Wyszukiwarka

Ramen-Ya (Poznań)

Nowy, dobry ramen na fyrtlu.

Wydawałoby się, że streetfoodowy boom na Kościelnej, który wybuchł jako echo popularności Wytwórni Lodów Tradycyjnych, dawno już się zakończył. Nic z tych rzeczy – nowe, ciekawe lokale wciąż powstają w czasach, gdy samo WLT nie jest już tak modne jak kilka lat temu. Jednym z takich miejsc jest Ramen-Ya.

Zobacz videorecenzję i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

To pierwszy ramen bar w Poznaniu od paru lat. Do tej pory było tylko YetzTu i kilka knajp, które jednak w ramenie się nie specjalizowały, a miały go w menu obok specjałów kuchni japońskiej, szeroko rozumianej kuchni wschodnioazjatyckiej lub „kuchni jakiejś innej”, bo i w takich mniej określonych lokalach ramen się pojawiał.

Ramen-Ya nie zamierza jednak konkurować z YetzTu – nie dlatego że punkt z Kościelnej nie dorasta temu z Krysiewicza do pięt, bo to nieprawda. Zależność między oboma ramen barami określiłbym nie słowem „konkurencja”, a wyrazem „współpraca”. Współpraca na rzecz tego, by popularyzować ramen w Poznaniu i by w stolicy Wielkopolski można było zjeść go w jak najlepszym wydaniu. Czym się ona objawia? Choćby tym, że YetzTu sprzedaje makaron własnego wyrobu do Ramen-Ya lub tym, że załoga lokalu z Krysiewicza regularnie chwali ramen bar z Jeżyc.

I ja się temu wcale nie dziwię, bo na Kościelnej wykonują kawał dobrej roboty! To mały lokal, pewnie jakieś kilkanaście metrów kwadratowych, które w większości zajmuje kuchnia. Reszta to miejsca przy barze i jeden jedyny stolik. Nie zabierzesz tu drugiej połówki i nie będziesz świętował ważnych uroczystości. Lokal jest raczej pomyślany jako miejsce, w którym szybko zjesz smaczny ramen. Nie żebym plótł bezpodstawne deklaracje – zamówienie realizuje się tutaj w kilka minut.

Codziennie do wyboru jest kilka ramenów. Zawsze w ofercie znajdziecie shoyu (bulion doprawiany sosem sojowym) oraz shio (wywar „wzmacniany” solą morską), niemal codziennie będą też odpowiedniki wegańskie. Niedługo w menu pojawi się miso, a przynajmniej kilka razy w tygodniu bywa tsukemen i mazemen. O nich opowiem jednak następnym razem, dziś skupię się na shoyu i shio.

Przede wszystkim – oba buliony bardzo mi smakowały. Głębokie, odpowiednio doprawione – czułem, że spędziły na ogniu odpowiednią liczbę godzin. Bardziej do gustu przypadł mi shoyu niż shio – najwidoczniej wolę sos sojowy od soli morskiej. Tym bardziej, że oba rameny niespecjalnie różniły się w kwestii dodatków. Tu i tu był boczek, tu i tu była marchewka, tu i tu było jajko. W shoyu pojawia się jeszcze naprawdę zacna, podkręcająca smak całego ramenu szarpana wieprzowina.

Generalnie wszystko jak najbardziej plus. Wiem jednak, że w komentarzach pewnie pojawiłyby się pytania: Jak rameny z Ramen-Ya wypadają na tle YetzTu? Zawczasu zatem odpowiem: wolę YetzTu, ale z zaznaczeniem, że zwykle jem tam rameny „YetzTu special”, a tamtejsze shio i shoyu raczej omijam. Nie wiem więc, jak wypadłyby one w porównaniu do tych z Ramen-Ya.

Poza popularną japońską zupą na Kościelnej zjecie też koreańskie kimchi z kapusty, kalarepy i ogórków. Dość pikantne, a przy tym kwaśne – dla mnie sztos! Jeszcze lepiej smakują za to bułeczki bao – są opcje wegańskie i mięsne, łącznie 4 wersje. Sam spróbowałem tej z boczkiem i kimchi z ogórka oraz z szarpaną wieprzowiną i kimchi z kalarepy. Bao z pulled porkiem wymiata – jeśli go nie zamówicie przy wizycie, to popełnicie ogromny błąd. Choć z drugiej strony, trochę Was rozumiem – rameny w Ramen-Ya są ogromne, więc trudno będzie taką bułeczkę jeszcze zmieścić.

Lokal prowadzi kucharz-pasjonat, nie żaden tam podrabianiec. Czuć to w każdym daniu i bardzo to cenię. Będę do Ramen-Ya na pewno wracał – mam nadzieję, że knajpka na Jeżycach zadomowi się na stałe. Trzymam za to mocno kciuki!

AKTUALIZACJA – 06.01.2019

Pierwszym posiłkiem w 2019 roku był… ramen! Troszkę mnie „z rana” suszyło, więc wybór mógł być tylko jeden. A że akurat ulokowałem się bardzo blisko Ramen-Ya, to już w ogóle nie było innej opcji.

Wraz z Sonią weszliśmy do tego malutkiego lokalu na poznańskich Jeżycach kilka minut po otwarciu i zastaliśmy tam… dzikie tłumy! Okazało się, że nie tylko ja wpadłem na genialny pomysł zjedzenia ramenu na kaca.

Po kilkudziesięciuminutowym oczekiwaniu przed nami wylądowały upragnione miski pełne tłustych bulionów. Sonia postawiła na wege shoyu na bazie ciemnego, klarownego wywaru, ja z kolei skusiłem się na mętny tori paitan, który 1 stycznia zadebiutował w ofercie (wraz z własnoręcznie przygotowanym makaronem). Na taki dzień jak ten był to idealny wybór – bardzo tłusty, słony i pełen umami bulion sprawił, że forma wróciła mi momentalnie.

Swoją drogą, ostatnio Ramen-Ya odwiedzałem półtora roku temu i po tym czasie widzę, jak przez te kilkanaście miesięcy Paweł, właściciel lokalu i autor wszystkich ramenów, rozwinął swój warsztat i swoje receptury. Trudno nie docenić mi tej wytrwałości i chęci samodoskonalenia. Jestem pewny, że w 2019 jeszcze niejednokrotnie zaskoczy – mam nadzieję, że uda mi się o tym przekonać.

Lokalizacja: Kościelna 4, Poznań | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.5/5 (82)
Ja oceniam na...