Wyszukiwarka

Smart Bastard (Poznań)

smart bastard

Kolejne świetne miejsce na gastronomicznej mapie Poznania. Kolejne, o którym nie usłyszelibyśmy, gdyby nie Wy – dzięki za polecenie. Także kolejne, które postanowiło nas zaprosić. A mimo to nie jest to po prostu „kolejny” food truck. O nie, ten jest wyjątkowy.

Wyjątkowy z dwóch powodów: po pierwsze, Smart Bastard to rodzinna firma – mama, brat i siostra; po drugie – to jedyny bus w Poznaniu, który poza burgerami oferuje coś więcej.

Coś więcej, czyli choćby hot dogi. O tym, że parówka w bułce to wciąż niezagospodarowana nisza, pisałem całkiem niedawno. W końcu znalazł się gracz na rynku, który robi to dobrze. Dla Smart Bastard parówki specjalnie przygotowuje lokalny dostawca – są one długie, grube i bardzo smaczne. Drugi ważny element – bułka – jest miękka i chrupka jednocześnie, w niczym nie przypomina reliktu szkolnych sklepików z przełomu wieków, co niestety zdarza się konkurencji.

DSC_0900

Wszystko to wiem, bo próbuję bacon doga – najdroższego w ofercie, ale też najbardziej pożywnego. Poza parówką (długość – w zależności od dnia – 22-24 cm, średnica – 3,5 cm) znalazło się w nim miejsce dla bekonu, ogórka konserwowego i sosu miodowo-musztardowego z duszoną, białą cebulką. Najważniejszy jest rzecz jasna pierwszy z wymienionych składników – Jego Królewska Mość, Bekon Najznakomitszy. Tutaj w postaci grubych plastrów zgrillowanego boczku – chrupie, syci i genialne smakuje, wszystko jest na miejscu. Natomiast jeśli chodzi o resztę składników, to o ile ogórek konserwowy nie dziwi, o tyle sos miodowo-musztardowy może być sporym zaskoczeniem. Zaskoczeniem, które zaskakująco dobrze pasuje do kiełbaski i boczku. Genialne.

DSC_0902

Hot dogiem nie najadam się w pełni – na kolację czy drugie śniadanie byłby w sam raz, a jest pora obiadowa – więc proszę o coś jeszcze. Proponowane jest mi Philly Cheese Steak – nowość w Smart Bastard (tutaj nazywana Silly Philly), której nie serwują nigdzie indziej w Poznaniu. Jest to bagietka wypełniona krojonym w paski, a następnie ugrillowanym rostbefem (wcześniej bankowo marynowanym w czymś specjalnym, bo smakuje nieziemsko). Do tego mnóstwo ciągnącego się sera, zielonej papryki, cebulki i… pieczarek, których szczerze nienawidzę, lecz tu mi zupełnie nie przeszkadzają. Normalnie Silly Philly podawane jest bez żadnych sosów – bo i bez nich smakuje – ale jeśli klient sobie zażyczy, to i go dostanie. Ja na połówce proszę o kapkę Adobo – bardzo ostrego, aromatycznego, ale nie zabijającego pozostałych smaków kanapki.

DSC_0923

DSC_0918

I to ma być koniec, żołądek mówi dość, ale pada pytanie: Może zjecie coś jeszcze? To zdanie ma w sobie magiczną moc, coś jak „Ze mną się nie napijesz?”. Nie odmawiamy. Uściślając, ja i Kiziu nie mówimy pas, Mru z mfnem jednak rezygnują. Bierzemy burgera na pół. Decydujemy się na Tex Mex Uncle, który zawiera wołowinę, cheddar, sałatę oraz papryki (czerwona, jalapeno, chili) duszone z cebulą i czosnkiem. Na tle innych meksykańskich burgerów w Poznaniu, prezentuje się dość ubogo – nie ma nachosów, kukurydzy czy fasoli. Z innymi wygrywa jednak mięsem – spójrzcie, jak doskonale je wysmażono:

DSC_0946

Jeśli wierzyć w zapewnienia właścicieli food trucka, jest to wołowina, która jeszcze tego samego dnia żyła i merdała ogonkiem. Świeżej się nie da. Dodatki są w porządku – rzeczywiście brakuje jakiegoś chrupkiego (nachosy) lub słodkiego (kukurydza) akcentu, ale i tak jest fajnie. I ostro, wiadomo.

