Wyszukiwarka

Yeżyce Kuchnia (Poznań)

W naszym comiesięcznym głosowaniu poznańską knajpą, którą powinniśmy odwiedzić w styczniu, wybraliście jedną z wizytówek przeobrażających się Jeżyc. Czy był to typ równie udany co w grudniu?

I tak, i nie. Bo z jednej strony udany jak najbardziej, lecz z drugiej – nie aż tak jak Suszone Pomidory, które nas zachwyciły. No, przynajmniej mnie. W każdym razie, Yeżyce Kuchnia nie ma się czegoś wstydzić. Poza brudnymi szybami, które nie wyglądają za pięknie.

Ale liczy się jedzenie, a to w tej knajpie mają świetne. Zamawiam dwa dania: krem z bakłażana z rozmarynem i oliwą truflową oraz placki jęczmienno-kokosowe z jarmużem, sałatami i majonezem mango. Ani grama mięsa. Chyba oszalałem.

Zupa – którą nota bene dostaję jako pierwszy i kończę ją, zanim inni otrzymują swoje, trochę to słabe, ale wybaczam – daje mi do zrozumienia, że wcale nie jestem taki crazy, jakby się wydawało. Nigdy nie jadłem kremu z bakłażana, ale jeśli każdy tak smakuje, to z miejsca staje się fanem i jem trzy razy w tygodniu. Genialna sprawa, sama w sobie pyszna, a kucharz ją jeszcze doprawił, przez co zupa ma charakterek. Oliwa truflowa to pełen sztos, od teraz jestem jej wyznawcą.

DSC_0479 (Kopiowanie)

Jednak raczej danie główne jest pomysłem z gatunku „jesteś szalona, mówię Ci”. Ja, miłośnik bekonu, wołowiny i mięsa w każdej postaci proszę o wegańskie placki. Jakiś absurd. Ale co innego? Albo polędwiczki w sosie z jakichś grzybów, albo wątróbka, albo dania dla mnie w danym momencie mojego życia ciut za drogie. Stawiam na placki. Ziemniaczane w sumie kocham od małego.

Te z jęczmienia i kokosów z dodatkiem jarmużu (aż googluję, co to za chwast) bliższe są jednak… kotletom mielonym. Nie takim prawdziwym, z dobrego mięcha, a takim, które w tzw. ciężkich czasach (np. pod koniec miesiąca lub w stanie wojennym) przyrządzały matki i babki swoim dzieciom i wnukom: troszkę mięsa, a do tego zapychacze w postaci ryżu. Oczywiście upraszczam.

DSC_0504 (Kopiowanie)

DSC_0508 (Kopiowanie)

W smaku placki są mocno neutralne, kokos w zasadzie niewyczuwalny i dalej nie wiem, czym dokładnie ten jarmuż się wyróżnia. W połączeniu z majonezem mango, który więcej ma w sobie gorczycy niż mango, jęczmieniowo-kokosowa podróbka mielonych jest naprawdę smaczna. Podaje ją się z sałatką – generalnie nic specjalnego i wyjątkowego, ale użyte warzywa są świeże, a dressing wyrazisty. Do tego – co mnie najbardziej zadziwia – takim zestawem idzie się porządnie najeść. Ci weganie jednak tacy głupi nie są.

Na stronę warzyw przechodzi też jeden z naszych redaktorów. Jak się z tym, czujesz?

kotu

[kotu]

Podobnie jak rednacz – chyba zwariowałem. W moich daniach również nie było ani grama mięsa.

Pierwsze danie – zupa pieczarkowa. Lubię zupę pieczarkową, ta również mnie nie zawiodła – jak dla mnie nic dodać, nic ująć, może była troszeczkę zbyt lejąca, za rzadka – ale to rzecz gustu. Kiziu też ją zamówił, może on będzie miał coś więcej do powiedzenia na jej temat?

