Wyszukiwarka

Sos nr 7 – Killer (Spoco Loco, Warszawa)

546138_454077148006426_457159824_n

Moim największym oczkiem w głowie, jeśli chodzi o trip redakcji do Warszawy, było Spoco Loco. Wcale nie dlatego, że jedzenie tam genialnie smakuje lub jest tanie. Przekonaliśmy się, że jest wręcz przeciwnie. Po co więc? Spróbować sosu prawie tak mocnego jak gaz pieprzowy.

Każdy chilihead wie, że w pomiarach pikantności (przede wszystkim potraw) posługujemy się skalą Scoville’a. Jest to tabelka przedstawiająca zawartość jednostek kapsaicyny w produkcie. O ile zamówiona przez nas wcześniej quesadilla z sosem Habanero (nr 5) była już dość ostra (rednacz uronił łezkę), to miała ona jedynie 50-80 tys. jednostek. Pozycja nr 6, Naga Jolokia ma 300 tys., a Killer, zwany również „Siódemką”, jest już piekłem na poziomie 1-4 mln jednostek. Dla porównania, popularne papryczki jalapeno osiągają ich maksymalnie 8 tys., a gaz pieprzowy 5 mln.

Mimo to postanowiłem poświęcić się dla dobra sprawy. Zadowolenie reszty redakcji i ich doping podbudował mnie na duchu i zamówiłem najmniejszą rzecz w menu – taco. Wątpiłem w zjedzenie czegokolwiek większego. Jak bardzo się nie pomyliłem i co potrafi zrobić z człowiekiem sos nr 7, zobaczycie poniżej:

Popłakałem się. I nie wstydzę się tego. Zwłaszcza po tym, jak MruMru i Noid również skończyli podobnie, biorąc po kropelce na palec i płacząc razem ze mną. Najciężej namówić było rednacza, który długo stawiał opór, by w końcu dołączyć do nas.

O ile Habanero jest ostre, ale ma smak (i to naprawdę znakomity), o tyle „Siódemka” jest łykaniem żyletek. Zanim straciłem ostatnie kubki smakowe, udało mi się wychwycić strasznie sztuczny smak tego sosu. Ale tak naprawdę – Killer nie smakuje, on po prostu… no właśnie – zabija. Zero przyjemności z samego jedzenia. To coś dla prawdziwych fanów kapsaicyny i małych masochistów. Jeden średniej wielkości gryz wyautował mnie z życia na pół godziny, jednak gdybym miał znaleźć się w tej sytuacji raz jeszcze, nie podjąłbym innej decyzji. Już nic w życiu nie będzie dla mnie za ostre.

MruMru

[MruMru]

Dementuję, nie płakałam. Dla mnie próba zjedzenia nawet czegoś tak małego jak taco z tym sosem jest czymś nie do pomyślenia. Z niepokojem patrzyłam, jak Chłop z Mazur bierze gryza taco, by za chwilę umierać. Całe szczęście, że Noid poleciał po mleko i cytryny – jakoś naszego nieustraszonego podratowaliśmy.

Potraw nader ostrych nie lubię. Chipotle to dla mnie maks, a czasem i nawet za wiele. Jestem jednak ciekawska i nie wybaczyłabym sobie, gdybym z naszej wyprawy nie wycisnęła wszystkiego. Skoro mogłam zjeść robaka, to ostry sos też! I wzięłam, lekko musnęłam palec sosem. Nikt nie wierzył, że to zrobię. Bez zastanowienia oblizałam palec. Pierwsza sekunda – pali, ale tragedii nie ma. Potem przełknęłam ślinę i była to najgorsza rzecz, jaką mogłam zrobić. Sos automatycznie rozprzestrzenił się po całej buzi, zaczął palić język i powoli wypalać gardło. Mleko, cytryna, mleko. Po 20 minutach było już dobrze.

Jest to świetna ciekawostka, lecz zjedzenie sosu w potrawie możliwe jest tylko dla tych, którzy nie mają czucia w ustach. Podziwiam tych, którzy zjedli z sosem całego burgera.

Maciej

[rednacz]

Pół godziny się opierałem, ale w końcu mnie namówili. Nie chciałem jednak być tak kiepskim graczem jak MruMru czy Noid, którzy wzięli na palec kropelkę Killera. Zjadłem kawalątek kurczaka zamoczony w sosie nr 7.

Nie poczułem nic w ciągu 5 sekund. – Nawet smaczny ten kurczak. – pomyślałem, gryząc go w najlepsze. W tej samej chwili poczułem, jak coś robi mi z jamy ustnej jesień średniowiecza, Hiroszimę i Nagasaki w ’45, wybuch wulkanu Krakatau oraz katastrofę tunguską w jednym.

Moc siódemki była porażająca. W ciągu ułamka sekundy zalałem się potem i łzami. Płakałem jak bóbr. I mógłbym użyć 1000 słów opisujących mój stan, ale nic nie odda go lepiej niż poniższy filmik:

Spośród wszystkich moich kulinarno-gastronomicznych przygód, ta była zdecydowanie najtrudniejszym przeżyciem. Ten jeden raz – było warto. Biorąc pod uwagę jednak siłę rażenia Killera (niestety, również „dzień po”) nigdy więcej go nie zamówię. Życie mi miłe.

[eNoiDe]

Pracownik Spoco Loco, który spożył całą kanapkę z tym jakże cudownym sosem i w dodatku udokumentował to tutaj, z miejsca stał się moim mentorem. Inni chcą być jak Mike Tyson, Kazimierz Deyna, Brian Eno czy Sherlock Holmes – ja chcę być jak ON. Obdarzony stalowymi mięśniami twarzy i rtęcią zamiast śliny.

Sos był pyszny. Nie słuchajcie moich przedmówców, wcale nie wymiękłem. Wziąłem na palec tylko kropelkę, to prawda – ale zrobiłem tak z troski o moich towarzyszy. Serio myślałem, że zjedzą to taco do końca i nie chciałem im zabierać. Smakowało mi do tego stopnia, że później jeszcze przetarłem tym palcem oczy. Wtedy nastąpiło zupełne smakowe apogeum, które polecam każdemu. Kto się choćby skrzywi podczas jedzenia, ten ciota.

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: przepala jak Termit

TIPS & TRICKS W jaki sposób ulżyć sobie w takich wypadkach? Popijanie Nestea zdecydowanie nie pomaga. Druga butelka też nie pomogła. Jedzcie za to cytrusy i pijcie mleko – nie uratuje was z opresji, ale na pewno pomoże.