Ciekawe propozycje, produkty na wysokim poziomie jakościowym i młoda, sympatyczna obsługa znająca się na rzeczy – czy czegoś więcej trzeba? Ekipie Smart Bastard tylko jednego: lepszej lokalizacji. Ale i to ponoć w przyszłości się zmieni, o czym na pewno poinformujemy.

MruMru

[MruMru]

W burgerowym biznesie łatwo popaść w monotonię. Przez ostatnie lata możemy obserwować wzloty i upadki różnych lokali i trucków, które decydują się pójść za ciosem i również umilać ludziom życie, serwując im burgery. Życie jednak weryfikuje po pierwsze, czy serwowane jedzenie nadaje się do spożycia i po drugie, czy umiesz zaopiekować się swoją knajpą/truckiem. Przy tak dużej konkurencji nie tylko trzeba trzymać poziom przy składnikach, ale też jakoś się wyróżnić.

Z trudem, ale trafiliśmy na miejsce (rednacz nas wyprowadził na manowce), naszym oczom ukazał się truck i 2 stoliki. Było zimno, padał śnieg – jedzenie musiało nam to wynagrodzić. Trucka prowadzi rodzeństwo – mega fajne rodzeństwo! Z wielką chęcią i uśmiechem na ustach opowiedzieli nam, co mają w ofercie, powiedzieli, co ich wyróżnia, jakich składników używają, co najczęściej schodzi i czego my, według nich, powinniśmy spróbować (jakbyśmy mieli żołądki bez dna, kazaliby zjeść nam wszystko!).

Cieszy pomysłowość właścicieli i ich przygotowanie. Mają zrobioną świetną, wpadającą w oko identyfikację wizualną, koszulki i kubki z ich logo. Jest zimno – więc dostajemy herbaty w firmowych kubkach.

DSC_0881

Przejdźmy w końcu do jedzenia – zamawiam pozycję, która cieszy się największą popularnością wśród kobiet – Gorgous Mama (ah, burgery mają też świetne nazwy w pin-upowym klimacie). Co wchodzi w skład mamuśki? Oczywiście mięso – 100% krowy, do tego rukola, pieczarki, gorgonzola, czerwona cebula duszona na winie i sos śliwkowy domowej roboty.

DSC_0891

DSC_0894

Jest słodko. I tego się spodziewałam. Mięso wysmażone średnio – po prostu pyszne. Pierwsze gryzy wypadły bez gorgonzoli – pieczarek nie czuć za bardzo, nie są smażone, więc ich smak gdzieś ustępuje bardziej wyrazistym składnikom burgera. Cebula na winie to mistrzostwo świata, do tego słodki, ale lekko pikantny sos śliwkowy. Pycha, a potem kolejny gryz… i pojawiła się gorgonzola. Wow. Czułam się jakby nagle smaki eksplodowały w mojej buzi. Wtedy burger był pełny. Gorgonzola – wyrazista w smaku, genialnie tonowała słodycz cebuli i sosu. Coś pysznego. Jestem pewna że każdej kobiecie zasmakuje, a i panowie docenią wachlarz smaków w burgerze. Dla mnie bomba – musicie spróbować ich jedzenia!

mfn

[mfn]

Zostaliśmy zaproszeni do Smart Bastard kilka dni po tym, gdy obejrzałem świetny swoją drogą film, czyli Bękarty Wojny. Przypadek? Zdecydowanie nie sądzę jak Gang Albanii.

Jako że rednacz zdecydował się na eksperymenty, to mnie przypadł zaszczyt recenzowania BBQ. W środku klasycznie – spory kawał mięcha, sałata lodowa, ser cheddar, ogórek, czerwone cebula, bekon, no i oczywiście sos barbecue.

