Wyszukiwarka

8 małych rzeczy, którymi knajpy zyskują stałych klientów

Zawsze będę uważał, że najważniejsze w lokalu gastronomicznym jest jedzenie. Ale nie tylko ono sprawia, że chcemy do knajpy wrócić. Są też te małe rzeczy, które nie przyćmiewają smaku, tworząc całą resztę.

Nie każda mała rzecz znajdzie zastosowanie w każdym miejscu. To wszystko zależy od koncepcji na knajpę – jaka ma być, kto ma do niej przychodzić, jaki jest jej motyw przewodni. Po prostu w odpowiednim miejscu każda z tych małych rzeczy może przyprawić gości i klientów o uśmiech na ustach.

Co zatem – poza jedzeniem – potrafi skłonić mnie do powrotu do danego miejsca?

1. Darmowa woda

Foodshot_2016_05_6

Parafrazując znaną reklamę banku: „Tak powinno być w każdej knajpie”. W Polsce wciąż to jednak ewenement, rzecz niemalże niespotykana, chyba że mamy właśnie miesiące letnie i bardzo upalne – wtedy właściciele lokali gastronomicznych litują się nad swoimi klientami jak MediaMarkt nad psami czekającymi na „pancia i pancię” w nagrzanych do czerwoności autach. I super-fajnie, tyle że to powinien być standard.

Przeczytaj: Czy knajpy zdzierają na napojach? 5 kroków, jak się o tym przekonać

Słyszałem, że największa marża w gastro biznesie jest na napojach (zwłaszcza tych alkoholowych), więc rozumiem, że darmowa woda budzi obawy mniejszego zysku, ale przecież nie musi to być woda źródlana o leczniczych właściwościach, wystarczy najpospolitsze H2O, tyle że bez żadnego świństwa.

2. Czekadełka

Foodshot_15_48_7

Drobniusieńki poczęstunek „od firmy”. Malutka porcyjka czegoś, co ma umilić nam oczekiwanie na nasze zamówienie. Najczęściej jest to chleb ze smalcem lub – uogólniając – kromka z chleba własnego wypieku z ciekawym smarowidłem. Czekadełka przybierają mniej lub bardziej kreatywną formę, zawsze są jednak czymś bardzo sympatycznym, co pozwala kuchni na spokojniejsze uwinięcie się z przystawkami czy daniami głównymi, a nam na zaspokojenie „pierwszego głodu”.

3. Postawa „Nieźle byśmy zarobili, ale nie zrobimy tego, bo jakość ucierpi”

Taki przykład: zamawiasz krewetki w tempurze, dwieście sztuk do biura. Zamówienie na kilka stów, a mimo to knajpa odmawia jego zrealizowania. Powód? Niepewność ze strony lokalu, czy krewetki dotrą w odpowiednim stanie (tempura w wyniku ciepła i gromadzącej się w pojemniku pary wodnej może nabrać kiepskiej, delikatnie mówiąc, konsystencji). Oczywiście restauracja nie powinna oferować w takim wypadku krewetek w dowozie – zakładam, że klient zadzwonił z zamówieniem, nie patrząc na menu. Jeśli knajpa bardziej niż na zarobek patrzy na swoją reputację, to znaczy, że spokojnie można zostać jej stałym klientem, bo zawsze przynajmniej postara się nakarmić Cię dobrze.

4. Niestandardowa karta dań

DSC03599-Kopiowanie

Nie chodzi tutaj o to, co w menu, a o formę przedstawienia oferty. Najbardziej eleganckie karty dań nie robią na mnie takiego wrażenia, jak te przygotowane z pomysłem. Pierwsze moje spotkanie z pocztówkami w Raju na Śródce (każda 1 pocztówka to 1 danie szczegółowo opisane na jej drugiej stronie) baaardzo mocno mnie zaciekawiło – dzięki temu prostemu zabiegowi wsiąkłem w niesamowity klimat tej miejscówki znacznie szybciej i głębiej. Nie w każdym lokalu takie niestandardowe menu przejdzie, ale jeśli już knajpa nie ma na siebie zwykłego pomysłu, to warto aby i menu było ciut bardziej niezwykłe niż gdzie indziej.

