Wyszukiwarka

Pizza w Rzymie, czyli ciężko jest lekko żyć

DSC04000 (Kopiowanie)Powiedzieć, że Włochy słyną z pizzy, to jak stwierdzić, że rednacz jest gruby. Z oczywistych oczywistości przejdę więc do prawd, które dla niektórych dalej nie będą odkrywcze, ale może kogoś zainteresują. Powiem o pizzy w Rzymie i o wszystkim, co się o niej nauczyłem.

1) W stolicy Włoch pizza jest wszędzie. Na każdym rogu – pizzeria albo chociaż lokal serwujący pizzę krojoną na kawałki. Wszędzie. Kropka.

2) Znalezienie dobrej pizzy w Rzymie to sztuka. To jak szukanie igły w stogu siana.

DSC03764 (Kopiowanie)Byłem niby w „dobrej i taniej” knajpie. Tak twierdził mój przewodnik, znany tu, na tym blogu, jako amerykański korespondent, balizz. Carlo Menta – knajpa na Zatybrzu, sprawdzona przez niego jednorazowo. Tyle że wtedy jadł pastę, makaron.

Nasze quattro formagii nie powaliło. No, gdybym taką pizzę zjadł na Półwiejskiej w Poznaniu, to moja ocena byłaby inna, ale – cholera! – jestem w Rzymie.

DSC03759 (Kopiowanie)A tu ciasto budzi pewne zastrżeżenia. Bo może jest cienkie i chrupkie, ale pełne napuszonych, wielkich bąbli powietrza, które wcale smaczne nie są.

Cztery sery jak zawsze smakują doskonale – gorgonzola „robi robotę”, ale dopiero później okazuje się, że to quattro formaggi da się przygotować lepiej. O tym za chwilę.

DSC04001 (Kopiowanie)3) Zanim opowiem o tym, jak odkryłem cztery sery na nowo, słów kilka o przybytkach oferujących pizzę na kawałki.

Znacie je z  Polski, są większe i mniejsze lokale w niektórych, zazwyczaj większych miastach. W Rzymie mamy takie na każdej ulicy, przy połowie sklepów i delikatesów.

DSC03998 (Kopiowanie)I trzeba uważać. Bo w większości z tych lokali pizza wygląda jak przygotowana przez Dr. Oetkera. Myśl o zjedzeniu choćby kawałka przyprawia mnie o dreszcze.

4) balizz pokazał mi jednak jeden lokal. Mieści się w bliskiej odległości od Koloseum, nieopodal upodobanego przez nas irlandzkiego baru Shamrock (o nim szerzej wkrótce). Gwoli ścisłości: lokal nazywa się „Pizza e mortadela” i jest połączony z mini delikatesami.

DSC04002 (Kopiowanie)Na miejscu zawsze ok. 10 rodzajów pizz. Do wyboru, do koloru – zamawia się tyle, czego i ile się chce. Sprzedawca odkraja kawałek od metra danego rodzaju pizzy, waży go (od tego zależy cena) i – jeśli trzeba – odgrzewa ją w piecu.

Jestem tam w czasie weekendu 3 czy 4 razy i ani razu się nie przejechałem. Czy była to pizza z boczkiem (drobno krojonym, nie cienkimi plastrami bekonu), czy z salami piccante, czy – i tu dochodzimy do kulminacji – quattro formaggi.

DSC04003 (Kopiowanie)Ile razy zdarzyło się wam, że z czterech serów tak naprawdę czuliście tylko dwa (jakiś rodzaj pleśniowego + mozzarellę)? Podejrzewam, że macie tak prawie zawsze. Podobnie było zresztą w Carlo Menta.

Ale tu faktycznie miałem cztery gatunki sera. Była i mozzarella, i gorgonzola. I jeszcze dwa inne, których wprawdzie nazwać nie potrafię, ale umiem rozróżnić kubkami smakowymi tudzież wzrokiem. Konsystencja każdego sera jest inna. Wspomnienie o mieszance czterech serów jest tak intensywne i dobre, że wróciłbym do Rzymu choćby po jego odświeżenie.

DSC03753 (Kopiowanie)5) Zaskoczyły mnie ceny. Pizza to rzeczywiście jedzenie biedoty. Każdorazowo płaciłem za nią nie więcej, niż zapłaciłbym za podobną w Polsce.

W Carlo Menta za quattro formaggi – 5 euro. Droższa była tylko wegetariańska, hehe.

DSC03757 (Kopiowanie)W Pizza e mortadela płaciłem od 5 do 8 euro – w zależności od rodzaju i wielkości „kawałka”. Ale gdy było to 8 euro, to opychałem się pizzą niczym prawdziwy żarłok z oficjalną licencją małego łakomczuszka.

6) Słyszałem, że najlepszą pizzę podaje się tam, gdzie jej kolebka – w Neapolu. Jestem w stanie w to uwierzyć, bo rzymska – choć smaczna w odpowiednich miejscach – raczej jest produktem robionym pod turystów.

A Wy, jakie macie wspomnienia związane z włoską pizzą?