Jak to wygląda smakowo? Bardzo dobrze. Podzielam zachwyty pozostałej części redakcji nad mięsem serwowanym w Smart Bastard, bo to naprawdę należy do czołówki poznańskich food trucków. Smaczny jest również bekon, z tym że sos zdecydowanie dominuje jego smak. No właśnie – sos. Słodko-pikantny sos barbecue o dymnym aromacie zdecydowanie dominuje w tym burgerze i często wybija się nawet przed kawał mięcha. Nie do końca jestem przekonany, czy to dobrze, choć samemu BBQ nie można niczego zarzucić.

DSC_0883

DSC_0888

Sporo jest także czerwonej cebulki, ale i ona ginie gdzieś w tle i ma problemy z przebiciem się do pierwszoplanowej roli. W tym wszystkim mało też sera, którego wyczułem może w dwóch gryzach. Zdecydowanie dominuje tu mięso i sos BBQ i ciężko się tego czepiać. Choć osobiście wolałbym mniej sosu, a więcej smaku bekonu czy czerwonej cebulki.

Mimo tej drobnej uwagi, burger jest bardzo dobry. Podobnie jak świetna obsługa, która zdecydowanie zna się na rzeczy i imponuje pozytywnym podejściem do życia. Następne wizyty redakcji WzA w Smart Bastard to tylko kwestia czasu, możecie być tego pewni.

Avatar

[Kiziu]

Wiecie co? Mało jest miejsc na kulinarnej mapie Poznania, do których lubię wracać nie tylko ze względu na jedzenie, ale i po to, żeby po prostu pogadać z fajnymi ludźmi – Smart Bastard trafia na tę listę. Od tego też chciałbym zacząć moją część tej recenzji. Od właścicieli, którymi są brat i siostra tak cholernie sympatyczni, uśmiechnięci i oddani temu, co robią, że nawet ta niska temperatura nie stanowiła problemu. Z tego miejsca pozdrawiam i życzę sukcesu…

DSC_0935

…który, patrząc na jakość, smak i wspomniane już przeze mnie zaangażowanie w tworzenie każdego hot doga i burgera, może przyjść z pełnią swych łask. Ja podobnie jak rednacz zacząłem od hot doga. W moim przypadku był to White Dog, czyli grillowana biała kiełbasa (robiona na zamówienie), kiszony ogórek (wytwór mamy Smart Bastardów), sos chrzanowy, który również jest wytworem właścicieli trucka, a to wszystko w przypieczonej bagietce z sezamem. Jak jest?

Jest świetnie. Kiełbasa przypomina troszkę kaszankę, co jest zasługą pęczaku, który jest jej częścią. Sos chrzanowy pewnie mógłby być mocniejszy, a może to ja jestem zdziwaczały pod tym względem i lubię siłę chrzanu, przy której zaczynam płakać jak małe dziecko. Taki robi jedynie teściowa mojego brata, swojej się jeszcze nie dorobiłem. Ogórek do całości pasuje bardzo dobrze, zwłaszcza, że od razu wyczuwalne jest jego domowe, a nie hurtowe pochodzenie. Czysta przyjemność z jedzenia i wysoko postawiona poprzeczka, jeżeli mówimy o rynku poznańskich hot dogów, który – nawiasem mówiąc – w zasadzie nie istnieje.

DSC_0907

DSC_0904

Z drugiej strony jest rynek burgerów, który w Poznaniu jest już dość mocno eksploatowany. Paru graczy jest wybitnych, kilku to typowe średniaki, a paru to absolutna pomyłka. Smart Bastard aspiruje do tej pierwszej grupy. Przekonali mnie, serwując mi Drunk Bastarda. O ironio, ta nazwa jest o mnie. Pulled pork duszony na bourbonie, sałata lodowa, kiszony ogór i majonezowy sos z musztardą francuską. No i jeszcze trochę rukoli. Wieprz jest wybitny. Słodki, rozpływający się w ustach, a jednocześnie niesamowicie charakterny. Drugi plan to sos, który delikatnie tonuje totalitarne zapędy wieprza. Dalej jest kiszony, który nadaje dozy kwaskowatości. Ciekawe czy bastardzi sprzedadzą mi słoiczek, kiedy nie nadejdzie kolejna transza racji żywnościowych z domu? Sałata i rukola chrupią i nie przeszkadzają. Duża bułka trzyma wszystko w ryzach.

