Wyszukiwarka

Żeberka (Pyszna, Poznań)

DSC_0128Jakiś czas temu restauracja Pyszna wrzuciła zdjęcie swoich placków węgierskich na Facebooka twierdząc, że nikt ich nie dojadł. WzA potraktowało to jako wyzwanie – przecież nie pokona nas jakiś głupi placek. Nie pokonał, bo go nie było, nie lubię jednak pustych przebiegów, więc skoro już tam byłem, to coś zjadłem. Czemu nie żeberka?

Jak teraz o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że zamiast jeść te nieszczęsne żeberka, mogłem albo uciec zły jak Rednacz, albo pójść gdzieś obok. Tak się jednak złożyło, że  tego dnia odebrałem swoją kartę DinnerCard, a ona umożliwiała mi 30% zniżki na szamę w Pysznej i – zazwyczaj trochę więcej – w innych miejscach. Z tym że w Pysznej już siedziałem, a innych miejsc nie chciało mi się szukać, więc dezercja była wysoce niewskazana. Cóż, następnym razem pewnie jednak poszukam innego miejsca, bo na Pysznej zawiodłem się. Oj, srogo się zawiodłem.

Pomijam już fakt, że nie dostałem tego cholernego placka. Chociaż to niedopuszczalne, żeby w czwartek w południe jakiekolwiek danie było niedostępne. Po dość klasycznym czasie spędzonym na oczekiwaniu na danie, wreszcie je dostałem.

Pierwsze wrażenie – wygląda dość nieźle, czas jeść. Zanim cokolwiek zdążyłem zrobić, Chłop z Mazur podebrał mi odrobinę kapusty i jego reakcja nie wróżyła niczego dobrego. Był wyraźnie niezadowolony, a to niedobrze, bo to ona miała mnie zapchać (żeberkami bym się nie najadł). I faktycznie, nie była jakoś szczególnie pyszna, skwarków było w niej tyle co kot napłakał i zjadłem ją bardziej z poczucia obowiązku niż z zamiłowania do jej walorów smakowych. Co dziwne, teraz na spokojnie nie wiem jak ją określić. „Nijaka” to jedyne, co mi przychodzi do głowy.

A co w sprawie żeberek? Cóż, jeśli miałbym być szczery, to nie przekonały mnie do siebie. Niby mięso miękkie i delikatne, ale od góry jakoś tak zbyt zwęglone. Niby ładnie się oddzielało od kości i zjadłem je używając tylko sztućców, jednak miałem wrażenie, że za tłuste to. Poza tym żadnych plusów nie stwierdzono, no chyba tylko fakt, że moje rozważania zakończyły się stosunkowo szybko, bo porcja nie była jakoś szczególnie wielka.

Nie taka pyszna ta Pyszna jak na moje i mój powrót do niej stoi pod znakiem zapytania. Z dużym wskazaniem na nie, wszak znajduje się na Starym Rynku, a tam jest kilka miejsc, które kocham o wiele bardziej (poza tym, dzień cały potem brzuch napierdzielał mnie niemiłosiernie, a to w moim przypadku raczej rzadkość).

Cena: 25 zł

Lokalizacja: Stary Rynek 57, Poznań

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: 69%

Zdjęcia wykonał Szymon Kiżewski.