5. Ładowarki do telefonów

Od paru lat trwa „rok mobile”, smartfony są naszą codziennością i większość z Was pewnie czyta tego bloga z poziomu swojego telefonu. Czasem słyszę opinie, że bawienie się telefonem w knajpie to brak szacunku dla kucharza lub dla osoby, z którą spędzamy czas. Jest w tym sporo racji, a posiłek to zawsze dobry pomysł na odpoczynek od wszelkich ekranów. Baterie w telefonach rozładowują się zawsze szybciej, niż byśmy tego sobie życzyli, a czas płynie nieubłaganie, więc warto go jakoś wykorzystać. Odpowiedzią na ten „problem pierwszego świata” są ładowarki w knajpach. Nie kontakty, ŁADOWARKI. Tak jak zrobiło to The Deli. Obecnie, gdy różnorodność złącz do ładowania bardzo się zawężyła w porównaniu do sytuacji jeszcze sprzed kilku lat, nie stanowi to wielkiego problemu. Mała rzecz, a cieszy.

6. Talerz z przekrojem najlepszych specjalności lokalu

20160110_151732-3

Fajne udogodnienie w knajpach oferujących jeden typ kuchni – zazwyczaj egzotyczny lub przynajmniej rzadziej występujący na polskich ulicach. Spotkałem się z tym w libańskim Humhumie na Śródce oraz w nieistniejącej Jugoslavii na Ratajczaka – zamiast zastanawiania się, co takiego mam tutaj zamówić, po prostu poprosiłem o talerz z tym, co wspomniane knajpy miały najlepsze w ofercie. Zazwyczaj taka porcja kosztuje więcej, ale jest za to bardzo pomocna przy pierwszej wizycie, czy wręcz pierwszym spotkaniu z kuchnią z określonego rejonu świata.

7. Sprawne i szybkie Wi-Fi

Bardzo przydatne w miejscach mniej szykownych, gdzie czasem przychodzimy odpocząć lub popracować. Przede wszystkim chodzi mi o kawiarnie. Te najlepsze (zobacz mój top z Poznania) zazwyczaj dysponują odpowiednim łączem, powoli staje się to standardem. Zdarza się jednak, że problematyczne robi się zdobycie hasła. Jestem zwolennikiem rozwiązania, w którym wszelkie informacje dotyczące ustanowienia połączenia znajdują się w lokalu w widocznym miejscu. Jeśli jednak polityka lokalu jest inna i o hasło musimy zapytać obsługę, to niech będzie ono chociaż łatwe do wypowiedzenia. Sprawne i szybkie Wi-Fi byłoby także atutem burgerowni i bistro wszelkiego rodzaju, które często odwiedzamy w pojedynkę i w których na posiłek czeka się minimum 10 minut – nuda to jeden z większych wrogów w takich miejscach.

8. Dbałość o najmniejsze szczegóły

20151015_154424-2

Często wręcz szczególiki. Niekoniecznie związane z tym, co na stole – to przecież jest ważne, duże wręcz i daleko mu do rzeczy małych. Mam raczej na myśli dbanie o klimat – o to, żeby całość była ze sobą spójna tak w założeniu, jak i w wykonaniu. Prosty przykład z życia wzięty: jestem w knajpce z baaardzo domowym klimatem. Czuję się trochę tak, jakbym siedział u kogoś w kuchni – swojskiej, przytulnej i eleganckiej zarazem. Atmosferę podbija chleb ze smalcem w ramach czekadełka. Wtem patrzą na ścianę, na którą wcześniej nie spoglądałem. Tam książki. Pierwsza, którą zauważam, to podręcznik dotyczący chorób psychicznych. Czar prysł. Chodzi więc o to, by rzeczy nagle psujące nastrój się nie pojawiały. Tak proste i tak rzadkie zarazem.

Przeczytaj: Jak być mile widzianym klientem w knajpie?

To są małe rzeczy, które mi sprawiają radość – jedne konkretne i materialne, inne bardziej ulotne i nienamacalne. Właśnie dzięki nim poszczególne knajpy zyskują w MOICH oczach.

A kiedy miejsca z jedzeniem zyskują w Waszych? Dajcie znać w komentarzach!