Wyszukiwarka

Warzywniak (Poznań)

O falafelach z tego miejsca śnię po nocach, a sernik… sernik to już w ogóle nie daje mi spać!

Sam się sobie dziwię, że napisałem to zdanie. W sensie, nie tę część o serniku, bo to moje ulubione ciasto. Można powiedzieć: nad-ciasto. W prywatnym rankingu wszelkich słodkości sernik zajmuje zaszczytne pierwsze, drugie, trzecie i czwarte miejsce, potem jest długa przerwa i dopiero gdzieś na sto siedemdziesiątej trzeciej pozycji plasuje się szarlotka, a za nią zaczyna się wyliczanka wszystkich rodzajów ciast.

Zobacz videorecenzję i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Sernik jest najlepszy, najsmaczniejszy i najpyszniejszy. Czasem wręcz wydaje mi się, że w żyłach płynie mi twaróg. Sernik z Warzywniak z ulicy Żydowskiej 11 w Poznaniu jest w dodatku najlepszy-najlepszy. W zasadzie nie ma sobie równych, może poza sernikami ze śródeckiej La Ruiny, które też wypadają fenomenalnie.

Trudno jednak serniki z tych dwóch miejsc ze sobą porównywać, gdyż ciasto z Warzywniaka ma bardzo delikatną i mocno kremową konsystencję. Można się nawet zastanawiać, czy ten sernik się jeszcze gryzie, czy tylko próbuje się znaleźć złoty środek między odpowiednio długim delektowaniem się jego smakiem w jamie ustnej a potrzebą wcinania kolejnych „widelczyków”. Aksamitny, mocno śmietankowy, z polewą o smaku słonego karmelu – taki jest właśnie sernik z Warzywniaka.

Wracając do mojego pierwszego zdania z recenzji, dziwię się sobie, że falafele mogą śnić mi się po nocach. W dodatku nie w konwencji koszmaru, w którym złe falafele rozstrzeliwują moją rodzinę lub przesuszone i niesmaczne wpychane mi są siłą do otworu gębowego przez kosmitów robiących na mnie naukowe eksperymenty. Falafele z Warzywniaka zaliczają się raczej do moich marzeń sennych: są tak doskonale doprawione i tak wyjątkowo soczyste, że za każdym razem, gdy kończę je jeść, to myślami jestem już przy kolejnej wizycie. Mówiąc mniej na około, to są jedyne falafele, które naprawdę mi smakowały i które pojawiają się w mojej głowie w kontekście zdania „zjadłbym coś dobrego” obok takich pyszności jak bekon, tatar, ser gorgonzola, milk stout czy sernik oczywiście. O większe wyróżnienie z mojej strony trudno.

Falafele w Warzywniaku zamówicie w dwóch wersjach: w towarzystwie ryżu lub z dodatkiem sałatki. I może to Was zdziwi – a może nie, bo kto miał już dostać szoku, to już go na pewno dostał („Maciej stawia falafela na równi z bekonem, łolaboga!”) – bardziej polecam opcję z sałatką. Bo to nie tylko jakieś liście, ale i suszone pomidory, oliwki, hummus, słonecznik i spinający wszystko, orzeźwiający dressing. Jeśli polecam Wam sałatkę, to znaczy, że albo cierpię na jakąś ciężką i nieuleczalną chorobę, albo rzeczywiście jest tak zajebista, by również spróbować ją pokochać własnym serduszkiem. Dodam, że lekarz powiedział mi, że wszystko ze mną jest w jak największym porządku. Wnioski wyciągnijcie sami.

Jakby tego było mało, w Warzywniaku wypijecie doskonałą lemoniadę. Przeżywam teraz prawdziwe męczarnie, bo w chwili, gdy piszę te słowa, jadę w dusznym pociągu i obok pokoju na świecie, leku na raka oraz wystąpienia w Milionerach i wygrania miliona złotych mam tylko jedno marzenie: mieć na wyciągnięcie ręki jedną, a najlepiej cztery lemoniady z Warzywniaka. Jest ona kwaśna, orzeźwia i chłodzi jak wanna pełna lodu, a w przeciwieństwie do wanny pełnej lodu nie odmraża żadnych części ciała, zwłaszcza tych najdelikatniejszych.

I tutaj niby powinienem zakończyć, bo ileż można chwalić, słodzić i drapać za uszkiem jak jakiegoś azora, którego mocno kochacie. Tyle że muszę, naprawdę muszę wyraźnie podkreślić, że to, co w Warzywniaku ujmuje mnie najbardziej to panujący w nim luźny, niezobowiązujący i taki „sympatyczny” klimat. „Sympatyczny” nie w rozumieniu „to taka miła i sympatyczna dziewczyna, nie ma żadnych innych zalet”, tylko oznaczająca pełną życzliwości obsługę, zainteresowaną zdaniem podejmowanych gości. Jakbym miał wskazać knajpę w Poznaniu, w której najbardziej czułem się jak w domu, byłby to właśnie Warzywniak, mimo że u mnie panuje zasada, że nie wpuszczamy żadnych falafeli w nasze skromne progi.

Czyli innymi słowy: nawet jeśli chciałbym się do czegoś przyczepić, to nie mam do czego. Warzywniak jest super, daję pięć gwiazdek na pięć możliwych i odwiedzajcie go jak najprędzej. Pamiętajcie tylko, że w weekendy mają zamknięte, co chyba jest jedyną wadą tego miejsca. Każdy jednak kiedyś musi odpocząć, więc w pełni rozumiem i w sumie szanuję za odwagę. Życzę smacznego, cześć!

Lokalizacja: Żydowska 11, Poznań | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Ocena Ogólna

Rewelacja

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.05/5 (58)
Ja oceniam na...