Wyszukiwarka

Rico’s Kitchen / Ojisan Milk Bar (Poznań)

SAM_0076Najlepsza chińska knajpa w stolicy Wielkopolski, w której czujesz się jak w filmach Barei.

Już same poszukiwania lokalu są ciekawe. Wchodzi się w bramę, mija inną – zamkniętą już – knajpę na wpół chińską i wchodzi po schodkach do nieoznakowanego lokalu. Żadnej nazwy, menu, cennika, regulaminu. A z akwarium – w sensie: zza szyby – macha do nas – mnie i balizza – dwóch Azjatów.

Po chwili przychodzi do nas pracujący od wczoraj Polak i pyta, co zjemy. My na to, że nie wiemy, tak jakby menu nigdzie nie wisi, pomóż pan. Krótka pogawędka, ja proszę kurczaka w cieście z sosem słodko-kwaśnym i zieloną herbatę, balizz – kurczaka w łagodnej mazi z warzywami i Fantę. Do tego micha makaronu na dwóch.

SAM_0078Po 10 minutach zjawia się kurczak. Tylko mój. Herbaty nikt nie widział, nikt nie słyszał, nikt nawet nie poczuł.

Ale jest kurczak, a ja jestem głodny. Wygląda pysznie – kurczak w chrupiącym cieście, pewnie wyciągnięty z głębokiego oleju. W obłędnym sosie. Serio, absolutne mistrzostwo świata w kategoriach słodko-kwaśnych. Nigdzie w Poznaniu nie jadłem lepszego. Cóż, skoro do Rico’s Kitchen przychodzą Azjaci, którzy przyjechali do Poznania na studia lub do pracy, to znaczy, że faktycznie musi być smacznie. I rzeczywiście, lepiej nie jadłem nigdzie indziej w Polsce.

SAM_0084Dawid też dostaje swoją porcję. Tak 10 minut po mnie. O tym jak smakowała, powie za chwilę. Na razie skupmy się na tym, że minuty mijały, kurczaka z mojego talerza ubywało, a ja wciąż nie miałem czym popić. Upomniałem się o zieloną herbatę i po chwili ją miałem. Takie tam niedopatrzenie.

Tyle że było jeszcze coś, czego brakowało: makaron. 1 porcja takiego byczego kurczaka wprawdzie wystarcza do tego, aby się najeść, ale chcieliśmy sprawdzić, czy makaron w knajpie bez nazwy od Azjatów zza szyby jest równie dobry, co danie główne.

Upomnieliśmy się dwa razy. Słyszeliśmy, jak Polak-przewodnik/kelner/ogarniacz kłócił się raz po raz z azjatyckimi kucharzami w niezrozumiałym nam języku. Chodziło chyba o nasz makaron. Później z makaronu zrezygnowaliśmy.

SAM_0086Na koniec doszło do nas, że za bardzo nie wiemy, ile za wszystko zapłacimy, bo żadnego menu przecież nie ma. Okazuje się, że cena jest akceptowalna. 21 zł za każdą byczą porcję kurczaka.

Choć obsłużono nas nie najlepiej, to chociaż było przez to dość zabawnie. A że wszystkiemu towarzyszył wyborny smak, to grzeszki zostają zapomniane. No chyba że masz inne zdanie balizz?

Avatar

[balizz]

Podczas mojego pobytu w stolicy Wielkopolski, Maciek vel rednacz zapragnął zjeść chińszczyznę. W sumie nie ma co się chłopu dziwić, bo przez poprzednie 3 dni jedliśmy tylko pizzę. rednacz mówi, że wie, jak się dostać do jednej takiej knajpki i że jedzonko mają smaczne, także ruszamy. Po dotarciu w bliżej nieokreśloną część Centrum rednacz twierdzi, że „to jest gdzieś tutaj” (w sumie używa tego stwierdzenia do wszystkiego, szczególnie jak nie ma pojęcia, gdzie to coś jest). Po dłuższym wypatrywaniu znaleźliśmy niepozorną bramę raczej z gatunku tych, w których po pijaku się sika.

Po wejściu gość z fryzurą a’la Macklemore pyta się, co chcemy, ale menu podać nie raczył. No i tu pierwsza niepodzianka dnia, bo to pierwsza chińska restauracja, która menu nie potrzebuje. W sumie to i po co skoro, serwują tam jedną zupę, dwa rodzaje kurczaka, makaron i krewetki. Szkoda drzew. Ceny chyba też się trzeba domyślić. Albo targować, kto ich tam wie.

SAM_0082Tak jak rednacz już wspomniał, zamawiamy swoje żarcie W TYM samym momencie. 2 porcje kurczaka, ten nieszczęsny makaron, zieloną herbatę i Fantę. Fantę (!!!) dostałem jakieś 10 minut po porcji rednacza, danie główne po kolejnych 15 minutach (z zegarkiem kurna na ręku). Przecież to niepoważne. Z głodnymi ludźmi w taki sposób się nie postępuje, bo to podpada pod kryminał!  No tak, zapomniałem o makaronie, ale jak miałbym pamiętać, skoro nigdy go nie dostaliśmy? Nawet po tym, jak poszedłem porozmawiać w krótkich wojskowych słowach z kelnerem („Ile mam #$%^& czekać na ten makaron?”), makaron nigdy nie się nie pojawił. Za to herbata tak, z lekkim 40-minutowym opóźnieniem – standard raczej PKP niż restauracyjny.

Tyle o obsłudze, bo jedzeniu – JEŚLI je dostaniecie, drodzy czytelnicy – nic nie można zarzucić. Porcje duże i bardzo smaczne. Jedną spokojnie można się najeść na parę godzin. Kurczak łagodny był kurczakiem łagodnym, a nie nie wiadomo czym. Szkoda tylko tego makaronu…

SAM_0079Lokalizacja: 27 grudnia 9, Poznań

Cena: 21 zł

Smakowitość:
* kurczak słodko-kwaśny w cieście – 9/10
* kurczak łagodny – 8/10

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: brzuch pełen, uśmiech na ustach