DSC_0491 (Kopiowanie)

„Drugie danie” – jest to bardzo szumna nazwa jak na „sałatę z mango, winogronami, czarnymi oliwkami i orzechem włoskim” – niestety mnie zawiodło. Pytanie numer jeden – czemu ja to w ogóle zamówiłem? Od wielu tygodni chodzi za mną smaczna sałatka z mango – niekoniecznie wegetariańska, chętnie z jakąś szynką parmeńską, może jakimś grillowanym kurczakiem.

Gdy zobaczyłem w menu w jednym zdaniu słowa „sałata” oraz „mango” nie zastanawiałem się zbyt długo i postanowiłem spróbować. Niestety – popełniłem błąd. I nawet nie chodzi o to że danie było niesmaczne, nieświeże, źle przyrządzone – wręcz przeciwnie! Sałata (lollo oraz rzymska, duże liście) była świeża i chrupiąca, mango pokrojone w piękne duże cienkie plastry. Oliwek, orzechów włoskich oraz białych winogron również było pod dostatkiem i nie mogę im niczego zarzucić.

DSC_0516 (Kopiowanie)

DSC_0517 (Kopiowanie)

Problem w tym, że nie było tam dominującego smaku – czegoś, co sprawiłoby, że po konsumpcji mógłbym powiedzieć, że coś mi smakowało. Liczyłem, że będzie nim mango, jednak mocno się zawiodłem. Jedyne moje wspomnienia po tym posiłku to to, że chrupało: orzechy chrupały, sałata chrupała, winogrona też na swój sposób chrupały przy przegryzaniu. A smaku niewiele. I nie obwiniam w żaden sposób kucharza, który komponował i przyrządzał to danie – po prostu nie trafiła do mnie ta wegańska kompozycja. Zupełnie. Może gdybym gdzieś pomiędzy znalazł chrupiący bekon albo plastry szynki parmeńskiej byłoby lepiej? Kto wie…

Avatar

[Pjotr]

Postawiłem na klasyczny gzik i stek z rostbefu. Ładnie podane, porcja na przystawkę idealna, gzik jak najbardziej poprawny – sól i pieprz na stole do przyprawienia w razie potrzeby – natomiast duże ALE mam do ziemniaków.

Smak dobrej pyry mam zapisany w genach i rzecz, której nienawidzę, to odleżany ziemniak. Jeśli chcemy podać ziemniaki, to wyłącznie świeżo ugotowane, w inny przypadku powinno być puree. Tutaj właśnie ziemniak smakował jak odgrzany, to jest dyskwalifikacja.

DSC_0486 (Kopiowanie)

Co do steka, porcja w tym wypadku spora, doskonały sos pieprzowy i czarny ryż. Stek wysmażony średnio, można ocenić naocznie. Smak mięsa wyjątkowy, słodki, zapadający w pamięć. Jeden z lepszych, jakie jadłem.

DSC_0502 (Kopiowanie)

Yeżyce Kuchnia (Poznań)

Chłop z Mazur

[Chłop z Mazur]

Jeżycki lokal obserwowałem już od bardzo dawna i jak to mam w zwyczaju – od bardzo dawna go nie odwiedziłem. Tak dawna, że był to pierwszy raz. Pamiętam doskonale, jak śledziłem ich poczynania związane z remontem tego miejsca, wstawianiem okien itd. Właśnie co do okien poczynię hejt już na samym początku – wiem, że to spora powierzchnia do mycia, ale od środka wyglądają na okropnie ubrudzone, przynajmniej tego dnia, kiedy my byliśmy w lokalu. Choć estetyka miejsca jest dla mnie ważna, to powinniśmy skupić się głównie na jedzeniu.

Na pierwsze danie zamówiłem zupę krem z papryki i jabłka z kaczką. Byłem trochę sceptycznie nastawiony ponieważ nie jestem fanem kremów, a po drugie nie wyobrażałem sobie smaku papryki przez cały czas. I rzeczywiście, było to dziwne uczucie. Kwestia gustu – mi mimo wszystko smakowało. Na wyjątkową pochwałę zasługuje mięso z kaczki. Delikatne, miękkie i świetnie upieczone. Niewiele razy miałem okazję jeść ten rodzaj drobiu, lecz tutaj nie żałuję i śmiało polecam.

