Wyszukiwarka

XVIII Przystanek Woodstock: Żarcie "z Kryszny"

Producent: Krysznowcy
Cena: 7 zł

Jedna z większych legend Przystanku Woodstock, największa spośród całej woodstockowej gastronomii. Słyszałem o niej jeszcze zanim zacząłem jeździć na festiwal Owsiaka, potem konsekwentnie jadłem każdego roku. I w 2012 nie mogłem przejść obok niej obojętnie. Mimo że mięsa tu nie ma, a jego jedzenie jest przecież najważniejszą częścią mojego życia.

Co zamiast mięsa? Ryż curry oblany pikantnym wegegulaszem z soczewicą, marchwią i kotletami sojowymi. Na dźwięk słowa „soczewica” dostaję drgawek, zaś w przypadku kotletów sojowych trudno mi sobie wyobrazić gorszy wynalazek w dziejach ludzkości. Tyle że wcale nie jest niesmacznie! Może trochę zdradzam swe antywegetariańskie ideały, ale ta część dania wchodzi w miarę ochoczo – kubki smakowe wprawdzie ani nie tańczą kankana ani nie otwierają szampana na cześć Hare Kryszny. Są całkiem zadowolone, tyle.

Do zestawu dorzucono kilka „krysznowych czipsów”, „krysznowych nachosów” – jak zwał, tak zwał. Smakuje to mniej więcej tak jakby zostało wyczarowane z ryżu. Nie zdziwiłoby mnie to. Tak jak i to, jakby zostało wysmarowane z czegoś zupełnie innego. Trochę zagadka, może któryś z czytelników mnie oświeci?

Najwięcej dyskusji toczy się jednak wokół musu, deseru, papki, brei – nazw tyle, co Woodstockowiczów – na słodko, o smaku zalatującym bananem. Ale żeby było śmieszniej, krążą ploty, że maź ta powstaje nie z bananów, a jabłek. Trudno ocenić, co wrzucane jest do wielkich garów za namiotami Krysznowców. Tak jak i trudno stwierdzić, czy rzecz jest smaczna – czy łechta gusta i podniebienia, czy – wręcz przeciwnie – doszczętnie je masakruje. Znów opinii tyle, co brudnych ludzi na Woodstocku. Ja trzymam się zdania, że owszem, całkiem niezłe, ale tylko wtedy, gdy każdą z części składowych krysznowego zestawu śniadanioobiadokolacyjnego je się na przemian. Deserek zostawiony na koniec może się okazać nie do przełknięcia!

Zwłaszcza dlatego, że choć to danie wegetariańskie, to równocześnie naprawdę syte, tym bardziej w woodstockowych realiach. Brzuch pełen, głód zaspokojony – można podlać piwem lub spalić w pogo pod sceną.

[Pjotr]
Tak jak Maciek już wspomniał, krysznowe żarełko to niezastąpiony element woodstockowego życia. Co prawda cena rośnie z roku na rok, ale to jest nieważne! Kupno bez żetonów, mała kolejka i ten smak, który pozostaje w pamięci.

Zawsze mnie zastanawia, czy jednym ze składników tych potraw nie jest jakieś zaczarowane, sproszkowane zwierzę, które zmieni moje podejście do świata i pieniądze z karty będą przeze mnie ochocze przesyłane do krysznowego królestwa? J*bać, jemy!

Krysznowe dziewice przestrzegam przed przyglądaniem się talerzowi – idzie się wystraszyć, ale trzeba się przemóc i zjeść… I co? Ostro. Fajnie doprawione coś, można by rzec – ryż z mięsem w ostrym sosie (tyle że bez mięsa). Zostańmy przy tym i nie myślmy więcej. Ja osobiście lubię mieszać całość z „deserową” papką, która – zamiast bananową – okazuje się być jabłkową.

A teraz minus. DUŻY minus. Nie każdy toleruje rośliny bobowate, np. ja. Chodziłem więc z brzuchem wydętym niczym potężna Polka w bliźniczej ciąży. Smutne, ale dla tego smaku jestem gotów się poświęcić.

PS Czekam, aż na popitkę będą dawali mleko sojowe

[eNoiDe]
Siedem złotych i takie żarcie? Biorę cię!

Jasne, że nie da się na tym przeżyć całego Łudstoku, ale na jednorazowe naładowanie baterii w średnio wyczerpujący dzionek nadaje się wyśmienicie. Krótkodystansowość krysznowej potrawy wynika głównie z jej kałopędności – kilka godzin po spożyciu dania można się spodziewać niebanalnej przygody w festiwalowym Toi Toiu. I jest to raczej zjawisko nieuniknione.

Warto jednak przygotować sobie dziesięć metrów papieru toaletowego i mydło, gdyż jakość jedzenia jest, jak na warunki wiadome, bardzo zadowalająca. Ryż bardzo udany, przyprawy troszkę pikantne (DOBRE!), gulasz mega kozacki, a naczosy zdroworozsądkowo chrupią i stanowią udane wypełnienie talerza.

Najgorzej sprawa ma się z brejową kulką, której po prostu nie byłem w stanie zjeść. Ani w połączeniu z innym żarłem, ani w przerwach między pochłanianiem ryżu, ani w ogóle nijak. Dominuje toto nad wszystkim, z czym się połączy. Więcej tego czegoś nie ruszę.

W przeciwieństwie do całego dania krysznowego. Do zobaczenia za rok!

Smakowitość: 7,3/10 (Lite Lit – 6/10, Pjotr – 9/10, eNoiDe – 7/10)
Współczynnik ‚zwycięstwa z anoreksją’: 85% (w woodstockowych realiach)