Wyszukiwarka

Sushi Point (Poznań)

Sushi, które potrafi zaskoczyć. Zresztą nie tylko sushi.

Wiecie, gdzie jest ulica Wichrowa w Poznaniu? Pewnie nie. To okolice Ławicy i ulicy Dąbrowskiego, przy wjeździe na Poznań od strony Tarnowa Podgórnego i Pniew. Generalnie: z centrum daleko, z mojego Piątkowa kawał drogi, raczej nie po drodze. Na swoje nieszczęście, Sushi Point mieści się właśnie na tej ulicy – jest to zatem miejsce, którego nigdy nie odwiedzisz przy okazji. Taka wizyta musi być mocno czymś umotywowana, najlepiej obietnicą wyjątkowych doznań smakowycj. Sprawdzam, czy rzeczywiście Sushi Point jest miejscem, do którego warto wybrać się specjalnie.

20150920_170103

20150920_170242

Zaczynam od przystawek: na pierwszy ogień idą pierożki gyoza – to taka japońska wersja bardziej popularnych, chińskich dim-sumów. Gotowane na parze, nadziewane wieprzowiną, krewetkami i imbirem – chwyta je się pałeczkami i macza w sosie z sezamu, imbiru i octu ryżowego (konsystencja zbliżona do sosu sojowego). W smaku doskonałe – ciasto delikatne, a farsz pyszny i wyrazisty. Sos tylko te walory podkreśla.

To taka przystawka. Co by nam się nie nudziło.
To taka przystawka. Co by nam się nie nudziło.

20150920_171336

Okej, wkradła się mała nieścisłość: pierożki je moja dziewczyna, ja kosztuję tylko jednego. Mocniej zajmuje mnie zupa balijska – pikantny wywar pochodzący z najpopularniejszej wśród turystów wyspy Indonezji. Właśnie, Sushi Point nie ogranicza się do kuchni japońskiej – w menu bez problemu można odnaleźć pozycje z innych krajów Azji. Jest miejsce na Koreę, potrawy tajskie mają osobną stronę w karcie – sam wolałbym prostszą i bardziej wyspecjalizowaną ofertę, ale może kogoś to zainteresuje. Wracając, zupa jest dość ostra, ale pikantność nie zabija palety smaków – czuć krewetki, wieprzowinę, bambus czy liście limonki. Pod sam koniec nieźle się już napociłem. Polecam wielbicielom takich klimatów.

20150920_170732

20150920_171426

Najważniejsze tego dnia jest jednak sushi. Prosimy o specjalnie przygotowany talerz „specjalności zakładu”, który na tę chwilę mogą przyrządzić nam tutejsi sushi masterzy. Składa się on z czterech rolek: kamo, czyli kaczka w tempurze z grzybami, cynamonem i jabłkiem; dragon – krewetka w tempurze, awokado, tykwa, na zewnątrz węgorz; uramaki z pastą z ryby maślanej; futomaki z łososiem, ogórkiem i tykwą. Łącznie ok. 30 sztuk. Można powiedzieć: talerz obfitości – zarówno pod względem ilości, jak i smaku.

20150920_171916

20150920_172106

20150920_171943

Najciekawiej prezentuje się niewątpliwie rolka z kaczką. Można dywagować, czy sushi z takim mięsem może nosić miano sushi, ale nie będę tego robił – ani ze mnie specjalista od sushi, ani tym bardziej ortodoksyjny wielbiciel. Powiem krótko: mi to bardzo smakuje! Mięso kaczki jest aromatyczne i doskonale łączy się z jabłkiem i cynamonem.

Wiele dobrego mogę powiedzieć też o dragonie – podoba mi się ten węgorz na zewnątrz, a krewetka w tempurze ma w sobie to „coś”. Całość polano sosem paprykowym, co tu naprawdę dobrze pasuje.

20150920_172044

20150920_172157

Uramaki z pastą z ryby maślanej brakuje może już takiego efektu „wow”, czegoś w stylu „zjedz to prędko, tego jeszcze nie było”, ale powiedzmy sobie szczerze: to wciąż jest mega smaczne. To samo tyczy się zresztą futomaki z łososiem – na pewno już gdzieś jedliście tę kombinację, bo to taka klasyka, jeśli chodzi o sushi. Nie ma rewelacji i zaskoczenia, jest wysoki poziom, który mogę tylko chwalić.

20150920_172204

20150920_172210

Do sushi dostajemy 4 sosy. Odbieram to jako małą ekstrawagancję – pierwszy raz spotykam się z tym, by do surowej ryby proponować coś więcej niż sos sojowy (który oczywiście też jest tu obecny). Nie pamiętam już, jak się nazywa każdy z nich – wydaję mi się, że jeden z nich jest na bazie… Sprite’a, ale nie dam sobie za to uciąć ręki – mogłem się przesłyszeć. Fakt jest taki, że choć sosy są spoko, to raczej przysłaniają smak sushi, a nie go podkreślają jak w przypadku tradycyjnego sojowego. Jak się chce, można spróbować.

20150920_172014

Choć brzuchy mamy pełne, prosimy jeszcze o deser. Dla mnie lody o smaku zielonej herbaty, dla niej mus mango. Jak zawsze to ona lepiej wybrała, ale tym razem to jak pojedynek rewelacji z arcydziełem. Mus zniewala, lody kładą na łopatki (i, co ciekawe, nie są słodkie). Jeśli już odwiedzać Sushi Point to we dwójkę – po to, aby zamówić oba desery i móc się nimi wymienić.

20150920_174625

20150920_174651

Warto się wybrać na daleką wycieczkę w celu zjedzenia tych pyszności? Jak najbardziej. Wszystko, czego spróbowałem, można określić jednym popularnym, acz trochę spłycającym przekaz słowem: zajebistość. Kosztowałem specjalności restauracji, nie wiem jak z innymi pozycjami w karcie, ale za wspomniane ręczę. Przed wizytą warto napchać sobie portfel – tanio nie jest, ale smak to rekompensuje.

Lokalizacja: Wichrowa 1a, Poznań | fanpage

Ceny:
* gyoza – 25 zł (5 szt.)
* zupa balijska – 16 zł
* kamo – 39 zł (rolka)
* dragon – 49 zł (rolka)
* uramaki pasta z ryby maślanej – 25 zł (rolka)
* futomaki sake – 25 zł (rolka)
* mus mango – 15 zł
* lody z zielonej herbaty – 12 zł

Smakowitość:

gyoza 90%
zupa balijska 75%
kamo i dragon 90%
uramaki pasta z ryby maślanej 80%
futomaki sake 75%
desery 90%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: żołądek i podniebienie approved

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4/5 (1)
Ja oceniam na...