Wyszukiwarka

Maciej jestem, żaden „Pan”

Mówcie mi po imieniu, bądźmy ze sobą na Ty!

Zacznijmy od początku. Dawno temu tego bloga prowadziliśmy w kilka, momentami wręcz kilkanaście osób. Ja tym wszystkim kierowałem: czytałem i poprawiałem wszystkie teksty, ustawiałem je w kolejkę do publikacji, motywowałem resztę do jedzenia i dzielenia się swoją opinią i tak dalej, i tak dalej. Sam też oczywiście tworzyłem sporo treści.

Co chyba naturalne, nasi czytelnicy zwracali się do nas w liczbie mnogiej. Pisali: „Odwiedźcie tę i tę knajpę”. Albo: „Napiszcie coś o tym i o tym”. Normalna sprawa, nie ma w tym nic dziwnego.

Drogi się jednak rozeszły: z jednymi przestałem utrzymywać kontakt (czasem „tak po prostu”, czasem nie), inni nie mieli dość czasu na angażowanie się w ten projekt na tyle, by dalej pchać go do przodu. Na placu boju zostałem w pojedynkę, na co jednak nigdy nie narzekałem, bo pozwoliło mi to zrobić wszystko „po swojemu”, a w konsekwencji mocno rozwinąć bloga i swoją działalność do poziomu, w którym jest on teraz.

Sęk w tym, że przez bardzo długi czas wciąż pisaliście do mnie w liczbie mnogiej: „zróbcie to”, „napiszcie tamto”. Nie ma co się dziwić – w końcu to nie było tak, że jednego dnia cała reszta przestała pisać i zacząłem robić to samemu, tylko był to raczej rozłożony w czasie proces, a ja nigdy nie zakomunikowałem: „Od dziś robię bloga w pojedynkę!”.

Przez ostatni rok czyniłem jednak zaawansowane starania, by to zmienić. Częstsze pokazywanie twarzy, kanał na YouTubie, nowy logotyp i layout – to wszystko przyniosło oczekiwane rezultaty i dziś raczej sporadycznie dostaję wiadomości pisane w liczbie mnogiej. Można powiedzieć: udało się!

Jest jednak teraz całkiem spore grono osób, które mówi do mnie na „Pan”.

„Panie Macieju, a był Pan w tym nowym kebabie?”.

„Panie Macieju, co Pan sądzi o jedzeniu w galeriach handlowych?”.

„Panie Macieju, Pan to się nie zna na niczym”.

I tak dalej, i tak dalej.

A przecież jesteśmy w internecie, do cholery! Tu wszyscy są na „ty”!

Domyślam się, że część tych wypowiedzi jest napisana z przekąsem, a nawet złośliwością. Bo wiecie, dużo osób z różnych powodów nie lubi, a wręcz nienawidzi blogerów i ma blogerów za ludzi, którzy się w jakiś sposób wywyższają. Cóż, takich złośliwców mam w głębokim poważaniu, więc nie o nich mi chodzi.

Istnieje spora grupa, która zwraca się do mnie na „Pan”, bo… w sumie to nie mam pojęcia.

Wyglądam na starego?

Oni sami są starsi niż kiedyś (średni wiek czytelnika bloga wzrósł w ostatnim czasie w znaczący sposób, już od dawna nie są to tylko studenci), a rynek pracy przyzwyczaił ich do tego, że lepiej się zwracać per „Pan”?

Nie wiem i w sumie nie chcę wiedzieć.

Zwracajcie się do mnie po imieniu. Po imieniu i na „ty”. „Panie Macieju” nie znoszę, a między nami ma być jak najmniej barier.

Zapamiętajcie ten mój mały apel. A póki co mam dla Was zapowiedź kolejnych zmian i – przynajmniej pod pewnym względem – dobrą wiadomość:

Chcąc wejść na bloga nie musicie już wklepywać długiego wygrywamzanoreksja.pl albo frazy „Wygrywam z Anoreksją” w Google’u. Od dziś wystarczy maciej.je – 9 znaków zamiast 21. Wpisuje się szybciej i trudniej o pomyłkę. Oczywiście stary adres wciąż funkcjonuje i będzie niezmiennie działać jeszcze przez długi czas – maciej.je póki co pozostanie domeną pomocniczą. Póki co.

A na razie po prostu bądźmy ze sobą na „ty”. Maciej jestem, żaden „Pan”!