DSC_0912

Możecie nazwać mnie nienażartą świnią, bo to ja namówiłem rednacza, żeby zjeść coś jeszcze. Kto to widział, żeby namawiać go do jedzenia? Tyle dobrego, że nie zajęło to zbyt dużo czasu. W ten sposób stanął przed nami Tex Mex Uncle. W tej rodzinie to taki wujek, który na spotkaniach rodzinnych zawsze się nażre, nachla i temperament się w nim odzywa. A temperamentu w nim co nie miara. Wołowina nie odstaje jakością od wieprzowiny, którą jadłem chwilę wcześniej. Jest soczysta, świeżutka i wysmażona na perfekcyjne „medium”. Zresztą zobaczcie sami. Mix papryk daje popalić, a stopień ognia zależy od Was i tego, o co poprosicie. My się nie spłakaliśmy przy jego jedzeniu, ale też nie tego oczekiwaliśmy. Zgodzę się również z rednaczem, że Tex Mex daje spore możliwości ulepszania jego receptury. Chętnie zobaczyłbym w nim chrupiące nachosy albo inne ciekawe i charakterystyczne składniki wprost z kokainowej granicy.

DSC_0942

DSC_0939

UWAGA, KONKURS!!!

To jeszcze nie wszystko. Przygotowaliśmy dla Was coś ekstra. Do wygrania… szamka!

W Smart Bastard poza burgerami serwują – jak wiecie po przeczytaniu recenzji – także hot dogi, pulled porka czy Philly Cheese Steak. Co jeszcze chcielibyście zjeść z food trucka? Coś, czego jeszcze w Poznaniu nie było? Piszcie w komentarzach pod tym wpisem.

Najciekawsza propozycja zostanie nagrodzona dowolną pozycją z menu Smart Bastard i napojem, druga najciekawsza dowolnym burgerem, a trzecia – dowolnym hot dogiem.

Czekam na propozycje do niedzieli, 15 lutego, do godz. 23.59. Potem wspólnie z ekipą Smart Bastard wyłonimy zwycięzców. Listę nagrodzonych ogłosimy najpóźniej w środę, 18 lutego.

Powodzenia!

ROZWIĄZANIE KONKURSU

I miejsce – Dźwiedź za French (beef) deep au jus, Ruben sandwich i Chilli doga

II miejsce – Filip Odważny za Corn Doga

III miejsce – Marta Kaszyńska za Chilli Doga

Zwycięzców prosimy o kontakt mailowy: m.blatkiewicz@maciej.je

Lokalizacja: róg Nowowiejskiego i 23 lutego, Poznań | fanpage

Ceny:
* Bacon Dog – 12 zł
* Silly Philly – 16 zł
* Tex Mex Uncle – 15 zł
* Gorgous Mama – 15 zł
* BBQ Bro – 14 zł
* White Dog – 9 zł
* Drunk Bastard – 16 zł

Smakowitość:

Bacon Dog 90%
Silly Philly 85%
Tex Mex Uncle 80%
Gorgous Mama 90%
BBQ Bro 85%
White Dog 90%
Drunk Bastard 95%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: bękarty street fooda

Zdjęcia wykonał Szymon Kiżewski.

Prowadzisz restaurację? Zajmujesz się promocją lokalu gastronomicznego? Chcesz zaprosić redakcję Wygrywam z Anoreksją na degustację w celu rzetelnej oceny? Pisz na m.blatkiewicz@maciej.je lub dzwoń pod nr tel. +48 530 794 235 – jesteśmy otwarci na propozycje.