Wyszukiwarka

Zemsta Luchadora (Guac’n’ole, Poznan)

IMG_20131121_203529Spłodziliśmy już wiele dzieci w historii tego bloga. Niektóre nasze pomysły lądowały w menu na tydzień, miesiąc, a czasami nawet na stałe. Zemsta Luchadora, którą zasugerowaliśmy kiedyś poznańskiemu Guac’n’ole, trafiła… pod stół.

Wojowników palącego podniebienia u nas w redakcji dostatek. Nie było więc dla mnie problemem zebrać 4-osobową grupę śmiałków w składzie: Chłop z Mazur, mfn, Kiziu i rednacz. Z pustymi brzuchami, ale pełni pytań w stylu „będzie piekło, czy tylko szczypało?” ruszyliśmy do Poznań City Center, gdzie otworzono drugi punkt Guaco.

Po drodze wyklarowała się sytuacja: kto chce zjeść smacznie, a kto przepalić się od góry do dołu. Z 400g burrito i sosem spod lady postanowiłem zmierzyć się ja i mfn. Od słuszności decyzji starała się nas już odwieść kasjerka, to samo zrobiła Pani nakładająca nam składniki.

„… ale to jest naprawdę ostre Panowie!”

Kobieto! Po to tutaj przyjechaliśmy. Chcemy sponiewierać swoje usta, przełyki, żołądki… z oczywistych powodów dalej/niżej wymieniać nie będę. W mojej głowie podstawowym pytaniem było – czy będzie, aż tak ostro jak w Spoco Loco?!

Przyznam się szczerze, że trochę się bałem. Po wydarzeniach z Warszawy:

Burrito zrobione, woda w kubeczkach, pora spróbować. Pierwszy gryz – a raczej 2-3 szybkie, żeby zjeść jak najwięcej, zanim poczujemy moc sosu – zdradził już wszystko. Tak naprawdę w tym momencie odechciało mi się jeść. Nie był to szczyt moich możliwości, ale przestało być już smacznie. Znowu ponad walory smakowe wybił się ból. Zresztą zobaczcie sami:

Choć jedno przyznać Luchadorowi trzeba: nawet jeżeli smak znika natychmiast, to jego salsa jest lepsza. Buchają z niej płomienie, przepala się placek i warzywa, ale nie czuć tego chemicznego posmaku jak w Spoco Loco. Na zjedzenie burrito znaleźliśmy jednak w sobie odwagę. Świadczy to o tym, że jest to sos słabszy od warszawskiego Killera, ale naprawdę niewiele mu do niego brakuje. Mi udało się zjeść burrito w całości, mfn w połowie oddał swoje rednaczowi, a i Kiziu coś z tego sobie podjadł. mfn jak na masochistę przystało zamówił zaraz po tym qurrito z ostrym mięsem i sosem.

Koniec końców wypiliśmy kilka kubków wody i chodziliśmy z 5 razy po dolewkę Pepsi. Zjedliśmy 2 najostrzejsze burrito i 2 inne w słabszych wersjach. Wróciliśmy z Guaco w zaawansowanych ciążach spożywczych.

Jeżeli chodzi o moje wrażenia po spożyciu… Mogę powiedzieć, że bitwa rodem z Gwiezdnych Wojen odbywała się w żołądku do późnych godzin nocnych. Równie długo rozpalone było w nim ognisko. Dosłownie było mi ciepło w brzuchu. O podwójnym paleniu wspominać nie muszę… To chyba oczywista oczywistość?

Ciekaw jestem jak wrażenia reszty załogi. Panowie, piekło czy tylko szczypało?

Maciej

[rednacz]

Piekło. Cholernie mocno. Ręka, noga, pot na skroniach. Łzy w oczodołach, drgawek nie stwierdzono. Nie zgodzę się jednak z Chłopem z Mazur – ten sos jest o wiele słabszy od tego ze Spoco Loco. Killer wykręcił mnie w ułamku sekundy na dobre pół godziny po zjedzeniu mikrego kawałka kurczaka. Zemsta Luchadora potrzebowała kilku gryzów sytego burrito, by nie tyle mnie wykręcić, co solidnie sponiewierać. Na krócej.

