Wyszukiwarka

Kluska Polska (Warszawa)

2013-11-11 16.32.5011 listopada w stolicy można zobaczyć wiele. Ja wybrałem zoo i obiad w Klusce Polskiej. I wcale nie miałem mniej atrakcji niż jegomość, który odpalał szluga od płonącej tęczy na Placu Zbawiciela.

Wrażenia z zoo pozostawię dla siebie, to nie blog o harcach małp (aczkolwiek z wizytą w ogrodzie zoologicznym wiąże się niska jakość zdjęć w tym artykule – aparat rozładował mi się przy fotografowaniu niedźwiedzi polarnych). W Klusce Polskiej było jedzenie, a jedzenie jest tu tym, co nas interesuje najbardziej.

2013-11-11 16.33.15Pierwsze, co rzuca się w oczy, to wystrój lokalu. Ściany, stoły – wszystko na biało. Ale żeby było śmieszniej i ciekawiej, to wszystko posmarowane markerem lub czarną farbą. Oczywiście nie bez ładu i składu. Pomieszczenie jest dość małe, więc namalowano elementy wystroju, choć – co warte zauważenia – nie tylko te, które nie miały szans się zmieścić. Daje to naprawdę intrygujący efekt. Do tego stopnia, że gdy idę w pewne ustronne miejsce – również utrzymane w tej estetyce – przez chwilę zastanawiam się, czy papier toaletowy także nie będzie tam narysowany. I tak, i nie. Jedna rolka prawdziwa, druga dwuwymiarowa na ścianie.

Poważne zgrzyty pojawiają się przy zamówieniu. Menu jest dość rozbudowane – w ofercie są różnego rodzaju kluski, pyzy, kopytka, pierogi z wody i z pieca, zupy, sałatki, a także słodkości. Pełen wybór, trudno jest się na cokolwiek zdecydować. Mam ochotę na kluski śląskie musztardowe z gulaszem zbójnickim na ostro z papryką. Z kolei moją towarzyszkę interesują zwykłe śląskie, ze zwykłym gulaszem.

Pani kelnerka przyjmuje moje zamówienie, odrzucając jednocześnie zamówienie mojej dziewczyny. Zwykłych śląskich nie ma. Prosimy więc o pierogi z pieca. Niestety, piec się zepsuł. Wybór pada więc na pierogi ruskie. Myślimy, że cuda na kiju już się zakończyły. Po tym, jak Pani kelnerka komunikuje nam, że śląskich musztardowych też nie ma, a z kluch są tylko pyzy, zrozumieliśmy, że wiele się jeszcze może wydarzyć.

I w istocie tak jest. W kilka minut po usłyszeniu szeregu smaków herbat, Pani kelnerka wraca z pudełkiem torebek z Cejlonu. Smaku mango-truskawka nie ma, muszę wybrać coś innego. Aromatów dużo, wiele fantastycznych, nie ma co marudzić.

Jednak najlepsze miało dopiero nadejść.

Po ok. 30 min oczekiwania na zamówione dania (ludzi było sporo, jest to jakieś wytłumaczenie), kelnerka do nas wraca. A że wraca do nas z kartą dań, zaczyna nas to niepokoić. Okazuje się, że – cytuję – ruskie dzisiaj już nie wyjdą. Zgrzyt.

Ale w tym momencie spotyka nas wciąż wyjątkowe i wzorcowe zachowanie nie tylko obsługi, ale i obecnej na miejscu właścicielki lokalu. Kluska Polska w zamian za te niedogodności oferuje nam drugą połowę zamówienia (w sensie, płacę tylko za to, co ja zjem) na koszt firmy. Drodzy Restauratorzy, tak to się powinno robić.

2013-11-11 17.07.35Chwilę później na stół wjeżdżają moje pyzy z gulaszem zbójnickim. Nie wiem, jaką mam minę w tym momencie, ale pewnie zdziwioną. Pyzy okazują się zielone. Całe szczęście nie spleśniałe, ale – jak mniemam – z dodatkiem jakiegoś szpinaku. W smaku bardzo dobre, można rzec: domowe.

2013-11-11 17.07.44Gulasz zbójnicki okazuje się mało ostry. Dla mnie po prostu „dobrze doprawiony”, ale moja lepsza połowa – która zdecydowanie mniej toleruje to, co pikantne – mówi, że jednak lekko piecze. Gulaszowi fetyszyści powiedzą, że co to za gulasz – tym bardziej gulasz zbójnicki – co nie pali. Już widzę te komentarze. Mnie też to trochę zasmuciło, choć – co by nie było – danie mi smakowało. Wołowina, boczek, cebula, papryka i czerwona fasola dały pyszne danie, a wraz z dużą ilością pyz – niewyobrażalnie syte.

W miejsce pierogów ruskich po przeciwnej stronie stołu pojawiają się dwa dania: zupa szczawiowo-szpinakowa z jajkiem i grzankami oraz leniwe pierogi z bułką tartą i cukrem.

2013-11-11 17.22.58Prawdziwym mistrzostwem jest pierwsza z wymienionych potraw. Czuć w niej i szczaw, i szpinak – nie jestem żadnym master chefem, ale wydaję mi się, że taki efekt trudno uzyskać. Jajo wszystko to wzbogaca. A grzanki? No cóż, gdyby grzanki faktycznie pływały w tej zupie, to pewnie postawiłbym jej dychę. Tak musi zadowolić się jedynie soczystą dziewiątką.

2013-11-11 17.29.32Pierogi leniwe to klasyk polskich babć, a tu smakują naprawdę domowo. Aż zacząłem się zastanawiać, kto w Klusce Polskiej stoi w kuchni i czy przypadkiem nie jest to jedna, dorabiająca sobie do emerytury kobieta.

Mimo wielu zgrzytów i długiego oczekiwania na potrawy (wszystko ponoć spowodowane 11 listopada i dużą liczbą gości tego dnia – cóż, każdy swoje przywiązanie do ojczyzny manifestował na swój sposób) wizytę zaliczam do udanych. Bardzo smacznie i jeszcze bardziej syto – jeszcze tam wrócę, może w jakiś spokojniejszy dzień.

Lokalizacja: Krzywe Koło 30, Warszawa

Cena:
* pyzy z gulaszem zbójnickim na ostro z papryką – 21,50 zł
* krem szczawiowo-szpinakowy z jajkiem i grzankami – 9,50 zł
* pierogi leniwe – 19,50 zł

Smakowitość:
* pyzy z gulaszem zbójnickim na ostro z papryką – 8/10
* krem szczawiowo-szpinakowy z jajkiem i grzankami – 9/10
* pierogi leniwe – 8/10

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: polsko, smacznie i syto