Wyszukiwarka

U Fleků (Praga)

Praga-U-FlekaJako rasowy pożeracz nie tylko lokalnych specjałów, ale przede wszystkim książek, za punkt honoru postawiłam sobie zasmakować najważniejszych pozycji literackich sąsiadów z południa. W Kunderze i Hrabalu zaczytywałam się na zajęcia, zachwyciłam się Inwazją jaszczurów Čapka, aż przyszedł czas na legendarnego Szwejka – poczciwego żołnierza, którego imię nosi połowa polskich knajp serwujących czeską kuchnię.

Szwejk bardzo dobrze znał praski browar U Fleků, w którym piwosze okazję mają raczyć się ciemnym lagerem już od 1499 roku, o czym przypominają nalepki, podkładki, certyfikaty i obrazki wewnątrz restauracji. Przypominają o tym również wszelkie przewodniki po Pradze, określające knajpę jako miejsce, którego absolutnie nie może przegapić nikt, kto chciałby poczuć lokalną atmosferę czeskiej stolicy.

Trudno mówić o lokalnej atmosferze, kiedy po przekroczeniu progu zewsząd słychać języki z całego globu, tylko czeski jakoś się nie przebija. Niemniej zajmujemy, ja i znajoma z Monachium, pierwszy wolny stolik. I czekamy.

I czekamy.

Czekamy…

Obsługa składa się wyłącznie z przedstawicieli płci przeciwnej, wyraźnie ignorujących dwie białogłowy niemal w centrum sali. Nie żeby nas nie widzieli. Dwóch kelnerów wskazuje nas sobie z ironicznymi uśmieszkami, przez dobrych kilka minut opowiadając sobie wyraźnie wyśmienite anegdoty. Wreszcie, krocząc dostojnie do stolika za nami, mimochodem jeden z nich stawia przed nami dwie szklanki Becherovki i próbuje bez słowa odejść. Bezceremonialnie łapię go za rękaw, ze słodkim uśmiechem wyjaśniając, że uprzejmie prosimy o kartę i zabranie niezamówionej Becherovki. Kelner robi nadąsaną minę, próbuje oponować, aż wreszcie niechętnie zabiera szklanki.

DSCN1211W międzyczasie, gdy czekamy kolejne minuty na kartę, wyjaśniam znajomej intrygującą hojność obsługującego. W knajpach czeskich niejednokrotnie kelnerzy jeszcze przed przyjęciem zamówienia stawiają na stole kosz z piwnymi bułeczkami (pivný rohlik), czasem jakiś trunek „na dobry początek”. I za samo postawienie koszyka i szklanki dopisują owe, choćby nienaruszone, dobra do rachunku.

Grzejemy miejsca już pół godziny, kiedy wreszcie pojawia się zmęczony życiem ober, nieprzychylnie spoglądając na zakłócające mu spokój niewiasty. Ponieważ ceny nawet przystawek boleśnie biją po studenckich kieszeniach, decydujemy się tylko na legendarny Flekovský ležák. Ober stoi nad nami wyczekująco. Kiedy tłumaczymy, że to już wszystko, obrażony odwraca się na pięcie. Możemy usłyszeć, jak mamrocze pod nosem: „Kam čert nemůže…” („Gdzie diabeł nie może…”).

Doczekawszy się piwa, musimy przyznać, że przynajmniej ta legenda nie jest przesadzona. Można nie wierzyć mi, ale opinii dziewczyny pochodzącej ze stolicy Oktoberfestu należy zaufać. Piwo ma niesamowity kolor – jak mocna, włoska kawa – i przyjemny, kremowy smak. Zachwycona kolorem wyciągam aparat, chcąc utrwalić wizytę w szwejkowskim browarze – gdy znikąd pojawia się jeden z kelnerów, nieprzyjemnym głosem oznajmiając, że tu zdjęć się nie robi. Nie kłócę się, chociaż nie dalej jak dwie minuty wcześniej męska grupa przy stoliku obok obfotografowała (w obecności kelnera!) dopiero co podaną kaczkę.

DSCN1212Koleżanka jednak ulega i do piwa zamawia najpospolitsze chyba danie kuchni czeskiej – Svíčkovou na smetaně, czyli wołowina w sosie śmietanowym, podana z knedlikami bułczanymi. Kiedy danie wjeżdża na stół, nic nie zapowiada katastrofy. Jednak już po pierwszym kęsie znajomej rzednie mina. Knedliki są… suche. Jakby ktoś zostawił rozkrojony knedlik na parę godzin i po tym czasie wrzucił na talerz. Sos w dodatku jest letni i średni, przeciętna knajpa radzi sobie z tym daniem lepiej. Schowane pod kleksem śmietany mięso ani ziębi, ani grzeje. Całość pozostawia niesmak i dziurę w kieszeni.

Kiedy prosimy o rachunek, kelner na świstku papieru kreśli jakieś cyfry. Wybucham śmiechem, nie mogąc się powstrzymać – oczywiście, cena jest „zaokrąglona” do 450 Kč, czyli o prawie połowę właściwej kwoty! Nie przestaję się uśmiechać, cierpliwie wyjaśniając, że nie skorzystałyśmy z żadnych innych dobrodziejstw restauracji i kilkakrotnie powtarzam nasze zamówienie. Wreszcie wyraźnie zirytowany kelner zapisuje na tym samym świstku papieru „310  Kč“ i odwraca się.

Tak kończy się moja przygoda z knajpą Szwejka.

Cena:
* Piwo – 59  Kč
* Svičková – 189 Kč

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: depresja