Wyszukiwarka

Wiejska Chata (Poznań)

wiejskachata

Przy recenzji restauracji Elite marudziliśmy, że mało jest miejsc w Poznaniu, które oferują dobrą i polską, domową kuchnię. Ale jak się okazuje jest jeszcze Wiejska Chata, która zaprosiła nas po to, byśmy przekonali się, że jest inaczej.

Lokal na Wronieckiej pozornie wydaje się niewielki, lecz wrażenie to mija, gdy odkrywamy pięknie urządzoną piwnice. Klimat swojski, ale nie przaśny, za co duży plus. W takim otoczeniu siedzi się naprawdę miło. Żeby dopełnić tego wiejskiego, przytulnego charakteru, muzykę z RMF FM zamieniłbym na płytę z odgłosami ptaków lub natury. W takiej restauracji aż prosi się o to, by muzyka była dopasowana do wystroju wnętrza.

Kontemplację pomieszczenia umila starter od firmy: chleb ze smalcem. Smakuje w porządku, ale daleki jestem od zachwytu. Może lepiej podawać z ogórkiem kiszonym?

DSC_0175

Na początek: przystawka. Słyszałem, że Wiejska Chata słynie z pierogów i cieszy mnie, że dane mi jest ich spróbować. Jest to przystawka, więc dostaję tylko 3. Normalna porcja to 10 pełnoprawnych pierogów (w dwóch wariantach: z wody lub podsmażanych na patelni). W mojej trójcy znajduje się miejsce dla jednego z mięsem i dwóch ruskich. Wszystkie zachwycają delikatnością ciasta, które wręcz rozpływa się w ustach. Farsz mięsny jest aż i tylko w porządku, co wynika z tego, że za mięsnymi pierogami nie przepadam. Uwielbiam za to ruskie, które w Wiejskiej Chacie są bliskie ideału. Ideału, którym są naturalnie pierogi mojej babci. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie podsmażonych skwarków. Ale i tak: chapaeu bas!

DSC_0178

DSC_0180

Później już tradycyjny, dwudaniowy obiad. Ale że umiem sobie radzić, to zamiast dwóch potraw, spróbowałem czterech, bo sprytnie częstowałem się od współtowarzyszy konsumpcji.

Moim pierwszym wyborem jest żurek w chlebie. Zupa, którą moja mama przygotowuje na specjalne okazje (zwykle gdy odwiedzają nas goście z zagranicy, wtedy żurek w chlebie poprzedza wspomniane wcześniej pierogi od babci). W Wiejskiej Chacie wszystko wygląda, jak należy. Zupa gęsta, pełna kiełbasy, boczku i jajka. Jedyna wada: nie jest tak kwaśna, jakbym chciał. Chlebek z zewnątrz chrupki, w środku – pod wpływem żurku – mięknie, więc można wyskrobać trochę pieczywa. Generalnie, całe naczynie można zjeść. Gdybym przyszedł do Wiejskiej Chaty tylko na jeden posiłek, to żurek w chlebie – z założeniem, że zjemy WSZYSTKO – byłby nie tylko bardzo smaczną, ale też najbardziej opłacalną z propozycji. Wilk syty i owca cała, jak to mówią.

DSC_0204

DSC_0207

Zgodnie z tym, co napisałem wcześniej, próbuję też innej zupy. W zasadzie, jem jej całkiem sporo. Krem czosnkowy z dwoma serowymi grzankami. Kłaniam się w pas za sposób podania – tak się to powinno robić. Na zdjęciach tego nie widzicie, ale obok miseczki – dla podkreślenia rodzaju zupy – leżały dwa ząbki czosnku. Świetnie to wygląda i równie rewelacyjnie smakuje. Krem czosnkowy jest w Polsce o wiele mniej popularny niż np. w Czechach – trochę szkoda, to wyjątkowa zupa.

DSC_0192

DSC_0199

Drugim daniem dzielę się fifty-fifty. Ryzykuję i próbuję czegoś, co teoretycznie nie powinno mi smakować – polędwiczki wieprzowe w sosie kurkowym. Grzybów z zasady nie lubię, jednak kurki czasem potrafią u mnie zdobyć specjalne względy. Tak jest też tym razem. Sos smaczny, mięso też, a ziemniaczane łódeczki uwielbiam. Warzywa na parze to nie moja bajka.

DSC_0235

DSC_0240

Po wyczyszczeniu talerza w połowie zabieram się za drugie danie główne. Jest to zrazik wielkopolski (wieprzowy) podany z pyzami i buraczkami. Porównania do restauracji Elite, którą wywołałem we wstępie, nasuwają się same, choć tam podstawą było mięso wołowe. Tu jednak całość smakuje mi bardziej – lepsza jest tradycyjna zawartość zawijańca, a także mocniej doprawiony sos pieczeniowy. Buraczki zaś takie, jak lubię – podane na zimno, a nie podgrzane.

