Wyszukiwarka

Rebel Street Burger (Śrem)

rebel

Nasze łakomstwo nie zna żadnych granic. Ani granic żołądka, ani tym bardziej granic Poznania i tym razem, na specjalne zaproszenie Rebel Burger, zawiodło nas aż do Śremu.

Jako że dla każdego z nas była to pierwsza wizyta w tym kilkudziesięciotysięcznym mieście, to przyjemne (jedzenie), poszło w parze z pożytecznym (zwiedzanie przez okno). Na szczęście, mimo że był to nasz dziewiczy pobyt w Śremie, to Rebel Burgera znaleźliśmy bez problemów i mogliśmy zająć się tym, co lubimy i umiemy najlepiej – jedzeniem.DSC_0163

DSC_0169

DSC_0171

DSC_0170

Na warsztat wziąłem specjalnego burgera prosto z tablicy, który wtedy nie doczekał się jeszcze nawet nazwy. Składniki jednak brzmiały bardzo zachęcająco, więc nie mogłem się powstrzymać. Połączenie mozzarelli, szynki parmeńskiej i pesto zapowiadało się na hit. Jak było w rzeczywistości? Oczywiście na zapchanie żołądków wzięliśmy także frytki belgijskie.

Szczególnie ciekawiło mnie, jak w burgerze spisze się szynka parmeńska. Tutaj bez zaskoczenia – szynka parmeńska jak zawsze była na medal i dodawała genialnego, słonego posmaku. Mniej wyczuwalne, ale również obecne, było pesto. Na szczęście jednak prym wiodła bezapelacyjnie wołowina, średnio wysmażona, smakująca według najwyższych wielkopolskich standardów. Gorzej było z mozzarellą, której smak prawie się nie przebijał. Dodatkowo czerwona cebula, która zawsze dodaje +1 do oceny i pomidory w wersji suszonej i zwykłej, wzbogacały i urozmaicały doznania smakowe.

IMG_2836

Frytki to również bardzo porządna robota, ale na uwagę zasługuje tutaj przede wszystkim świetny sos. A jak tam Wasze odczucia smakowe redakcyjni przyjaciele?

MruMru

[MruMru]

Kurczę, ja trafiłam trochę gorzej… Bongo zapowiadał się nieźle, składniki miał niezbyt szalone (mięso, majonez, rukola, pomidor, cebula). Nietuzinkowe było mango, które miało mi zagrać w buzi najmocniej. Niestety, nie było go praktycznie czuć. Minus za to duży, to właśnie mango spowodowało, że wzięłam tego burgera. Ponarzekam jeszcze na to, że chyba zapomniało się komuś dodać mi sosu do burgera, był bardzo suchy. I jeszcze frytek jakoś tak mniej niż inni. Ale to koniec narzekania, i nie znaczy ono wcale, że burger był zły – nie był absolutnie, mięso było fenomenalne, dodatki świeże, bułka dobra. Dlatego ode mnie mocne 7.

IMG_2833

IMG_2834

Chłop z Mazur

[Chłop z Mazur]

W Rebelu postąpiłem wyjątkowo niebuntowniczo – uległem burgerowi o wdzięcznej nazwie Major. Był to również jedyny burger, którego niezjadłby rednacz, swoisty owoc zakazany, smak którego poznać nie może, a jeżeli się skusi to mit pieczarkowego Edenu runie. Major to kawał prawdziwego twardziela o wysokiej szarży, nie jakiś tam szeregowiec Ryan. W dobrze wypieczonej bule kryje się ser gorgonzola, pomidor, cebula, musztarda, wcześniej wspomniane pieczarki, przysmak bogów – wołowina oraz przysmak wegetarian – sałata.

O ile wybrane składniki nie są niczym egzotycznym, o tyle wypada rozpłynąć się nad wołowiną. Nie mam pojęcia skąd Rebel bierze dostawców, czym szprycuje mięso, ile koksu było w majonezie, ale był to jeden z najlepszych burgerów jeżeli chodzi o mięso. Reszta również daje radę, składniki wyważone doskonale, a połączenie pieczar, majonezu i musztardy zaskoczyło mnie wyjątkowo dobrze.

DSC_0188

DSC_0189

Lokalizacja: Powstańców Wielkopolskich 7G/L, Śrem | fanpage

Cena: 10-15 zł

Smakowitość:

burger specjalny 90%
Bongo 70%
Major 90%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: śremski

Prowadzisz restaurację? Zajmujesz się promocją lokalu gastronomicznego? Chcesz zaprosić redakcję Wygrywam z Anoreksją na degustację w celu rzetelnej oceny? Pisz na m.blatkiewicz@maciej.je lub dzwoń pod nr tel. +48 530 794 235 – jesteśmy otwarci na propozycje.