DSC_0483 (Kopiowanie)

Na drugie danie zamówiłem polędwiczki z buraczkami. Wszystko, aby zrównoważyć naszą stronę stolika – tj. Kota, który zamówił sałatkę. O ile do samego mięska nie mam żadnych zarzutów i nie rozwodziłbym się nad nim zbyt długo, ponieważ były najzwyczajniej poprawne – ani wybitnie smaczne, ani źle przyrządzone – przyczepię się jednak do do ziemniaków, które w mojej opinii były przygotowane wcześniej, co dało się zauważyć zarówno w smaku, jak i barwie.

DSC_0497 (Kopiowanie)

Ciężko jest mi ocenić Yeżyce, bo wyobrażałem sobie coś znaczenie lepszego. Może moje oczekiwania były zbyt wygórowane, a może rzeczywiście obsługa była trochę roztrzepana, jedzenie smaczne, lecz nie wybitne, a lokal mniej oszałamiający niż sobie wyobrażałem. Na obiad tam pójść jednak warto i zapewne pojawię się tam jeszcze nie raz. Poznańskie podium to jednak nie jest.

Avatar

[Kiziu]

Yeżyce Kuchnia wywołało pewien mętlik w mojej głowie. Z jednej strony jedzenie, które może nie jest wybitne, ale na pewno plasuje się w poznańskiej czołówce. Z drugiej strony lokal, który nawiązuje do klimatu czasów minionych w sposób chyba aż zbyt dosłowny. Do teraz się zastanawiam, czy trafili w moje gusta, czy nie.

Na pierwsze danie – zupa pieczarkowa ze śmietanką i ziemniaczanymi kluseczkami. Rzecz dość zwyczajna, lecz przyrządzona w sposób więcej niż poprawny. Kucharz nie pożałował przypraw, dzięki temu zupa ma charakter. Jest odpowiednio słona, pikantna i mocno rozgrzewa, czym zmusza do ściągnięcia bluzy, swetra czy innego poncho. Aromat pieczarek jest intensywny i tworzy silny pierwszy plan. Skoro jest pierwszy to musi być i dru… kurde, ta zupa nie ma drugiego planu. I bardzo dobrze, jest prosto oraz smacznie. Kluseczki są typowym zapychaczem. Pieczarkowa z Yeżyce Kuchnia jest kolejnym powodem do zastanawiania się nad awersją rednacza do grzybów. Jak on, naczelny obżartuch, może rezygnowac z takich pyszności. Tego nie wie nikt.

Nie byłem takim wariatem jak kotu i rednacz, którzy postanowili trochę się zwegetarianizować albo i nawet zweganizować (są w ogóle takie słowa?), dlatego na danie główne wybrałem rzecz absolutnie klasyczną. Wątróbka drobiowa podana z cebulą, puree z jabłek i marchwi oraz brukselką. W osobnej miseczce podano ziemniaki. Wątróbka była perfekcyjnie wysmażona oraz mięciutka. Puree bardziej jednak smakowało marchwią niż jabłkiem, ale dobrze komponowało się z mięsem. Ziemniaki choć smaczne, jak na mój gust były zbyt miękkie.

DSC_0523 (Kopiowanie)

Yeżyce Kuchnia oprócz tego, że wywołały mętlik w głowie, zaspokoiły również moje kulinarne potrzeby. Jest to jedno z tych miejsc, do których warto się udać, które warto sprawdzić i samodzielnie ocenić. Niewątpliwie jest to miejsce nietuzinkowe, które ma na siebie pomysł.

Lokalizacja: Szamarzewskiego 17, Poznań | fanpage

Ceny: 12-40 zł

Smakowitość:

krem z bakłażana 90%
placki wegańskie 70%
pieczarkowa 80%
sałatka z mango 40%
gzik 50%
stek 90%
krem z papryki 70%
polędwiczki 70%
wątróbka 80%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: yeżycki

Zdjęcia wykonał Szymon Kiżewski.

Ocena Ogólna

Przeciętna knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
3.41/5 (32)
Ja oceniam na...