Wyszukiwarka

Sushi w YetzTu (Poznań)

WP_20131004_007Po tym, jak YetzTu zrobiło na mnie i rednaczu kolosalne pierwsze wrażenie, wiedziałem, że tam wrócę. Wszak nie mieliśmy już miejsca, na to, po co tam poszliśmy – sushi. Byłem przekonany, że się nie zawiodę, skoro ich ramen rozłożył mnie na łopatki. Czemu sushi miałoby odstawać poziomem od tego, co już poznałem?

Miałem paskudnie ciężki piątek, zmęczony byłem jak pies, dlatego wraz z Z. stwierdziliśmy, że idziemy jeść na mieście. Zaproponowałem YetzTu, bo – jak już wspomniałem – miałem tam niedokończone sprawy. Przyszliśmy, zamówiliśmy, czekamy. Moim łupem miało paść futomaki z  krabem (zwane dalej surimi) oraz nigiri z łososiem. Ale najpierw przystawki. Rewelacyjne takoyaki zawsze w opcji.

Potem dostałem danie główne. Sposób podania to takie małe dzieło sztuki użytkowej, porządnie poukładane, na kamiennej (chyba) tacce. Wygląda to bardzo ładnie i aż żal rozwalać tę kompozycję. No ale jeść trzeba.

WP_20131004_015Przewrotnie zacznę od potrawy, którą jadłem później #rebel, czyli nigiri. Nigiri jest najprostszą bodaj odmianą sushi. Na charakterystycznie uformowanym ryżu kładziemy rybę czy innego kraba i koniec roboty. Teoretycznie trudno to zepsuć, ale ja pewnie dałbym radę. YetzTu tego nie zepsuło.

Ryż trzymał się kupy i nie rozsypywał się (a to jest pewnie najtrudniejsze), a smakował… jak ryż, głównym planem była ryba. Łosoś Atlantycki. Kawałek niemały, sama ryba szalenie delikatna w smaku i – mimo że nie znoszę tego mówić – faktycznie rozpływała się w ustach. Rewelacja. Jedząc miałem przeświadczenie, że składnik główny jest świeży, a może nawet dopiero co wyłowiony?

Całość zyskiwała na wyrazistości po umoczeniu w sosie sojowym – w YetzTu dają nam go 2 rodzaje: klasyczny i mniej słony. Ja tam sól nawet lubię, więc jadłem z klasycznym, dodając sporo charakteru swoim nigiri. Bez niego są jakby zbyt łagodne, z nim – ciut zadziorne. Bardzo dobrze.

WP_20131004_014Futomaki – to jest to sushi, które najbardziej znamy. To ten „ryż owinięty w glona z rybą w środku”. Tak w skrócie. Bo glony to uściślając algi morskie, a ja miałem w środku kraba, a nie rybę. Poza tym była też sałatę, szczypiorek i ser philadelphia.

Całość po raz kolejny bardzo delikatna, ciężej wybrać tu zawodnika pierwszoplanowego, ale stawiałbym (z minimalną przewagą) na kraba. Serek z ryżem stanowią główne spoiwa i harmonizują to, co dostajemy.

Podobnie jak poprzednim razem, wszystkiemu smaku dodaje sos sojowy – prawdziwy rojber. W kilku przypadkach bawiłem się również z wasabi. To dopiero dodawało mocy łagodnemu z natury przysmakowi Japończyków. O tak, wasabi było przednie, ostre jak cholera, dla kogoś, kto zazwyczaj nie jada żyletek – wrażenia gwarantowane.

WP_20131004_010W przerwach między jednym kawałkiem sushi a drugim prawilnie przegryzałem imbir – dla oczyszczenia jamy ustnej z niepotrzebnych bądź też pozostałych tam wrażeń smakowych. Imbir jak imbir – też smaczny. Jeśli chodzi o sushi w YetzTu, to z całą pewnością wrócę tam jeść je jeszcze. Smakowało mi, nie zawiedli mnie, a sposób podania, zakrawający na jakieś minimalistyczne dzieła sztuki, ujmuje moją dusze artysty.

[alert]
Jesteś w pobliżu i masz ochotę na coś innego? Zobacz, co proponujemy w tej okolicy.
[/alert]

Lokalizacja: Krysiewicza 6, Poznań

Cena:
* nigiri – 9 zł (2 szt.)
* futomaki – 14 zł (6 szt.)

Smakowitość:
* nigiri – 8/10
* futomaki – 8.5/10

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: jedz tu!