Wyszukiwarka

7 grzechów głównych zniżek i promocji w knajpach

7grzechowznizek

Każdy rabat, to dobry rabat. Czy aby na pewno? 

Czyli co mnie wkurza w zniżkach i promocjach w lokalach gastronomicznych.

1. Promocje typu 5% na pizzy

Niektórzy sądzą, że sam napis „promocja” lub „zniżka” przyciąga. A guzik prawda. Rabat 5% na pizzę to w zasadzie żaden rabat. Nie jest on bowiem w ŻADEN sposób odczuwalny dla portfela klienta. Ile zaoszczędzi? Złotówkę? Jeśli promocja ma być atrakcyjna, to musi być na tyle wysoka, by za zaoszczędzone pieniądze, klient mógł kupić sobie np. napój. Wtedy to już coś.

2. Zbyt duża ilość promocji

Grzech najczęściej popełniany w tzw. pizzeriach dowożących. We wtorek od godz. 13.51 do godz. 15.38 druga pizza za pół ceny. W środę studenci płacą 30% mniej. W czwartek darmowe sosy do zamówień powyżej 30 zł. Z kolei w poniedziałku dostaniesz darmową puszkę coli, jeśli skusisz się na minimum 3 pizze. Czysty absurd! Jak klient ma się w tym wszystkim połapać? A może dłuższe przesiadywanie nad ulotką z promocjami sprawi, że pizzeria zostanie pozytywnie zakodowana w głowie zamawiającego? Nie sądzę.

3. Nieinformowanie o promocjach

Ci „sprytniejsi” biznesmeni z branży gastro twierdzą, że promocja ma przyciągnąć klientów, a jak już klient w lokalu się pojawi, to można na nim żerować. Nie warto mu wspominać o tym, że obowiązuje tu taka i taka zniżka, niech płaci więcej – jego wina, że nie zna aż tak dobrze naszej boskiej oferty rabatowej. To jest mega słabe. Gdyby poinformowano mnie o obowiązujących w danym miejscu promocjach, na pewno bym to zapamiętał i wpłynęłoby to pozytywnie na moje odczucia względem knajpy, nawet jeśli z tych zniżek w danym momencie bym nie skorzystał.

4. Zbyt trudne promocje

W sensie: za wiele kryteriów do spełnienia, by z nich skorzystać. Coś w stylu: „zniżka jest możliwa do wykorzystania, jeśli jesteś studentem, wrzucisz zdjęcie na Instagrama z odpowiednim hasztagiem, zaprosisz 13 osób do naszego wydarzenia na Fejsie, zaczekinujesz się na Swarmie i przyjdziesz do nas między godz. 13 a 15 w środę”. Dziękuję z miejsca, nawet jeśli jest to rabat 50%.

5. Promocja jako nagroda w konkursie

Kuriozum, które spotyka się bardzo rzadko, ale jednak sam fakt jego istnienia wzbudza we mnie sporo gniewu. Jeśli już organizujesz konkurs, to daj zwycięzcom coś za darmo, a nie oczekuj, że ktoś jeszcze zapłaci za to połowę ceny. Chore i bez sensu. Dziwię się ludziom, którzy biorą udział w takich „konkursach”.

6. Wiara w to, że zniżki to złoty środek na sukces

Właścicielom knajp często wydaję się, że rabatami można osiągnąć wszystko. Ruch w lokalu, ogromną liczbę zamówień, wakacje na Bali i jacht na Mazurach. Prawda jest jednak taka, że nawet oferując spore zniżki nie dojdzie się do niczego, jeśli sprzedaje się kiepski produkt. Polacy dużą uwagę zwracają na cenę, ale cenią też jakość. Jeśli nie wierzycie, to zobaczcie, jak zmieniła się gastronomia w ostatnich latach. Coraz więcej „fajnych knajpek” na mieście, coraz mniej takich, które oferują wszystko za drobne. Najpierw jakość, potem jakość, a dopiero potem cena. Tak to widzę.

7. Zbytnie sugerowanie się promocjami

Ostatni grzech stoi już po stronie klientów. Wszyscy mamy wśród znajomych osobę, która jest obeznana z każdą promocją. Taki gość, który wie, gdzie są najtańsze iPhone’y, a gdyby chciał, to mógłby żyć z handlu na Allegro. Tylko to nie sprawdza się w każdej dziedzinie życia. Szał na kupony w McDonald’s, dzięki którym oszczędza się parę złotych na jedzeniu marnej jakości, pokazuje, jak – mimo tego, co napisałem w punkcie 6 – zakorzeniona jest w nas walka o każdy grosz. Jeśli jakaś pizzeria oferuje 2 pizze w cenie 1 zawsze i wszędzie, to może brzmi to tanio, ale prawie na pewno będzie niejadalne.

Mówiąc inaczej, korzystajcie ze zniżek, ale z głową. Nie wybierajcie lokali tylko dlatego, że są tanie i mają „fajne promki”.