Wyszukiwarka

ROBIMY PORN FOODY (październik 2014): BACON CHEESEBURGER

DSC_0515 (Kopiowanie)

Z niewyjaśnionych przyczyn nigdy wcześniej nie byłem z redakcją podczas robienia PORN FOODA, gdy jednak okazało się, że będzie to burger – nie mogło mnie zabraknąć. Popełniłbym honorowe samobójstwo lub coś w tym stylu. Dzięki uprzejmości Pjotra, naszego ex-redaktora ze swoją burgerownią – Burgerator Poznań, było gdzie go  zrobić. Tęgie głowy obmyślały, co wrzucić do środka. W powietrzu unosił się zapach wołowiny i zwycięstwa.

Nazwa zwycięskiego zdjęcia – Bacon Cheeseburgers, ale sam ser i bekon – to dla nas za mało. Poszliśmy o krok dalej. O kilka kroków dalej. Mięso – 2 razy po 250 gramów wołowiny zmieszanej z cebulą i ogórkiem. Łącznie – pół kilo mięcha z cebulą i ogórkiem – robi wrażenie? Powinno. Do tego na każdym kawałku mięsa po 2 plastry sera cheddar i po 4 plastry boczku. Mało? Do tego sporo cebuli i ogórka, mało? Plaster sałaty (ciągle zastanawiam się po co), mało? Camembert. W całości. Burgera uzupełniały sosy – klasyczny Burgeratora + kompozycja a’la sos amerykański na bazie keczupu, musztardy i Bóg wie czego jeszcze. Kwestię przyrządzenia pozostawiliśmy profesjonaliście – czyli Pjotrowi we własnej osobie. Trochę to trwało.

[column]DSC_0503 (Kopiowanie)[/column][column]DSC_0494 (Kopiowanie)[/column]

Ale kiedy dzieło zostało ukończone – nie do końca wiedziałem co powiedzieć. To nie był jakiś tam Bacon Cheeseburger, to nie był Cebulowy Król (jedna z nazw roboczych), to był Admirał Miażdżyca, Generał Kalorius i Cholesterror w jednym. Widok był wspaniały. Zapach też. Przypadł mi w udziale zaszczyt spożycia tego wiekopomnego dzieła – co, z drugiej strony, było zadaniem niełatwym. Bo jak to ugryźć? Technicznie potrawa ciężka do zjedzenia – ale nie od wczoraj rozwiązuje podobne problemy. Zgodnie z radą MruMru obróciłem do góry nogami i ruszyłem do boju.

A bój to był nierówny. Ale zakończony sukcesem. I jeśli chodzi o moje wrażenia – to sukcesem pełnym. W tym burgerze było tyle rzeczy, które kocham, że nie wiedziałem, czy dostanę zawału z emocji czy z powodu tego, co jem. PÓŁ kilo wołowiny – dobrze wysmażonej, której smak ciekawie podbiła zmieszana z nią cebula, ogromne ilości dobrze zrobionego boczku – będącego rewelacyjnym drugim planem, multum żółtego sera – robiącego tradycyjnie robotę. Camembert – czyli gorący i rozpływający się pleśniak, w smaku mocny i wyrazisty. Czerwona cebula dla ostrości – w ilościach hurtowych, rewelacyjny ogórek – niemal się wysypywał, niczego tam nie brakowało. Sztos za sztosem, a żeby było jeszcze lepiej – dobrze się to ze sobą komponowało. Naprawdę. Byłem zachwycony.

DSC_0505 (Kopiowanie)

DSC_0512 (Kopiowanie)

DSC_0520 (Kopiowanie)

DSC_0525 (Kopiowanie)

A co do jego innych przymiotów – to zapełnił mnie całkowicie, serio, od dawna nie jadłem niczego tak sycącego. To był prawdziwy pogromca anoreksji. Czapki z głów przed tymi którzy go wybrali na październikowego porn fooda, czapki z głów przed Picią, za to, że go nie spieprzył. A co do mojej roli w całej tej imprezie to melduję wykonanie zadania.

Smakowitość 100%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: całkowity

Zdjęcia wykonał Szymon Kiżewski.