Wyszukiwarka

Steaki (Cammero, Poznań)

DSC_0038Wizyta w Cammero, jesteśmy po przystawkach, wiemy, że jest dobrze. Czas na danie główne i nasz prawdziwy powód przybycia do tego steakhouse’u. Czas na stejki. Dziś żaden z nas, nawet nie myśli o burgerach. Wszyscy wiemy, co zaraz nastąpi.

Oczywiście, skoro do wyboru jest kilka pozycji, a wołowina pochodzi z kilku krajów (USA, Australia, Argentyna, Brazylia), to zarówno Kiziu, jak i ja chcieliśmy tego samego stejka. Na szczęście doszliśmy do porozumienia i odstąpił mi go – za co dziękuję. W ogóle, na początku kelnerka, która się nami zajmowała (a miała trochę biegania #ciągle_czegoś_chcieliśmy), wyjaśniła nam czym charakteryzuje się każdy stek, z jakiej części krowy pochodzi i takie tam szczegóły, o których nikt nigdy wcześniej mi nie wspominał – zajebiście duży plus. Poza tym, do każdego dania głównego można dobrać 2 dodatki, a jest tam tego sporo. Frytki, sałatki, ziemniaki z jakimiś bonusami, fasolka szparagowa owinięta bekonem – a to nie wszystko (chyba).

Docenić trzeba fakt, że stejki wjechały niedługo po zjedzeniu przez nas starterów, więc bomba. Ja zdecydowałem się na:

DSC_0019 DSC_0022Delmonico

Zrobiłem to z 2 powodów. Po pierwsze – bo to z argentyńskiej wołowiny (antrykot, z kością)0 a po drugie, bo to naprawdę spory kawał mięsa (350 gramów – już wiecie, czemu Kiziu, też ostrzył sobie na niego zęby). Jeśli chodzi o dodatki, to cytując Hasia „poszedłem w cebulę”. Zdecydowałem się bowiem na frytki (do nich sos BBQ) oraz pieczonego ziemniaka z masłem czosnkowym. Tak, zamówiłem pyrę, jak ostatnia cebula, ale wiecie co? Nie żałowałem.

Po pierwsze frytki – nie były to typowe stejkowe fryty- były cieńsze, ale z drugiej strony – przyzwoite w smaku i dobrze zrobione. Czyli bez surowych wstawek, ale z wierzchu twardsze, dodany do nich sos BBQ – nie wiem czy kupny czy robiony, ale zacny. Gęsty, nieco ciemny w smaku, wyrazisty. Nie szarżuje za mocno, ale sprawdza się naprawdę dobrze. Frytki się bronią, co z ziemniakiem? Ziemniak się nie broni, ziemniak nokautuje. Podany w aluminiowej folii, rozkrojony, z czosnkowym sercem. Absolutnie olśniewający – jak na ziemniaka rzecz jasna.

DSC_0023 DSC_0029Ale nie na ziemniaki tam przyjechałem. Przyjechałem na steak. Wiedziałem, że będzie niemały, ale to co wylądowało przede mną przekraczało moje oczekiwania. To był prawdziwy olbrzym. Z tym, że to nie rozmiar, a technika będzie oceniana. Po długiej sesji fotograficznej zaserwowanej przez Kizia wreszcie dobrałem się do jedzenia. Samo mięso było rewelacyjne. Zresztą, niech przemówią obrazy… Tu faktycznie, smakuje tak jak wygląda – rewelacyjnie. Mięso odpowiednio doprawione (czyli delikatnie), świetnie wysmażone – co widać. Soczyste i wcale nie tłuste. Coś świetnego. Gdy pojawię się po raz kolejny, będzie ciężko zamówić mi coś innego, mając w pamięci Delmonico.

DSC_0030 DSC_0028Chłop z Mazur

Black Angus Steak Australia

Dlaczego akurat on? Przede wszystkim nie chciałem obnosić się z cebulackimi genami jak J-Mac i nie zamawiać najtańszego steku w menu. Kelnerka mówiła oczywiście coś jeszcze o tym, że jest to mięso z serca łopatki oraz przypominała o długim, bo aż 60 dniowym dojrzewaniu, ale przecież dobrze wiemy, że chodziło o prestiż. Rozpadający się w ustach, soczysty, zajmujący małą powierzchnię ale solidnie zbudowany – taki był.

DSC_0027Kiedy J-Mac już był w cebulowym królestwie i witał się z gąską, ja postanowiłem być fit. Jako że ziemniak z kapitanem Herringiem osiadł na żołądkowej mieliźnie, dla przełamania smaku i tradycji chodzącej w kubotach zamówiłem sałatkę. To znaczy dużo różnej zieleniny z staropolskim sosem „winegre”. Był to niebywały skandal i mezalians aby tak dobry stek mieszać ze strawą dla królików i wegetarian, ale przyznać muszę, że całkiem smaczne. Tylko za dużo sałatki w sałatce… i za mało mięsa.

DSC_0034 DSC_0036Avatar

Pepper Striploin Steak

Miałem dobry dzień i odstąpiłem J-Macowi stejka-potwora, a sam wybrałem coś odrobinę mniej efektownego, ale za to bardzo pysznego. Na mój talerz trafiło 200 gram idealnie wysmażonego, brazylijskiego rostbefu w towarzystwie sosu pieprzowego. Było to towarzystwo zupełnie nieprzytłaczające, ale swoją stonowaną mocą nadające mięsu bardziej męskiego charakteru. Stek sam w sobie był soczysty, różowiutki w środku i absolutnie przepyszny.

To prawda co pisze Chłop z Mazur, że J-Mac zachował się jak cebulak. Dobrze, że nie wziął dwóch porcji frytek. Ja zadbałem o zbilansowaną dietę i wziąłem ekologiczną pyrkę z gzikiem, która była bardzo dobrą pyrką z gzikiem i fasolkę szparagową. Ale to nie była zwykła fasolka szparagowa. To był KOSMOS, zetknięcie z czystym bóstwem, osiągnięcie nirwany, Walhalli i wszystkiego co tam jeszcze można osiągnąć i gdzie jest fajnie. Wyobraźcie sobie, że ktoś wpadł na tak banalnie prosty i genialny zarazem pomysł, żeby zwykła fasolkę szparagową, którą uwielbiam, owinąć w bekon, który uwielbiam jeszcze bardziej. Kimkolwiek był ten człowiek, mam nadzieję, że dostał jakąś zajebistą nagrodę. Ja żałuje, że zmarnowałem 22 lata nie wpadłszy wcześniej na tę wariację.

Lokalizacja: Bukowska 11, Poznań

Cena:
* Delmonico – 40 zł
* Black Angus Steak Australia – 39,90zł
* Pepper Striploin Steak – 29,90 zł

Smakowitość:
* Delmonico – 9/10
* Black Angus Steak Australia – 9/10
*Pepper Striploin Steak – 9,5/10 (to pół to za fasolkę)

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: grubo

Prowadzisz restaurację? Zajmujesz się promocją lokalu gastronomicznego? Chcesz zaprosić redakcję Wygrywam z Anoreksją na degustację w celu rzetelnej oceny? Pisz na m.blatkiewicz@maciej.je – jesteśmy otwarci na propozycje.

Zdjęcia wykonał Szymon Kiżewski.