Wyszukiwarka

Przystawki (Cammero, Poznań)

DSC_0012Raz na jakiś czas ktoś nas gdzieś zaprasza. To miłe. Zwłaszcza jeśli mają w nazwie „steakhouse” – to znaczy, że znajdziemy tam mięso, a co za tym idzie, być może i szczęście. Dlatego właśnie, razem z Kiziem i Chłopem z Mazur, ochoczo zameldowaliśmy się w Cammero.

Jako względnie dobrze wychowani i częściowo obyci młodzi ludzie, postanowiliśmy zacząć nasz posiłek od przystawek. Jako że w menu były 3 takowe, podzieliliśmy się wedle zasady „kto pierwszy ten lepszy” i tym oto sposobem ładnie rozdzieliliśmy, co było do wzięcia.

DSC_0004DSC_0006Carpaccio

J-Mac

[J-Mac]

Jako prawdziwy mięsożerca, przed jedzeniem steaku postanowiłem zjeść nieco wołowiny, a że wśród przystawek mieli carpaccio – musiało być moje. Zamówione, otrzymane. Jeszcze chwila dla fotografa i można wcinać.

A jest co. Cieniutkie plastry wołowiny, obficie posypane parmezanem i rukolą, mniej obficie – ale ciągle zacnie przyozdobione – czarnymi oliwkami i kaparami oraz zwieńczone dwiema ćwiartkami cytryny (do polania sokiem z tejże wedle własnego uznania). Wrażenia estetyczne zaspokojone, smakowe zresztą też. Mięso bardzo delikatne, jakościowo kawał dobrej krowy z – wydaje mi się – jednej z lepszych jej części (prawdopodobnie polędwica lub ligawa).

Dodatki też robią swoją robotę. Rukola dodaje goryczki, kapary z oliwkami nieco kwasowości, a charakterystyczny parmezan dopełnia dzieła. Dla mnie bomba. Carpaccio to jedno z tych dań, gdzie kluczem do dobrego smaku jest jakość części składowych i ich proporcje. Tu się zgadzało.

DSC_0014DSC_0018Smażony camembert z sosem żurawinowym

Avatar

[Kiziu]

Mnie w udziale przypadł smażony camembert z sosem żurawinowym. Ser uwielbiam w każdej postaci, więc gdy na stół podano piękny, złocisty krążek, obiecywałem sobie naprawdę wiele. I nie zawiodłem się ani trochę.

Pod lekko chrupiąca panierką skrywa się bardzo smaczny i delikatny ser, który po odkrojeniu pierwszego kawałka delikatnie i trochę leniwie wypływa na talerz. Jednak to nie ser jest clue tej historii. Jest nim sos żurawinowy, który całkowicie mnie zachwycił. W konsystencji idealnie jedwabisty. W smaku słodko-kwaśny z przewagą przyjemnej, acz nienachalnej słodyczy. Nie od dzisiaj wiadomo, że camembert i żurawina dobrze ze sobą współpracują. Nie inaczej było tym razem. Delikatnie podjedzony mogłem ze spokojem czekać na danie główne.

DSC_0010Łódeczki ziemniaczane ze śledzikiem

Chłop z Mazur

[Chłop z Mazur]

Z całej trójki niestety to ja byłem najwolniejszy. Przystawką, która przypadła mi w udziale miały być łódeczki ziemniaczane ze śledzikiem. Średnio byłem zadowolony z tego wyboru. Znowu pyrki? Przecież mieszkam w Poznaniu, idzie się tym znudzić.

Pełny byłem jednak zdziwienia, kiedy na talerzu pojawiły się nie łódeczki, a dwie wielkie łodzie, którymi dowodził kapitan Herring.
Jak na przystawkę to całkiem solidna porcja, która wprawiłaby w zastanowienie niejednego, ale nie oszukujmy się, nie nas. Smakowity ziemniak vel yellow submarine wspaniale komponował się ze śledziem. Jest to swego rodzaju klasyka znana najbardziej chyba ze świąt, wiec wyjaśniać nie muszę. Kto zaś nie próbował niech w wegetariańskim piekle spłonie na stosie tofu.

Minus? Troszkę więcej śledzia poproszę!

Lokalizacja: Bukowska 11, Poznań

Cena:
* carpaccio – 18,90
* smażony camembert z sosem żurawinowym – ~ 12 zł
* łódeczki ziemniaczane ze śledzikiem – ~ 12 zł

Smakowitość:
* carpaccio – 9/10
* smażony camembert z sosem żurawinowym – 8,5/10
* łódeczki ziemniaczane ze śledzikiem – 8,5/10

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: grubo

Prowadzisz restaurację? Zajmujesz się promocją lokalu gastronomicznego? Chcesz zaprosić redakcję Wygrywam z Anoreksją na degustację w celu rzetelnej oceny? Pisz na m.blatkiewicz@maciej.je – jesteśmy otwarci na propozycje.

Zdjęcia wykonał Szymon Kiżewski.