DSC_0250

DSC_0252

DSC_0255

Przytulnie, domowo i smacznie – tak pokrótce mogę opisać wizytę w Wiejskiej Chacie. Wrócę tu kiedyś. Tylko teraz dla odmiany na pierogi. Choć pewnie będę musiał zamówić podwójną porcję ruskich. 20 sztuk przy jednym posiedzeniu – wtedy naprawdę będzie jak u babci.

A domowy klimat konkretnie podkreśla znakomity kompot. Mam rację, Kiziu?

Avatar

[Kiziu]

Aj, rednaczu czemuż to stawiasz mnie w tej kłopotliwej sytuacji i każesz mi zaczynać od końca, czyli od kompotu? Daruję Ci jednak tę drobną nikczemność, bo kompot ten zaiste rewelacyjny był. Nie za słodki, z duża ilością owoców. Aż łezka się kręci w oku za spędzanymi w dzieciństwie wakacjami na wsi. „Ale to już było i nie wróci więcej”, jak śpiewała Maryla Rodowicz w swoim hicie. Czas się z tym pogodzić.

Czas powrócić do założonego planu tej pisemnej wypowiedzi. Pierwszym starterem był chleb ze smalcem. Moje wrażenia są podobne jak rednacza. Kiszony ogórek na pewno zrobiłby swoją robotę, ale mam też zastrzeżenia do „gęstości” smalcu. Może to kwestia tego, że u mnie w domu to smalec się robiło pełen mięsa i cebuli. Ten był zdecydowanie inny, co nie znaczy, że niesmaczny. Jednak w tym przypadku siła domowych przyzwyczajeń jest zbyt silna abym tu teraz jakieś panegiryki na jego temat pisał.

[column]DSC_0168[/column][column]DSC_0166[/column]

Kolej na specjalność Wiejskiej Chaty, czyli pierogi. Każdy z nas dostał zestaw trzech. Dwóch ruskich i jednego z mięsem. Ja mięskie pierogi lubię, a te w lokalu przy Wronieckiej są naprawdę wyborne. Treściwe i ciekawe w smaku. Było coś w ich smaku, czego nie potrafiłem zidentyfikować. Może jak zjem kolejne dwadzieścia, to powiem wam, czym to „coś” było. Ruskie bardzo dobre, choć zupełnie inne niż te, które je się u mnie w domu. Fajna domowa przystawka. Ode mnie duży plus.

DSC_0190

Zupa serowo-borowikowa z grzankami była kolejnym daniem pochłoniętym przeze mnie tego dnia. Piękna barwa i idealna harmonia smaków to chyba najlepsze określenie całości. Ani ser, ani grzyby nie próbowały wychodzić przed szereg, a połączony smak jednego i drugiego był czymś bardzo ciekawym. Odnoszę natomiast wrażenie, że tej zupy nie da się zjeść dużo. Jakaś taka jest ciężka, a może po prostu nadzwyczaj sycąca.

DSC_0218

DSC_0222

DSC_0221

Pora na danie główne. Bitki wołowe w sosie grzybowym z opiekanymi ziemniakami i zasmażaną modrą kapuchą. To absolutnie klasyczne danie w Wiejskiej Chacie jest znakomite. Bitki są kruche i soczyste a sos grzybowy bardzo przypomina ten z Estelli, który zachwalałem. Zasmażane ziemniaki stanowią przyjemny dodatek, a na olbrzymie pochwały zasługuje modra kapusta. Niby taka zwyczajna, a jeszcze bardziej podniosła wartość całego dania. Była po prostu cholernie smaczna.

DSC_0227

DSC_0228

DSC_0229

Na zakończenie tego miłego posiłku, lokal poczęstował nas swoją własną wiśniówką. Dobry, mocny alkohol poprawia krążenie i trawienie. Doceniamy tę troskę o nasze zdrowie i zdrowe jelita.

Lokalizacja: Wroniecka 21, Poznań | fanpage

Ceny:
* Pierogi (każdy z rodzajów) – 18 zł (10 szt.)
* Żurek staropolski zapiekany w chlebie – 14 zł
* Krem czosnkowy – 12 zł
* Polędwiczki wieprzowe w sosie kurkowym – 34 zł
* Zrazik wielkopolski z pyzami i burakami czerwonymi – 31 zł
* Krem serowo-borowikowy – 14 zł
* Bitki wołowe w sosie grzybowym – 36 zł

Smakowitość:

smalec 75%
pierogi z mięsem 77%
pierogi ruskie 87%
żurek w chlebie 80%
krem czosnkowy 90%
polędwiczki w sosie kurkowym 70%
zrazik 85%
krem serowo-borowikowy 85%
bitki wołowe 90%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: swojsko

Zdjęcia wykonał Szymon Kiżewski.

Prowadzisz restaurację? Zajmujesz się promocją lokalu gastronomicznego? Chcesz zaprosić redakcję Wygrywam z Anoreksją na degustację w celu rzetelnej oceny? Pisz na m.blatkiewicz@maciej.je lub dzwoń pod nr tel. +48 530 794 235 – jesteśmy otwarci na propozycje.