Wyszukiwarka

Bułka w burgerze jest równie ważna co mięso

screenshot_2016-09-12-21-18-42-01

Zdziwieni?

Doszedłem do tego wniosku ostatnio: od kilkunastu dni odwiedzam poznańskie burgerownie, mając jeden cel – znaleźć te, które serwują najlepsze burgery. Najpóźniej w połowie października powinienem zdać relację z moich poszukiwań, publikując ranking na łamach bloga. Jeśli chcecie śledzić moje testy na bieżąco, zapraszam do obserwowania mojego prywatnego profilu na Facebooku.

Jedząc kolejnego burgera z rzędu, doszedłem do wniosku, że – owszem – mięso to jest rzecz w burgerze absolutnie priorytetowa, ale jednak bułka – coś, co długo traktowałem jako dodatek, który ma spełniać jedynie swą funkcję – to rzecz niemal równie istotna. Wróć. Nie „niemal”. Buła jest TAK SAMO ważna co mięcho.

Idealny burger = idealne mięso w idealnej bułce
Idealny burger = idealne mięso w idealnej bułce

No bo co to za przyjemność jeść wysokiej jakości i doskonale wysmażoną mieloną wołowinę, gdy zamknięta jest ona w cierpkiej, suchej bułce? Albo pustej i napompowanej? Lub takiej, która nie wiedzieć czemu, upieprzona jest cała sezamem (fajnie jeśli jest, ale z umiarem)? Co to za przyjemność jeść idealne mięso w przeciętnej kajzerce? No i gdzie jest ten cały fun z jedzenia czegoś pysznego, skoro bułka po paru kęsach się rozpada, a jej zawartość ląduje nie wiadomo gdzie?

Przykład buły nadmuchanej i pustej w środku.
Przykład buły nadmuchanej i pustej w środku.

Mięso to podstawa. I buła także. Fajnie, jeśli jest lekko chrupiąca (lecz nie za bardzo), miękka w środku (choć nie może się rozlecieć), mocniej zbita, a nie nadmuchana i najlepiej – choć to już rzecz gustu – z maślanym posmakiem (tyle że bez przesady z tą słodyczą). Musi nieść dodatkowy walor smakowy do całej kompozycji, który jednak nie powinien zdominować całego burgera. No i kluczową kwestią jest to, że buła ma trzymać mięso i dodatki w ryzach od pierwszego do ostatniego kęsa, a przy tym nie może być wielkim i nieporęcznym klocem.

Mówiąc inaczej, ze znalezieniem doskonałego pieczywa do burgera jest jak ze znalezieniem miłości swojego życia – możliwe, ale nie wszystkim się od razu udaje.

Ta buła miało wszystko, by być dobrą bułą, dopóki nie rozpadła się w czasie jedzenia.
Ta buła miało wszystko, by być dobrą bułą, dopóki nie rozpadła się w czasie jedzenia.

Na całe szczęście, niektórym to wychodzi. Nie korzystają oni jednak z gotowych pomysłów polskich piekarni, które w większości przypadków totalnie nie kumają, w jakim środowisku mielony kotlet wołowy czuje się najlepiej, czego efektem są poharatane podniebienia, kawałki burgerów na ulicy i takie sobie wrażenia smakowe.

Ci, którym to wychodzi, pieką bułki na miejscu, u siebie, w burgerowni. Nie wszyscy mają jednak taką możliwość i „wynajmują” piekarnie, która pieczywo przygotowuje wg ich przepisu. I wtedy zazwyczaj jest cacy. Miękkie, lekko chrupiące, trzymające w ryzach mięso i dodatki, maślane bułeczki. Smaczne same w sobie, ale nie narzucające się. Doskonałe.

Przykład buły upieprzonej sezamem.
Przykład buły upieprzonej sezamem.

Oczywiście, trzeba mieć jeszcze dobry przepis. Jeśli jest kiepski, to pieczenie na miejscu nie pomoże. Ale to chyba jasne.

Pozwólcie, że powtórzę: mięsko to kluczowa sprawa, ale jego jakość musi iść w parze z jakością pieczywa. Nie wiem, czy smakowałoby mi aż tak bardzo w Wyczesanych Porkach, Habasie, Fat Bobie, Pogromcach Meatów, Burgs Chefie czy Meat us, gdyby tamtejsze burger (lub kanapki premium – odsyłam do niedawno opublikowanego artykułu) były serwowane w napompowanych chrupiących bułach upieprzonych sezamem lub – o zgrozo – kajzerkach.

Przykład buły, która nie wygląda, a jest smaczna.
Przykład buły, która nie wygląda, a jest smaczna.

Na całe szczęście drugi wniosek z mojej burgerowej eksploracji jest taki, że w tych miejscach, w których dba się o mięso, dba się także o pieczywo. No, w większości przypadków. I właśnie takie knajpy znajdą się w rankingu najlepszych burgerów w Poznaniu – te, które pamiętają o każdym szczególe.

PS W wielu burgerowniach można wybierać bułki, ale to już osobna sprawa. Nauczyłem się, że najlepiej wybierać jasną / mleczną, bo pełnoziarniste, grahamki i inne tego wynalazki zazwyczaj gorzej się komponują ze składnikami. Jeśli ktoś lubi, to spoko, ja w przypadku mielonej wołowiny pozostanę wierny pszennemu pieczywu.