawach.

– „Śmieszne” wstawki w przepisach. Tym bardziej że są one na pograniczu żartów z TeleTygodnia. Dla przejrzystości przekazu lepsze byłoby ich usunięcie.

Screenshot_2016-07-27-19-05-42-01

Czy to się opłaca?

I tak, i nie. Jeśli jesz głównie w domu i dużo gotujesz, tym bardziej jeśli robisz to dla więcej niż 2 osób, to raczej taniej wyjdzie Ci gotowanie samemu, a żadne produkty nie powinny się przy tym zmarnować. Jeśli jednak robisz to rzadziej i dla mniejszego grona, to wszystko zależy od konkretnego dania. Jednorazowe przygotowanie mojego faworyta – kurczaka po tajsku – wyniesie Cię więcej niż te 30 zł, za które masz go w Ojami.

Zresztą, tę usługę raczej rozpatrywałbym w kontekście oszczędności czasu, a nie pieniędzy. Wprawdzie ceny za zestaw wahają się od 20 do 35 złotych i w przeliczeniu na porcję jest to mniej niż na mieście lub w tradycyjnym dowozie, to jednak w skali jednego posiłku nie są to jakieś kolosalne różnice. Przede wszystkim zyskuje się czas.

Do kogo skierowana jest ta usługa?

Do osób leniwych lub nieprzepadających za czynnościami poprzedzającymi gotowanie, które są jednak zorganizowane (chociaż w niewielkim stopniu – na tyle, by móc zaplanować obiad z większym wyprzedzeniem). Poza tym do ludzi ceniących dobrych smak i wymagających od posiłku czegoś więcej niż pizzy czy makaronu z osiedlowej knajpki parającej się dowozami. Nade wszystko do tych, którzy mają mało czasu i nie chcą poświęcać go na zakupy czy szukanie ciekawych przepisów.

Screenshot_2016-07-26-13-55-51-01

Muszę jednak potwierdzić to, co chodzi Wam po głowie: to NIE JEST usługa dla wszystkich. Jeśli kochasz gotować, to zapomnij. Jeśli uwielbiasz zakupy spożywcze, to też nie podchodź. Jeśli codziennie jesz pizzę z ulubionej pizzerii albo dzień w dzień jesz na mieście, to również nie masz czego tu szukać.

To warto czy nie?

Jak najbardziej. Widzę więcej plusów niż minusów, a przy okazji liczę, że po tym artykule Ojami chociaż część wad postara się naprawić. Przede wszystkim w tej usłudze przemawia do mnie to, że jest to oszczędność czasu, przejawiająca się w smacznym jedzeniu za rozsądne pieniądze.

To wyłącznie moja opinia. Tak jak wspomniałem wcześniej: wszystko zależy od tego jak lubisz spędzać wolny czas i ile go masz. Każdy na pytanie „Warto czy nie?” powinien odpowiedzieć sobie indywidualnie.

Podejmij wyzwanie Ojami!

Tak na zakończenie: szukam 5 osób, które podobnie jak ja przetestują ofertę Ojami. Oczywiście totalnie za darmo.

Są jednak dwa wymagania, które musisz spełniać. Po pierwsze, musisz w sierpniu 2016 roku być dostępny w Poznaniu przez 5 dni roboczych z rzędu. Po drugie, po tych 5 dniach z obiadami od Ojami podzielisz się publicznie swoją opinią (pozytywną lub negatywną) na łamach tego bloga (o nic się nie martw, we wszystkim pomogę).

Screenshot_2016-08-01-16-20-52-01

Chętny? Napisz na mój adres – m.blatkiewicz@maciej.je – maila o tytule „CHCĘ OJAMI” w treści wpisując, dlaczego to właśnie Ty powinieneś podjąć wyzwanie (to tak na wszelki wypadek, gdyby zgłosiło się więcej niż 5 osób). Na zgłoszenia czekam do końca tygodnia (do 7 sierpnia 2016 do godz. 23.59).

Do dzieła i powodzenia!

Edit: Zniżka na pierwsze zamówienie

Jest odpowiedź od Ojami na jeden z wyartykułowanych przeze mnie zarzutów. Przy składaniu pierwszego zamówienia każdy, kto wpisze kod „WZA” otrzyma rabat w wysokości 15 PLN (dokładnie tyle, ile wynosi koszt dostawy).

Druga rzecz to sklepy stacjonarne, w których dostępne są zestawy Ojami:

Alma Poznań Stary Browar
Piotr i Paweł Stary Browar
PiP Tatrzańska 1/5
PiP Gronowa 18