Wyszukiwarka

Południe (Poznań)

Kulinarne bogactwo Jeżyc robi mi dobrze po raz kolejny.

Cofnijcie się do Sylwestra 2015. Było to stosunkowo niedawno, więc o ile nie robiliście sobie grubego bifora dzień przed, to pewnie potraficie sobie przypomnieć, co działo się 31 grudnia, ok. godz. 15. Wierzcie lub nie, ale ja wtedy jadłem obiad i w dodatku wybrałem się na niego do miasta, co – patrząc na pustki na ulicach – praktykowało niewielu.

Udałem się do Południa – miejsca, które dawno chciałem odwiedzić, a które przez to, że nieczynne w niedziele (a także w tę jedyną sobotę, w którą się do niego wybierałem) wciąż pozostawało na mojej długaśnej liście knajp do odwiedzenia.

A jest to lokal przytulny, sprawiający bardzo ciepłe pierwsze wrażenie. Menu inspirowane jest kuchnią Ameryki Południowej i zmienia się w zasadzie codziennie. Warto jednak zaznaczyć, że zarazem jest to kuchnia domowa, serwowane tu dania nie mają w 100% odzwierciedlać tego, co je się po drugiej stronie półkuli. Wyjątkową atmosferę podkręca fakt, że sala jadalna jest także salą taneczną. Jeśli ktoś ma ochotę, może pójść w argentyńskie pląsy, a lekcje tanga odbywają się tutaj co drugi dzień.

20151231_150007~2

Moją uwagę przykuwają ceny w karcie, które może nie są na poziomie tych z barów mlecznych, ale są w miarę niskie i bardzo przyzwoite. Danie główne w okolicach 20 zł, zupy za grosze. Trudno też nie zauważyć, że w większości (jeśli nie wszystkie) są to potrawy wcześniej przygotowane, które bardzo szybko można podać gościom.

Tak się też dzieje i zamówione zupy – krem z zielonego groszku i banana oraz krem kukurydziano-kokosowy dla mojej dziewczyny – lądują na stole w dosłownie kilka minut po złożeniu zamówienia. Wraz z nimi przed nami pojawia się jasny, pieczony na miejscu chleb z masłem. Bardzo smaczny i można prosić o jego dokładkę do woli. To się ceni!

20151231_150552~2

I jeden, i drugi krem nie są może z tych, o których śni się po nocach, ale za to przyjemnie i delikatnie łechtają podniebienie. Bardziej smakuje mi ten kukurydziano-kokosowy, choć w przypadku tego z zielonego groszku intryguje przewijający się w tle banan.

W podobnych słowach mogę wypowiedzieć się także o drugich dań. Mój kurczak po kolumbijsku nie jest czymś, czym można się zachwycić, ale jem go ze smakiem. Jego główna zaleta to sos na bazie pasty z mango i bananów – delikatny i aksamitny. Jeśli lubicie połączenia tropikalnych owoców z drobiem, to z kurczaka po kolumbijsku bylibyście zadowoleni.

20151231_151940~2

20151231_151854~2

Nieco większym zadziorem charakteryzuje się chili con carne mojej dziewczyny. W Południu serwują tę meksykańską potrawę w solidnych porcjach, z dużą ilością mięcha i – w przeciwieństwie do wielu innych miejsc, które w tej kuchni się nie specjalizują, ale mają w karcie chili con carne – z dodatkiem kolendry i kwaśnej śmietany. Bardzo dobra robota, choć przydałoby się tu nieco więcej ognia w postaci ostrych przypraw.

20151231_151839~2

Choć przez chwilę myślimy nad deserem, nie zamawiamy go. Zupą i daniem głównym naprawdę idzie się w Południu najeść, a przecież wieczorem musimy się jeszcze wcisnąć w garnitur (ja) i sukienkę (ona). Oczywiście to nie tylko zaleta tego obiadu, ale w sylwestrową noc bawimy się znakomicie.

Na podstawie tylko tej jednej wizyty mogę stwierdzić, że Południe to miejsce, w którym fajnie się siedzi, jedzenie jest bardzo smaczne, czasem zaskakujące, szybko podawane i w przyzwoitych cenach. Jeśli to nie jest powód, by jeść tu częściej, to nie wiem, co by nim mogło być. Wrócę na pewno i ucieszyłbym się, gdyby Południe otwarte było również w każdą niedzielę.

AKTUALIZACJA – 22.11.2018

Od mojej pierwszej wizyty opisanej powyżej byłem tutaj przynajmniej kilkukrotnie. I wiecie co? Jeżyckie Południe to obecnie zdecydowanie jedna z moich ulubionych miejscówek w Poznaniu!

Kocham tutejsze makarony – grube, pełne smaku kluchy przygotowywane na miejscu. Smakowałyby dobrze same w sobie, ale nikt ich tak tu nie podaje. Na zdjęciu widzicie makaron z sosem borowikowym, na który skusiła się Sonia i zamówiony przez dwójkę naszych przyjaciół słynny makaron nirwana z rwaną wołowiną, sezamem szczypiorkiem i sosem ostrygowym. Zazwyczaj, gdy widzę ten drugi w menu, to nie mogę się powstrzymać i po chwili ląduje na moim stoliku.

Tym razem jednak zdecydowałem inaczej i wybrałem „polskiego choripana”, czyli bagietkę maślaną z białą kiełbachą od Maurycego z KRAFTu, sosem chimichurri na bazie majonezu i szczypiorkiem. Doskonałe mięcho z doskonałym przybraniem – z chęcią zjadłbym to danie po raz drugi. Tego „hot doga” podano z chipsami (nic specjalnego) i modrym kimchi, czyli kimchi z modrej kapusty (wow!).

Wnioski po tej wizycie się nie zmieniają – fajnie i smacznie w tym Południu. Gdybym tylko mieszkał na Jeżycach, to pewnie meldowałbym się tu minimum raz w tygodniu.

Lokalizacja: Mickiewicza 24a/2, Poznań | fanpage

 

Ocena Ogólna

Rewelacja

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.74/5 (72)
Ja oceniam na...