Ale i tak paliło mocno. To jakby porównywać jedne ekstremum do drugiego. Paliło, piekło, a poranek następnego dnia w toalecie nie należał do najmilszych. Jest moc.

1466311_638917806146420_2028747737_nTrochę ponad tydzień po naszej redakcyjnej wizycie wybrałem się do Guaco raz jeszcze. Tym razem postanowiłem przeprowadzić tzw. „test Meksykanina”. Byli ze mną redaktorzy balizz i Nowik oraz dwóch Amerykanów, z czego jeden pochodzący zza południowego brzegu rzeki Rio Grande. Obsługując mnie pani – dokładnie ta sama, co przed 8 dniami – była bardzo zdziwiona, że znów zamawiam Zemstę Luchadora. Szybko jej jednak wyjaśniłem, że ja mam tu prawdziwego Meksykanina i dla niego to pestka.

Jak bardzo się myliłem.

Nie podołał. Zjadł 1/3, no może pół 400-gramowego burrito. Płakał jak bóbr, latał wciąż po dolewkę – generalnie nie był zbyt szczęśliwy. Po kilkukrotnej wizycie w toalecie (tzw. drugie pieczenie) wyzywał mnie, że zrobiłem mu to specjalnie.

Pytanie, czy to Zemsta Luchadora taka ostra, czy może etniczni Meksykanie z amerykańskim obywatelstwem mają mniejszą tolerancję na pikantne potrawy niż Meksykanie nie tylko z krwi, ale i z paszportu?

mfn

[mfn]

Chłop z Mazur rzucił pomysł/wyzwanie, a że ja zbyt asertywny niestety nie jestem, to chętnie podjąłem rękawice i wraz z nim zamawiałem burrito z Zemstą Luchadora. Zaczęło się przyzwoicie. Pierwszy gryz i „Ty, no w sumie to nie piecze!”. Za chwilę miałem ochotę przeprosić za wypowiedziane wcześniej zdanie, ale tak piekło w gardło i przełyk, że nie miałem siły mówić. Po prostu siedziałem i próbowałem jeść dalej. Dałem radę dojść do połowy mojego burrito, z resztą dałem sobie spokój. Jedzenie Zemsty Luchadora nie sprawiało mi już przyjemności, a raczej ból istnienia, więc olałem temat. Wolałem patrzeć jak rednacz płacze jedząc drugą połówkę.

Jako że połową burrito się nie najadłem, poszedłem kupić jeszcze qrrito. Mina sprzedającej pani, gdy z potem na skroni, łzami w oczach i koszulą porozpinaną w każdym możliwym miejscu, proszę o ostry sos – bezcenna. Jednak najważniejszym zdaniem tego dnia, było pytanie Maćka „PO CO?” No właśnie, po co my to zrobiliśmy? W sumie to nie wiem, ale drugiego dni bardzo elegancko siedziałem skulony w pociągu, nieustannie myśląc o trzeciej wojnie światowej toczącej się w moim żołądku i modląc się o lepsze czasy dla mojego brzucha. Ale co zjedliśmy Zemstę Luchadora to nasze. Wróciliśmy na tarczy, ale podjęliśmy walkę. Selfprops.

Avatar

[Kiziu]

Przede wszystkim, Panie Redaktorze mfn, nie było to wcale „PO CO?” i dobrze o tym wiesz, a każdy może to zobaczyć (rednacz myśli, że usunę ten fragment filmiku, buahahaha).  A wracając do puenty. Jako nadworny fotograf muszę mieć pewne oko i rękę, dlatego postanowiłem nie mierzyć się w całości z Zemstą Luchadora, aczkolwiek gryzka, a może dwa wziąłem. I powiem Wam, że dupy mi nie rozerwało tak jak mfn-owi i Chłopowi, ale solidnie piekło i ani trochę nie żałowałem, że wybrałem inny sos. Jeżeli jesteście masochistami lub chiliheadami, to próbujcie. Jeżeli nie, to dajcie sobie spokój.

Współczynnik „wypalenia”: napalm